360. Połączeni

360-movie-image-jude-law-rachel-weisz-02-600x302
Słuchajcie. Weźcie mnie oświećcie, co się na tym świecie podziało, że tak wszystkich rajcuje tematyka zdrady? W tym roku nie tylko w kinie, bo i w mediach i – damn! – w życiu również aż kipi od zdrady, i to w najróżniejszych formach. Najgorsze wcale nie jest to, że problem jest obecny – bo był od wieków i na wieki aktualny pozostanie – ale to, że jest obiektem żywego zainteresowania. Zdrada jest trendy. O zdradzie chce się czytać (nie oszukujcie, że nie, bo wiem z pracy, na które artykuły klikacie najczęściej), zdradę chce się oglądać i – co może najważniejsze – zdradę chce się oceniać. I kino o tym doskonale wie, bo średnio raz na kwartał proponuje film w całości tej tematyce poświęcony. Czy Boże Narodzenie jest ku temu dobrą okazją miałabym pewne wątpliwości, ale że dystrybutor przekładał premierę 360 już wielokrotnie, bez zbędnych narzekań – cieszy fakt, że film w ogóle do dystrybucji kinowej trafił. Cieszy może nawet podwójnie, bo nie okazał się najgorszy, a zwiastowany w zapowiedziach rozgardiasz fabularny wypadł zdumiewająco… porządnie.
 

360 to kalejdoskop historii, które próżno byłoby rozmieniać na drobne. Opowieści te nie układają się bowiem w odrębne całostki, a zataczają kręgi i zazębiają się, tworząc panoramę relacji, emocji i wyborów, które rzutują na życie ich bliskich (i nie tylko). Choć bohaterów różni niemal wszystko – pochodzenie, język, kolor skóry, status majątkowy i społeczny – są przecież tylko ludźmi i wszyscy, jak jeden mąż, stojąc na rozwidleniu dróg, podejmują decyzje. Czasem doskonałe, innym razem chybione, niekiedy krzywdzące (ich samych przede wszystkim), ale zawsze potrzebne, by wyjść z marazmu, w który wpadli wraz ze swoim małym życiem.

 

Propozycja Meirelessa jest jednym z tych filmów, które nie rozkładając na łopatki, intrygują i zostają w głowie. Znacie to? Dzieje się niby dużo, ale jakoś tak niespiesznie, bohaterowie są na tyle zwyczajni, że aż interesujący, a treść tak prosta, że ostatecznie trafia w dziesiątkę. Takie jest właśnie 360 – film o tym, jak bardzo nie znosimy próżni i jak bardzo potrzebujemy w życiu zmian, które odświeżą codzienność i napędzą nas do działania. I też o tym, że ostrożnie podejmowane decyzje nie zawsze są lepsze od wyborów spontanicznych, a te, na które się w ogóle nie zdecydowano, ciążą jak najgorszy wyrzut sumienia.

 

To, co w 360 sprawia chyba największą przyjemność, to multikulturowość. Bohaterowie mówią w kilku językach, z których dominują słowiańskie (słowacki i rosyjski), a to tle zachodnioeuropejskiego monumentalizmu brzmi tak blisko i tak przecież znajomo. Tak jak i niektórzy bohaterowie – dwie siostry, szukające szczęścia w niezbyt czystym biznesie, zdradzona, piękna dziewczyna, która jest gotowa postawić wszystko na jedną kartę (tylko ta karta jakoś w losowaniu umyka), czy ojciec, poszukujący swej zaginionej córki (rewelacyjny i niezwykle naturalny Anthony Hopkins, perła całej produkcji). I muzyka. Piękne kompozycje, świetne dobrane utwory, znów w różnych językach. Miłe to.
 
Czy polecam? Podejrzewam, że lubiący konkrety – akcję, odpowiednie tempo, skondensowaną, mocną treść – mogą się zawieść. Z tym więc zastrzeżeniem – tak.

 

Źródło zdj.: opium.org.pl

 

13 myśli nt. „360. Połączeni

  1. Oglądałem niedawno ten film. Twoja recenzja jest całkiem trafna z tym , że motywem przewodnim filmu nie jest „zdrada”, tylko podejmowane przez nas decyzje i ich wpływ na nasze życie. Nie zrozumiałem zdania „… by wyjść z marazmu, w który wpadli wraz ze swoim małym życiem.” Co masz na myśli pisząc ” małe życie”?
    Film polecam.

    • To, że w obliczu uniwersalności tematu – obojętne czy jest nim zdrada, czy podejmowanie decyzji – nasze egzystencje i my jako jednostki nikniemy.

  2. Dopiero niedawno usłyszałem o tym filmie, miałem się wybrać na niego do kina, ale chyba jednak zrezygnuję, przez wiele negatywnych opinii, które się o nim pojawiły. Może kiedyś w tv nadrobię.

  3. Hmm, ja jednak film oceniam jako kompletnie przeciętny – próba stworzenia czegoś na kształt „Bliżej” i połączenia tego w ciekawą mozaikę nie wypaliła. Są ciekawe wątki, są też mniej interesujące, a całość oglądałem jakoś tak, bez większego zaangażowania.

  4. Ostatnio dorwałam w kinie ulotkę i przeczytałam opis tego filmu. Fabuła wydała mi się niezwykle interesująca i szczerze mówiąc nawet nie zauważyłam, że dotyczy zdrady. :) Za to zauważyłam Hopkinsa w obsadzie. Wielka szkoda, że produkcja nie jest na tym samym poziomie, co Jego gra aktorska. To już druga opinia z zastrzeżeniami na temat ,,360…”, do tego Filmweb dobił mnie pokazując 42% w moim guście, zatem chyba sobie daruję połączenia i wybiorę się jutro na ,,Hobbita”. ;D

  5. A ja już kiedyś widziałem go na internecie i tak myślałem, że świetne kino, trzeba zobaczyć! No, ale im bliżej jakoś odpuszczałem, pojawiały się inne filmy, a z „360” rezygnowałem – i chyba w dalszym ciągu się to nie zmieni. A jak wypadła Rachel Weisz, bo jakoś nie wychwyciłem w recenzji, a chyba to mnie najbardziej ciekawi :> Pozdrawiam i zapraszam do siebie na recenzję filmu „J. Edgar” ;D

  6. Ooo, a tak wiele złego słyszałem o tym filmie, z tym że nazwiska grają tylko epizodyczne role (patrz. Hopkins) że nie chciało mi się po niego sięgnąć.

    Ale po Twojej recenzji, spróbuje.

    Pozdrawiam Celta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.