Joanna i Nasza klątwa – o naszych oscarowych dokumentach

f421ce56-82b6-11e4-a192-0025b511229e

Są takie cztery oscarowe kategorie, które podczas całej imprezy załatwiane są szybko i nieuważnie, bo mało kto słyszał o nominowanych w ich ramach filmach, o oglądaniu nie wspominając. Najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny to – obok dokumentów długometrażowych i krótkometrażówek aktorskich i animowanych – temat, który w Hollywood zdaje się nikogo nie obchodzić. I nie obchodziłby także nas, gdyby nie to, że w tym roku w tej grupie znalazły się aż dwa polskie filmy – Joanna Nasza klątwa, dając nadzieję na wygraną, ale przede wszystkim będąc dowodem na to, że polskie kino jest na świecie zauważane i doceniane.

Czytaj dalej

Ziarno prawdy

ziarno prawdy

Odbiorca filmu nakręconego na podstawie powieści, który ową lekturę ma za sobą, jest trudnym widzem. Ma olbrzymie wymagania co do scenariusza, sposobu prowadzenia akcji, interpretacji bohaterów, obsady, a podczas seansu doszukuje się najmniejszych uchybień. Gdy w grę wchodzi kryminał, można już śmiało powiedzieć, że taki widz to utrapienie reżysera. Nie dość, że robi wszystko to, co wyżej, to jeszcze nie interesuje go zagadka, bo zna jej rozwiązanie i wie to, co w kryminale jest najlepsze: kim jest morderca. Przed Ziarnem prawdy byłam takim właśnie widzem.

Czytaj dalej

Pani z przedszkola

Przyznam szczerze, że mało który zwiastun w tym roku poderwał mnie z fotela tak jak Pani z przedszkola. Oglądałam go z uśmiechem na twarzy i rosnącą niecierpliwością – chciałam już, natychmiast zobaczyć, czy faktycznie film będzie tak nieszablonowo zabawny, jak wygląda w tych krótkich wycinkach. Pierwszy raz dostałam obuchem w głowę, gdy zobaczyłam plakat filmu (no bo… serio?), drugi – gdy odkryłam, że to film Krzyształowicza, autora świetnie przyjętej chyba przez wszystkich oprócz mnie Obławy. Ale i tak wierzyłam, że będzie fajnie. No bo Kulesza, Woronowicz z fajnymi wąsami, Janda i jej cięte riposty. Nie wystarczyło.

Czytaj dalej

Jeziorak

Myślę i myślę, co by tu napisać o tym Jezioraku i mam w głowie pustkę. Taką samą, z jaką wyszłam z kina po seansie, podczas którego studiowanie z uwagą procesu rozwiązywania kryminalnej zagadki przeplatało się ze znużeniem. Dziś – po kilku dniach od tego momentu – wciąż zastanawiam się, czy ten stan ospałego odrętwienia nie był celowym zabiegiem reżysera, lokującego akcję swojej historii w miejscu, które swą mroczną, tajemniczą i przygnębiającą atmosferą odurza jak najlepszy narkotyk. Bo Jeziorak siedzi we mnie uparcie i świetnie broniąc się przed jakimikolwiek zarzutami, po prostu przekonuje.

Czytaj dalej

Bogowie

Wprowadziliście mnie w błąd. Wszyscy wprowadzili mnie w błąd – dystrybutor, krytycy, blogerzy, widzowie. Z waszych opisów, opinii, relacji, recenzji wynikało bardzo czytelnie, że Bogowie to film o Zbigniewie Relidze. Że Kot oddał świetnie nie tylko jego fizjonomię, ale także cechy charakteru i słabości. A przecież to nie jest film o Relidze. To historia polskiej transplantologii w pigułce, lekcja historii dla tych, którzy nie mieli szansy kibicować tej rewolucji na żywo i test wiedzy dla świadków medycznych przełomów. Religa – choć w filmie wysunięty przez Łukasza Polkowskiego na pierwszy plan – był może i najbardziej charyzmatycznym, ale nadal jednym z, jednym z wielu osób, bez których to by się po prostu nie udało.

Czytaj dalej

Służby specjalne

0003E3SEJPYQRN2A-C303

Filmy polityczne nie należą do łatwych w odbiorze. Zwykle przesiąknięte odniesieniami do rzeczywistości politycznej są dla wielu zbyt hermetyczne lub – przeciwnie – zbyt oczywiste, by zająć, zainteresować. Nie potrafią oprzeć się pokusie dosłowności, podają gotowe rozwiązania, zapominając, że nie każdy widz ogląda filmy z podejściem zdroworozsądkowym. Pretendując do miana kontrowersyjnych, kultywują teorie spiskowe i wyciągają wszystkie możliwe brudy, robiąc w temacie jeszcze większy bałagan niż sam przedmiot fabuły. Służby specjalne Patryka Vegi nie wyłamują się poza ten schemat ani na milimetr.

Czytaj dalej

Małe stłuczki

Miałam problem z dotarciem na ten film. Najpierw nie odpowiadały mi godziny seansów, później znajdowałam ciekawsze tytuły do zobaczenia, a na koniec na już wybrany pokaz zwyczajnie się spóźniłam. Oczywiście, nie dało mi to do myślenia i na film uparcie się wybrałam. I wciąż nie jestem pewna, czy potrzebnie, bo Małe stłuczki przy całym swoim odklejeniu chyba jednak mnie trochę rozczarowały.

Czytaj dalej

Miasto 44

6

Takie filmy jak Miasto 44 są bardzo niewdzięczne do recenzowania. Z jednej strony nie sposób przejść wobec nich obojętnie, bo wzbudzają jednak sporo emocji, z drugiej – niedobrze jest mówić o nich źle, bez wyraźnego, rozsądnego powodu, z trzeciej z kolei – wychwalanie ich tylko z uwagi na ważny temat to prosta droga do oszukania odbiorcy, oczekującego jasnej wskazówki, czy powinien iść do kina, czy raczej film odpuścić. Łatwo tu kogoś skrzywdzić – widzów, dla których taki film to coś więcej niż fabuła i aktorzy, twórców, angażujących w jego powstanie lata pracy i serca, wreszcie tych, dla których temat – nieważne jak realizowany – jest z różnych powodów ważny. Chciałabym powiedzieć, że Miasto 44 to film doskonały, bez wad, ale to nieprawda. Ważniejsze jest jednak co innego: ten film w przedziwny sposób mimo tych usterek wygrywa, bo to, o co mu chodziło najjbardziej, wybrzmiewa zeń z wielką mocą.

Czytaj dalej

W obronie „Jaskółki” – reżyser filmu Bartosz Warwas odpiera moje zarzuty

Jaskółka - Bartosz Warwas

To szalenie inspirujące móc podyskutować o filmie – każdym i ze wszystkimi. Szansa porozmawiania z tymi, którzy rzecz popełnili, nie zdarza się jednak tak często, tym bardziej jest warta docenienia. Ja taką okazję miałam niedawno wielokrotnie dzięki spotkaniom „Q&A” na festiwalu OFF Plus Camera. Tam też widziałam Jaskółkę i słuchałam po raz pierwszy, jak jej autorzy opowiadają o filmie i stają w ogniu pytań o tę historię. Jak się okazało, nie był to ostatni raz, bo tuż po opublikowaniu recenzji filmu (znajdziecie ją tutaj), na swojej skrzynce znalazłam maila od jego reżysera – Bartosza Warwasa, który odniósł się do zarzutów, jakie postawiłam filmowi. Po przedyskutowaniu kilku kwestii, postanowiliśmy podzielić się z Wami treścią tej wiadomości. Liczę, że będzie ona początkiem dyskusji na temat filmu, ale przede wszystkim łamania konwencji w kinie, szczególnie polskim. Tyle tytułem wstępu, oddaję głos reżyserowi.

  Czytaj dalej

Jaskółka

Jaskółka

Skonsternowała mnie ta Jaskółka. Myślę o niej właściwie każdego dnia, odkąd zobaczyłam ją w drugim dniu festiwalu i wciąż nie mogę się zdecydować, czy bardziej mnie ona zaciekawiła, czy rozczarowała. Film Warwasa jest bardzo niejednoznaczny, ale też bardzo przeszarżowany, i to na wielu płaszczyznach. Dziś Jaskółka wchodzi do kin i jestem pewna wywoła wiele sprzecznych opinii. Czytaj dalej

Hardkor Disko

Hardkor Disko

Bardzo byłam ciekawa tego Hardkor Disko. Tak się poskładało, że nie miałam czasu skoczyć do kina w okolicach premiery, ale wiedząc, że zbliża się festiwal i na pewno będę mogła ponadrabiać polskie zaległości, niespecjalnie też się do tego kina spieszyłam. Warto było poczekać, bo film nie tylko okazał się zupełnie inny od moich o nim wyobrażeń, ale i dzięki spotkaniu z twórcami miałam okazję posłuchać, jak się z niego tłumaczą. Co – nawiasem mówiąc – było wielką przyjemnością, bo tłumaczyli się mądrze i bardzo przekonująco. Tylko czy rzeczywiście musieli? Czytaj dalej

Kamienie na szaniec

Kamienie na szaniec

Ostatni raz polski film recenzowałam cztery miesiące temu. Pokuty nie było, ale i tak ją odmówiłam. Najpierw alkoholowo, u Smarzowskiego, potem konspiracyjnie, u Pasikowskiego. O żadnym, z niewiadomych przyczyn, nie napisałam, choć oba filmy były przecież całkiem do zniesienia. Tymczasem przyszedł maj, a z majem OFF Plus Camera i moje coroczne nadrabianie polskiego kina. Tym razem o wiele mniejsze niż rok temu, bo jestem całkiem na bieżąco, ale wciąż miłe i wyglądane. Czyli zupełnie odwrotnie niż Kamienie na szaniec. Czytaj dalej

Dziewczyna z szafy

Recenzja Dziewczyny z szafy

Kto widział film Bodo Koxa, ten wie, jaki ma klimat i jaki jest jego wydźwięk. Kto nie wie, temu powiem – Dziewczyna z szafy to okrutnie, ale to okrutnie smutna historia. A teraz wyobraźcie sobie najgorszy dzień w roku na obejrzenie jej. Tak, właśnie wtedy – zupełnie niechcący i nieświadomie – to zrobiłam. Urocza Wigilia, nie ma co.
 
Czytaj dalej

Supermarket

maciej-zak-supermarket-kadr-z-filmu-2012-12-12-004

Mieć taki proces, znaczy – już go przegrać, powiedział wuj Karol o tragedii, jaka przytrafiła się Józefowi K. z Procesu Kafki. Ta myśl świetnie oddaje wagę sytuacji, w jakiej znalazł się bohater filmu Żaka, a fakt, że obie te historie dzieli ponad 100 lat, przyprawia o jeszcze większe przygnębienie niż jednostkowe losy tych postaci razem wzięte. Totalitaryzm ma się dobrze. A ty nigdy nie wiesz, czy nie staniesz się kolejnym Józefem K.
Czytaj dalej

Papusza

papusza_kadr_fot_krzysztof_ptak_i_wojciech_staron_next_film_3_0

Plan był taki: idę na film, wracam i – wiedząc, że czekacie – ogólnie piszę, czy warto, czy nie warto, a kolejnego dnia piszę recenzję. Wszystko poszło nie tak. Seans był, oczywiście, ale od momentu wyjścia z kina, aż do zawieszenia dłoni nad klawiaturą, nie miałam pojęcia, co właściwie mogę o Papuszy powiedzieć. A właściwie wiem, ale bardzo mi przykro z tego powodu, więc wymyśliłam chytry plan, że nic nie napiszę, prześpię się i gdy wstanę, to na pewno będę już wszystko wiedziała. Oczywiście, nic takiego się nie stało i pisząc te słowa wiem niewiele więcej. O Papuszy nie można powiedzieć prawie nic złego. Ale dobrego prawie też nie.
 
Czytaj dalej

Ida

Ida-kadr
Przyznaję – trochę Was sprowokowałam tym statusem na fanpage’u, w którym jęknęłam, jak to bardzo się na Idzie wynudziłam. Nie, że to nieprawda – nic nie odwołuję, naprawdę się nudziłam, ale Wasze reakcje były czytelnym dowodem na to, że okrzyknięcie filmu arcydziełem i lawina pochwalnych recenzji powinny pociągać za sobą kolejne głosy tego typu. Nawet jeśli tego nie czynią wprost, to powinny wkradać się gdzieś poboczem i studzić emocje, nie pozwalając jednoznacznie rzeczy skrytykować, zawsze wyciągając najmniejsze choćby zalety, które pozwoliłyby na zajęcie stanowiska neutralnego, z lekką jednak tendencją pozytywną. Odpowiadając na Wasze komentarze – tak, serio, Ida mnie znudziła; nie, nie było tak źle; oczywiście, że Kulesza mi się podobała. Ida to nie jest zły film. Tylko nudny.
 
Czytaj dalej

AmbaSSada

Xuz6tnmoGS

Jestem od trzech bez mała tygodni w jakimś przedziwnym pędzie. Robię dwa razy więcej niż jeszcze miesiąc temu, energii bez porównania więcej, spotkań, wydarzeń i ludzi całe mnóstwo, planów, pomysłów i myśli ogrom, a czasu, no cóż, jakoś nie przybywa. Tym gorzej, gdy te wykradzione różnym fajniejszym momentom chwile spędza się na rozrywce tak wątpliwej jakości jak seans AmbaSSady. Machulski miał jednak szczęście, bo zdobył mnie zanim pojawił się pierwszy kadr filmu: najpierw nakręcił Kołysankę, która do dziś mnie bawi, potem dał kolejny kontrakt Więckiewiczowi, którego chyba nie da się nie szanować za warsztat, a na koniec – już nie Machulski, tylko ja osobiście – do kina na film zaciągnęłam turystkę, Maję w sensie, Wiecznie zaczytaną, no i było mi serdecznie głupio tak totalnie film zmieszać z błotem. Cała radość jednak w tym, że mam większe szczęście niż Machulski: Maja ma w nosie, że mi głupio i z uśmiechem na ustach daje mi w tej chwili, czuję to, wolną rękę w krytykowaniu. No to ją biorę.

 

Chce się żyć

doc_5791_0
Spoglądam na ten plakat, zastanawiając się, jak rozpocząć tę recenzję, i przechodzą mnie ciarki. A przecież widziałam to zdjęcie już dawno, w tylu miejscach w mieście… Jak wiele zmienia kontekst… Na seans Chce się żyć wybrałam się wprost po małej, życiowej rewolucji, która była mi bardzo potrzebna i sama w sobie jest ogromnie pozytywna, ale którą okupiłam też wieloma nieprzyjemnościami i stresem. Trochę byłam zła, że na film, na który tak długo czekałam, szłam w takim niewygodnym stanie. Dwie godziny później wiedziałam już, że nie mogło zdarzyć się nic lepszego – Pieprzyca odsunął moje problemy na kilometr. Szarpiąc bezlitośnie emocje, wykorzystując cały, pokaźny arsenał mojej empatii, pozostawił we mnie wybuchową mieszankę sprzecznych odczuć, z których to najważniejsze w kontekście tej recenzji – wrażenia po filmie – jest najpiękniejszą rzeczą, jak spotkała mnie w kinie w tym roku.
 
Czytaj dalej

Wałęsa. Człowiek z nadziei

__b_walesa_film1
Problem miałam z tym Wałęsą. Od samego początku nie interesował mnie ani jeden news na temat powstawania filmu, nie czekałam na niego, nie wyglądałam, nie zastanawiałam, jak Wajda sportretował bohatera i czy pokazał prawdę, czy legendę, zupełnie nic. Kiedy dzień premiery nadchodził nieubłaganie, zaczęłam się tym wszystkim męczyć. Z jednej strony czułam bowiem, że film zobaczyć warto, choćby dla tematyki i filmu jako filmu po prostu, tego, co twórcy i obsada (Więckiewicz!) tam powyprawiali. Z drugiej nie mogłam powstrzymać rosnącego zniechęcenia i seans odwlekałam, ile mogłam. Zwyciężyły względy logistyczne – jedyny pasujący mi w tym tygodniu termin wyjścia do kina przypadał właśnie na godzinę seansu Wałęsy. Czy to przypadek, nie wiem, grunt, że film okazał się nie taki straszny, jak się w moich wyobrażeniach malował. Wałęsa. Człowiek z nadziei może wielu odtrącać w warstwie ideologicznej, ale faktu, że to dobrze zrobiony film, nikt Wajdzie nie może odmówić.
 
Czytaj dalej

Polski film

polski film festiwal karlowe wary 2_6451458
„My, Polacy, podziwiamy czeski humor” – te słowa, którymi jeden z bohaterów rozpoczyna swoją paradokumentalną wypowiedź na temat stylu bycia naszych sąsiadów – idealnie podsumowują nie tylko nasz do nich stosunek, ale i całą tę przedziwną polsko-czeską premierę. Bo czeski humor faktycznie podziwiamy, choć ni w ząb go nie rozumiemy i boimy się przed kimkolwiek przyznać, że żarty Czechów są dla nas po prostu nieśmieszne. Dokładnie tak jak Polski film – zrodzona z naciąganej współpracy Polaków i Czechów produkcja o tym, jak Czesi… współpracują z Polakami właśnie. Już tłumaczę.

Czytaj dalej