Crazy, stupid… Oscars 2017

6362131604899639611269980815_2017-Oscars-89th-Academy-Awards

Miało być monotonnie, przewidywalnie i nudno. I było, aż do 6:10, gdy w Dolby Theatre miała miejsce największa kompromitacja w dziejach Oscarów. I w zasadzie nie ma większego znaczenia, kto wygrał, ile statuetek zgarnęło La La Land, kto był autorem najbardziej przejmującej mowy i jak bardzo naprodukował się Jimmy Kimmel, by gala była zabawna. Od teraz wszyscy będą mówić tylko o tym, jak pomylono koperty i na scenę wyszła ekipa nie tego filmu, który faktycznie wygrał w najważniejszej kategorii. I to jest naprawdę spektakularna porażka reżyserów tego spektaklu i całej Akademii. Ale najpierw było tak:

 

1:30

 

Polskie studio oscarowe rusza za 25 minut, a Internet już pęka w szwach od relacji i zdjęć z czerwonego dywanu. Tradycyjnie, najwięcej emocji wzbudzają kreacje gwiazd. Jak na razie największą furorę robi Janelle Monae w czarnej, bogato zdobionej sukni z półprzezroczystą górą od Elie Saab. Świetnie prezentuje się też Kristen Dunst w rozłożystej, klasycznej czerni. Mnie zachwyciła jednak znów Octavia Spencer – aktorka jeszcze nigdy nie zawiodła, jej stylizacje są zawsze idealnie dopasowane do figury, lekkie, romantyczne, a jednocześnie pełne szyku i elegancji. Ogólnie albo mam w tym roku większą tolerancję dla galowych kreacji gwiazd, albo ich wybory są o wiele bardziej przemyślane, a moda wieczorowa jest naprawdę na wysokim poziomie.

 

1:35

 

Na gali zabraknie Natalii Portman. Aktorka jest w zaawansowanej ciąży i oscarowa noc w Dolby Theatre byłaby dla niej zbyt dużym obciążeniem. Rozumiemy i wybaczamy, choć trzeba przyznać, że byłoby przezabawnie, gdyby dostała Oscara i nie mogła go odebrać. W tak ważnej kategorii to nie ma prawa się zdarzyć.

 

1:40

 

Kolejne gwiazdy wkraczają na czerwony dywan. Wśród nich m.in. Alicia Vikander (tym razem w nie do końca trafionej, nieco staroświeckiej sukience, ale za to w pięknym naszyjniku!), Michelle Williams (w znów stonowanej, ale wyjątkowo pasującej do jej fryzury i stylu dwukolorowej kreacji), Laura Dern (prześliczna stylizacja!), Nicole Kidman, która w tym sezonie prezentuje się wręcz spektakularnie promiennie) i Emma Stone, w kremowo-złotej (oczywiście, że złotej) sukni.

 

1:50

 

W tym roku gospodarzem, a właściwie gospodynią naszego studia oscarowego jest Grażyna Torbicka. To najlepszy z możliwych wyborów, bo możemy być pewni, że relacja, komentarze i ogólna atmosfera studia będą na najwyższym poziomie kultury.

 

1:56

 

Grażyna Torbicka wygląda przepięknie!

 

1:57

 

Pierwszy gość prezenterki to Michał Walkiewicz, redaktor naczelny serwisu Filmweb, krytyk, którego osobiście bardzo cenię. Marzy mi się, że kiedyś to on poprowadzi oscarowe studio. Jego komentarze są zawsze wyważone, obiektywne i rzetelne. Tym razem dziennikarz zostanie w studiu całą noc – i to jest wspaniała wiadomość! Walkiewicz wraz z Torbicką słusznie zauważają, że ceremonia, w której kilkanaście nagród zdobywa jeden tytuł, to najgorszy scenariusz z możliwych. La La Land zgarnie niejedną statuetkę, ale oby gala przyniosła większą różnorodność, by scenariusz imprezy nie był zbyt monotonny.

 

2:00

 

Na czerwonym dywanie krótki wywiad z Viggo Mortensenem, nominowanym za rolę w Captain Fantastic, filmie, który – jak słusznie zauważa aktor – pozostałby pewnie niezauważony przez szeroką publiczność, gdyby nie ta nominacja. To ogromny atut Oscarów, które często są trampoliną do sławy dla wielu twórców i ich filmów, które trafiają dzięki wyróżnieniu do szerszej dystrybucji i mają okazję zaczarować cały świat.

 
2:01
 
Octavia Spencer wspomina zmarłego dziś Billa Paxtona. To z pewnością nie jedyne nawiązanie do tej smutnej informacji dzisiejszego wieczoru.
 

2:03

 

Łukasz Palkowski – kolejny gość oscarowego studia – w dżinsach i kaszkietówce. No tak, nie każdy potrafi w dress code. Krótka rozmowa o kostiumach przypomniała mi o odnotowaniu, że w tym roku do Oscara w tej kategorii nominowane są same kobiety. Ciekawe, czy nadejdą kiedyś czasy, że taka reprezentacja będzie w jakiejkolwiek innej kategorii.

 

2:07

 

Rozmowa w studiu trochę się przedłuża, szkoda, że tak niewiele jest tu migawek z czerwonego dywanu, które zawsze najbardziej przyciągają mnie nie tyle stylizacjami (te możemy na spokojnie obejrzeć sobie później), a ciekawymi mikrowywiadami z przybyłymi twórcami. Gala już za moment. Jaka będzie w tym roku? Najpewniej bardzo polityczna i obfitująca w wiele ważnych, społecznie zaangażowanych mów. Czy coś zmienią?

 

2:17

 

Przed Dolby Theatre wywiad z Isabelle Huppert, nominowaną za Elle europejską aktorką, o której w Hollywood podobno do dziś mówi się „Isabelle Whooooppert? Francuska aktorka jest faktycznie przedstawicielką stałego, egzotycznego dla Amerykanów punktu programu nominacji, który ma udowodnić światu, że USA nie zamyka się na kino europejskie. W tle wywiadu, na dywanie, Hailee Steinfeld. Nie mogę się nadziwić, jak szybko ta dziewczynka wyrosła na poważną, dojrzałą kobietę.

 

2:21

 

Tak słucham rozmowy Grażyny Torbickiej z Anetą Kopacz, reżyserką nominowanej do Oscara Joanny (pięknie wygląda!) i Sławomirem Idziakiem i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ten wybitny przecież operator filmowy wprowadza do studia nieco zbyt dużo malkontenctwa. Wszyscy wiemy, że Oscary to blichtr, a werdykty Akademii są dyskusyjne, ale to nadal najbardziej emocjonująca noc w roku dla wszystkich ludzi filmu i kinomanów, nie trzeba tego niszczyć, come on.

 

2:30

 

Ceremonię rozpoczyna… Justin Timberlake wykonaniem swojej nominowanej w kategorii muzycznej piosenki „Can’t Stop the Feeling”. Dobre wejście, bo piosenka jest bardzo chwytliwa i przyjemna. Zgromadzone w teatrze gwiazdy chyba mają podobne zdanie, bo tańczą i śpiewają razem z Justinem.

 

2:33

 

Muszę przyznać, że to było jedno z najprzyjemniejszych otwarć ceremonii oscarowej od lat. Wyreżyserowane, wiadomo, ale Justin tak fajnie rozkręcił imprezę, że wybaczamy. Przy okazji mogliśmy przyjrzeć się bliżej siedzącym w pierwszym rzędzie aktorom. Meryl Streep i Viola Davis wyglądają jak zwykle przepięknie.

 

2:42

 

Jimmy Kimmel rozpoczyna swój monolog. Jest komikiem, więc żartami sypie jak z rękawa. „Nasz kraj jest podzielony, chciałbym powiedzieć coś, co nas zjednoczy, ale nie potrafię tego zrobić. Na sali jest tylko jedno waleczne serce” – żartuje, wskazując na Mela Gibsona i chwaląc reżysera, że dobrze wygląda, a scjentologia mu służy. Pięknie nabija się z Matta Damona, który występuje dziś w roli producenta Manchester by the Sea. Kimmel zwraca uwagę na fakt, iż aktor mógł obsadzić w głównej roli filmu samego siebie, ale wolał dać tę rolę swojemu przyjacielowi z dzieciństwa, Caseyowi Affleckowi, a sam wystąpić w filmie o Wielkim Murze Chińskim, który przyniósł 80 mln dolarów… straty. Prezenter wita Isabelle Huppert, ciesząc się, że urząd imigracyjny nie zatrzymał aktorki na granicy (uwaga: polityka) oraz Denzela Washingtona, który podobno zawsze marzył, by w swoim filmie obsadzić… Denzela Washingtona, a ich grafiki w końcu się zgrały. Ale najpiękniejszym punktem przemowy jest i tak przezabawny hołd złożony nominowanej po raz 20 Meryl Streep. Kimmel wspomina „kiepskie filmy” aktorki, prosi ją o powstanie, a widownię o „niezasłużone oklaski” za „żałosną karierę” tej „przecenianej aktorki”. Widownia trzęsie się ze śmiechu i oczywiście wstaje, by oddać szacunek niezwyciężonej Meryl.

 

2:45

 

Bardzo  szybko przechodzimy do pierwszej nagrody. Przemowa Kimmela była wyjątkowo krótka i bardzo na temat. Komik skupił się na nominowanych twórcach, bardziej dla zachowania tradycji niż z potrzeby rzucił kilka politycznych dowcipów, całość wypadła sympatycznie, ale dość transparentnie.

 

2:46

 

Na scenie bardzo opalona Alicia Vikander, wręczająca Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego. Dev Patel wygląda fajowo, a na galę przyszedł chyba ze swoją mamą – zawsze mnie to roztkliwia. Czy ktoś ma wątpliwości, że na scenę nie wkroczy Mahershala Ali? Czarnoskóra część widowni piszczy z radości. Ali dziękuje swoim… nauczycielom, którzy nauczyli go, że jest służącym swoich postaci. Aktor jest autentycznie wzruszony.

 

2:56

 

Jason Bateman i Kate McKinnon ogłaszają zwycięzców w dwóch kategoriach. Na pierwszy ogień charakteryzacja. Wstyd się przyznać, ale kibicuję Legionowi samobójców, bo make up to chyba jedyny jasny punkt tej nieudanej produkcji. I… jest! Jeden z trzech miłych panów odbierających nagrodę jest Włochem, więc dedykuje nagrodę, oczywiście, imigrantom. Oscar za kostiumy ląduje u Collen Atwood za Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. To jednak trochę niespodzianka, bo faworytem w tej kategorii była Jackie. Atwood, dla której jest to czwarta statuetka w karierze, wygląda na równie zaskoczoną.

 

3:09

 

Na scenie piękne trio z Ukrytych działań – Taraji P. Henson, Octavia Spencer i Janelle Monae – przedstawia prawdziwą bohaterkę NASA, Katherine Johnson (w filmie zagrała ją Henson), następnie prezentuje nominowanych w kategorii najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny. Wygrywa, oczywiście, dokument-rzeka o O.J. Simpsonie.

 

3:16

 

Na scenie Dwayne Johnson zapowiada występ prześlicznej 16-letniej (!) Auli’i Cravalho, która śpiewa nominowaną do Oscara piosenkę z filmu Vaiana: Skarb oceanu. Wow, jest taka młodziutka, to musi być dla niej niezwykłe wydarzenie. Bardzo udany występ. Swoją drogą, ciekawe, czy na scenie wystąpią też Ryan Gosling i Emma Stone, bo nie zawsze wszystkie wyróżnione piosenki bywały wykonywane na żywo. Byłoby cudownie, bo City of Stars jest przepiękne.

 

3:17

 

Nie widziałam na widowni Leonardo DiCaprio. Aktor, zgodnie z tradycją, powinien wręczać nagrodę najlepszej aktorce. Anyone?

 

3:22

 

Tradycyjnie na scenie pojawia się także prezydent Akademii FIlmowej, Cheryl Boone Isaacs. W tym roku nie musi przepraszać za #oscarsowhite, więc wszyscy się uśmiechają i kiwają głową z uznaniem dla poprawnych politycznie słów Isaacs.

 

3:25

 

Kimmel proponuje gościom ceremonii przekąski. Z nieba spadają baloniki ze słodyczami. Będzie bardzo ciężko powtórzyć spektakularny „gest” Ellen DeGeneres z pizzą, ale niech się chłopak stara.

 

3:27

 

Nagrody za dźwięk i montaż dźwięku wręczają Chris Evans i Sofia Boutella. Pierwsza ląduje u Sylvaina Bellemare’a, montującego dźwięk w Nowym początku! Wspaniała wiadomość! Druga, za dźwięk, trafia do twórców Przełęczy ocalonych. Wow, to aż cztery statuetki! Zawsze to powtarzam, ale nagrody „techniczne” to kwintesencja tej imprezy: ludzie, którzy je otrzymują, jak nikt zasługują na to wyróżnienie – wartość ich pracy jest niebagatelna, a jedyna okazja, kiedy możemy zobaczyć, kto za nią stoi, to właśnie tego typu ceremonie. No i ich reakcje… Pure joy.

 

3:33

 

Grażyna Torbicka słusznie zauważa, że mamy już za sobą kilka kategorii, w których mogło wygrać La La Land, a nie wygrało, co oznacza, że musical z pewnością nie zgarnie wszystkiego, co zdobyć by mogło.

 

3:36

 

Vince Vaughn przedstawia laureatów Oscarów specjalnych.

 

3:37

 

Jak na trwającą już ponad godzinę ceremonię, niespecjalnie coś tu się podziało. Werdykty mało spektakularne, sama impreza tylko poprawna. Jest miło, ale jakoś tak… bezpłciowo.

 

3:40

 

Czas na nagrodę dla najlepszej aktorki drugoplanowej. Nie wierzę, że któraś z tych wspaniałych aktorek jest w stanie zagrozić Violi Davis, która wygrała tego Oscara na początku sezonu nagród, przez który idzie jak burza (albo nawet huragan). Statuetkę wręcza Mark Rylance, który w ubiegłym roku otrzymał Oscara za rolę w Moście szpiegów. Oczywiście, Viola. Wow, to pierwszy Oscar dla aktorki, która otrzymała już trzy nominacje do tej najważniejszej nagrody w branży. „Jest jedno miejsce, które gromadzi ludzi o największym potencjale – to cmentarz. Ludzie pytają mnie: jakie historie chcesz opowiedzieć, Viola? A ja mówię: wykopcie te ciała. To ludzie, którzy mieli marzenia, ale ich nie zrealizowali. Zostałam aktorką, bo to zawód, który potrafi oddać hołd dobrze przeżytemu życiu”. To tylko fragment, ale wow, co za przemowa… Wzruszyłam się.

 

3:49

 

O, rany, słowa Violi Davis były warte czekania i czasu, które jej dano, ale to trochę niesprawiedliwe, że aktorka dostała cztery razy więcej czasu na przemowę niż poprzedni laureaci. Tak jakby byli mniej ważni.

 

3:50

 

Kogo brakuje w tym roku na ceremonii rozdania Oscarów? Mnie na pewno mojej ukochanej Reese Witherspoon i Toma Hardy’ego, ale miło byłoby zobaczyć także George’a Clooneya, Jessicę Chastain, Amy Adams, Sandrę Bullock, Toma Hanksa i Cate Blanchett. Mam nadzieję, że gdzieś tam kręci się Eddie Redmayne, bo jego żona,  Hannah Bagshawe, zawsze ubiera na gale coś extra ;)

 

3:55

 

W ramach przerwy od werdyktów w krótkim filmie znani aktorzy opowiadają o swoich aktorskich inspiracjach. Na początek Charlize Theron opowiada o swojej miłości do Shirley MacLaine. Obie panie wkraczają na scenę, by wręczyć Oscara twórcom najlepszego filmu nieanglojęzycznego. W tym roku jestem bardzo nie w temacie, oglądałam tylko Toniego Erdmanna, któremu zresztą kibicuję gorąco, bo to rewelacyjny film. Nagrodę zgarnia jednak Farhadi (Klient), który już jakiś czas temu ogłosił, że nie przybędzie na galę z powodów politycznych. Tak też napisał w odczytywanym oświadczeniu. „Dzielenie świata na nas i naszych wrogów stwarza strach, którego nie można usprawiedliwiać” – tak reżyser odniósł się do dekretu Trumpa. Oczywista przemowa, statuetka pewnie zasłużona (filmu jeszcze nie widziałam, ale znając kino Farhdiego, jest z pewnością dobry), ale trochę jednak żal niemieckiego kandydata, Farhadi ma już jednego Oscara.

 

3:42

 

Dev Patel zapowiada występ Stinga. Piosenka „Jim” z filmu The Empty Chair jest faktycznie ładna. Stinga zresztą zawsze dobrze słyszeć.

 

4:08

 

Hailee Steinfeld i Gael Garcia Bernal prezentują nominacje w kategorii najlepszy animowany film krótkometrażowy. Oscar ląduje u twórców Piper. Kolejny – za najlepszy film animowany – trafia do ekipy Zwierzogrodu.

 

4:13

 

La La Land na razie bez statuetek. Wbrew pozorom, to nie jest dobra wiadomość, bo za chwilę zaczną się sypać jedna za drugą.

 

4:14

 

Na scenie Greyowie, czyli Jamie Dornan i Dakota Johnson. Kategoria: scenografia. I miałam rację. Jest pierwszy Oscar dla musicalu Chazelle. Co by nie powiedzieć, w La La Land było na co popatrzeć.

 

4:17

 

Jimmy Kimmel wprowadza do Dolby Theatre „turystów” i przedstawia im siedzących w pierwszym rzędzie aktorów nominowanych do Oscara. Całkiem udany i zabawny performance. Nie wierzę, że producenci ceremonii pozwoliliby na wejście do budynku obcym ludziom, ale nawet jak na wyreżyserowaną sytuację komiczną, wyszło bardzo naturalnie, a „turystom” zazdrościło z pewnością pół świata. W studiu pada wątpliwość, co myślała sobie Jennifer Aniston, uważając, że jej okulary przeciwsłoneczne są na tyle cenne, by je wręczyć „zwykłemu” człowiekowi. Autorka wypowiedzi chyba naprawdę spadła z kosmosu – taki gest (to nic, że ustawiony, że okulary wróciły do właścicielki, a jutro w Stanach ich kopie będą hurtowo wyprzedawane, jak niegdyś pomadka Lupity Nyong’o) to naprawdę świetny chwyt marketingowy, a ludzie z takich rekwizytów gwiazd potrafią uczynić relikwie.

 

4:26

 

Wow, w studiu oscarowym pierwszy raz od lat nikt nie szuka „polskich akcentów” w nominowanych filmach. Może dlatego, że ich nie ma? ;)

 

4:29

 

Efekty specjalne. Statuetkę ich twórcom w Księdze dżungli wręczają Felicity Jones i Riz Ahmed.

 

4:34

 

Seth Rogen i jego inspiracja, Michael J. Fox, na scenie. Kolejny Oscar leci do montażysty Przełęczy ocalonych.

 

4:40

 

Kimmel odnajduje na widowni małego Sunny’ego Pawara, bohatera filmu Lion. Wspólnie odgrywają kultową scenę z Króla lwa. Z „nieba” znów spadają słodkości.

 

4:44

 

Oscara za krótkometrażowy film dokumentalny wręczają Salma Hayek i David Oyelowo. Wygrywa The White Helmets. Odbierający nagrodę twórcy nawołują do zakończenia wojny w Syrii, pojawia się też kolejne odniesienie do polityki imigracyjnej Donalda Trumpa.

 

4:48

 

Sing otrzymuje statuetkę w kategorii najlepszy film krótkometrażowy aktorski.

 

4:50

 

Kimmel żartuje, że impreza trwa już ponad dwie godziny, a Donald Trump nie napisał o niej jeszcze nic na Twitterze. Komik prowokuje go, pytając na Twitterze, czy śpi i dodając hashtag #merylsayhi :)

 

4:51

 

Leslie Mann i John Cho opowiadają o niedawnej imprezie rozdania naukowych Oscarów. „To geniusze, którzy przekuwają naszą wyobraźnię, nasze marzenia w rzeczywistość”. Prezentacja nagrodzonych wynalazków jest arcyciekawa – to są dopiero odkrycia!

 

4:58

 

Ojej, Javier Bardem przedstawia swoją wielką, aktorską inspirację – Meryl Streep. Co za duet! Meryl dziękuje za miłe słowa, żartując, że czuła się taka niedoceniona. Aktorzy prezentują wyróżnionych za zdjęcia. Wygrywa La La Land.

 

5:00

 

Specjalna edycja okrutnych tweetów Jimmy’ego Kimmela! Uwielbiam!

 

5:05

 

Ryan Gosling i Emma Stone jednak nie zaśpiewają „swoich” piosenek. Ze sceny zapowiadają za to występ ich ekranowego „kolegi”, Johna Legenda. Bardzo lubię utwór, który jego postać wykonuje w filmie (Start A Fire), ale City of Stars powinni śpiewać wyłącznie Stone i Gosling. Za to animacje w tle piękne.

 

5:11

 

Goście studia chyba już zmęczeni. W ich komentarzach pojawił się Thomas Newton (zamiast Newman), a Mica Levi została zapomniana i mianowana „kompozytorką muzyki do Jackie„.

 

5:13

 

Samuel L. Jackson z kopertą, w której skrywa się nazwisko Justina Hurtwiza, to znaczy laureata Oscara w kategorii najlepsza muzyka. Zawsze gdy widzę kompozytora, przypominam sobie, że on i Damien Chazelle poznali się w akademiku na Harvardzie, gdzie „zgadali się”, że obaj lubią jazz i fajnie byłoby stworzyć kiedyś film o nim i z nim w roli głównej. A o czym Wy rozmawialiście ze znajomymi w akademiku? ;)

 

5:18

 

Scarlett Johannsson i Oscar dla najlepszej piosenki. Bezapelacyjnie wygrywa City of StarsLa La Land. Choć wśród dzisiejszych wykonań lepiej wypadli jednak Timberlake (Trolle) i Auli’i Cravalho śpiewająca piosenkę z Vaiany.

 

5:20

 

Jak zawsze o tej porze ceremonia nabiera tempa. Przed nami najbardziej emocjonujące kategorie. Większych niespodzianek nie przewiduję, choć z lekkim niepokojem czekam na werdykt w kategorii najlepszy aktor pierwszoplanowy. Kibicuję Caseyowi, ale faworytem wielu jest Denzel.

 

5:21

 

Jennifer Aniston zapowiada występ oddający część zmarłym w ubiegłym roku twórcom kina. Wspomina o zmarłym wczoraj Billu Paxtonie, którego nie ma w prezentowanym i przygotowanym wcześniej filmie. Jest w nim Andrzej Wajda.

 

5:42

 

Przed nami Oscary za najlepsze scenariusze. Ale najpierw o swoich inspiracjach mówi tegoroczny host, Jimmy Kimmel. Oczywiście, z przymrużeniem oka, bo bohaterem jego wspomnień jest… Matt Damon. „Matt nie ma żadnego talentu, ale ciężko pracuje” – podsumowuje komik. Do Damona na scenie dołącza Ben Affleck. O, rany, jak fajnie widzieć ten duet w tym szczególnym miejscu raz jeszcze (dawno temu panowie otrzymali Oscara za scenariusz do Buntownika z wyboru). A w tym roku Oscar za scenariusz oryginalny wędruje do… Manchester by the Sea! Wspaniały werdykt i zasłużona nagroda! Matt uśmiechnął się, gdy zerknął w kopertę, w końcu jest producentem filmu!

 

5:33

 

Amy Adams jednak jest na gali! Właśnie wkroczyła na scenę, by wręczyć Oscara autorom najlepszego scenariusza adaptowanego. Byłoby cudownie, gdyby nagroda trafiła do Nowego początku, ale statuetka leci do Moonlight. I tym sposobem chyba pierwszy raz w historii prawidłowo wytypowałam nagrody w kategoriach scenariuszowych, w których jako jedynych zawsze się myliłam ;) Wracając do Amy – piękna, złota kreacja i bardzo odważny (i piękny) dekolt…

 

5:35

 

Bardzo naturalnie w tym roku Oscary rekompensują ubiegłoroczne „białe” nominacje czarnoskórym twórcom. Wiele nagród powędrowało dziś do reprezentantów ich środowiska.

 

5:36

 

„Gluten spada z nieba” – zapowiada Jimmy, bo z góry znów lecą woreczki z ciasteczkami, w tym z donutami. Mniam mniam.

 

5:42

 

Halle Berry, właścicielka fryzury wieczoru, ogłasza nazwisko najlepszego reżysera ubiegłego roku. Oscar zapewne powędruje do Damiena Chazelle, choć – skoro i tak wygra La La Land – mogliby dać tę statuetkę Denisowi Villeneuve za Nowy początek. Na scenę wbiega jednak Damien – najmłodszy reżyser odbierający Oscara w historii nagród. Ma 32 lata! Bardzo grzecznie dziękuje współnominowanym reżyserom, których nazywa źródłem swojego natchnienia, a także swojej żonie, w której zakochał się, kręcąc film o miłości. Pięknie.

 

5:44

 

Lektor zapowiedział DiCaprio. A więc jest, tylko się schował, nieładnie.

 

5:46

 

Ale pięknie Grażyna Torbicka przekonuje, że La La Land ma w sobie to „coś”. Bez niepotrzebnego gloryfikowania i tak chwalonej pod niebiosa produkcji, bez zbędnych emocji, wyważona, rzetelna minirecenzja. Taki poziom polskiego oscarowego studia mogła przynieść tylko ona. Chapeau bas.

 

5:48

 

Na scenie Brie Larson. No, ciekawe. Denzel Washington czy Casey Affleck? Casey! Aktor otrzymuje owacje na stojąco, a pierwszy uścisk dłoni – od własnego brata, Bena. „Jedną z pierwszych osób, która nauczyła mnie grać, był Denzel Washington. Dziś go poznałem. Dziękuję” – mówi. To chyba najbardziej zasłużona nagroda dzisiejszego wieczoru.

 

5:54

 

Leo i Oscar dla najlepszej aktorki. Emma Stone dziękuje nominowanym aktorkom, swoim rodzicom, przyjaciołom i twórcom La La Land, które przyniosło jej pierwszego Oscara. „Wciąż muszę dojrzeć i wiele się nauczyć” – ładnie, z pokorą.

 

6:03

 

I dotarliśmy do finału ceremonii. Zwycięzca może być tylko jeden, choć osobiście nie kibicuję żadnemu filmowi – nie mam w tym roku żadnego faworyta, bo i żaden tytuł nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia. Najważniejszego Oscara – za najlepszy film – wręczą Warren Beatty i Faye Dunaway. Statuetkę otrzymuje – oczywiście – La La Land.

 

6:04

 

Zaraz, zaraz, co się dzieje… Najlepszym filmem okazuje się jednak Moonlight? Ktoś pomylił koperty i ekipa La La Land, która już zdążyła podziękować za zaszczyt, musi ustąpić miejsca na scenie twórcom Moonlight… To chyba jakaś kpina. Nie, oni nie żartują, to się dzieje naprawdę… Co za fakap. Nie no, nie wierzę. Niech ktoś wyjdzie i powie, że to jakiś chory żart.

 

6:15

 

To nie żart. To horrendalna kompromitacja. Taka gala, taki moment, taka nagroda. Finał godny pożałowania.

 
 

Chciałam w ramach podsumowania napisać, że ceremonia pięknie ułożyła mnie do snu, że oprócz małej nutki niepewności w kategorii aktor pierwszoplanowy, nie targnęła mną żadna większa emocja, że znużenie, tak jak werdykty, było już dawno przewidziane. Tymczasem finałowe zamieszanie (kto nie widział, może obejrzeć tutaj) wokół werdyktu postawiło mnie do pionu, oburzyło i zniesmaczyło, odbierając ochotę do pisania czegokolwiek więcej. Akademii wypada pogratulować wygranej w kategorii efekty specjalne i życzyć, by w przyszłym roku zamiast pisać żarty polityczne, skupiła się bardziej na obsłudze technicznej swojego przedstawienia. Bo, ostatecznie, nasze emocje opadną i wszyscy wrócimy do własnego życia, na które ani wygrana Moonlight, ani przegrana La La Land, ani tym bardziej kompromitująca pomyłka reżyserów ceremonii nie ma żadnego znaczenia. A oni jakoś ten bałagan będą musieli posprzątać. Z ciekawością ten cyrk poobserwuję.

 

Źrodło zdj.: theodysseyonline.com

 

3 myśli nt. „Crazy, stupid… Oscars 2017

  1. Też co roku marzę aby to Michał Walkiewicz poprowadził Oscarowe studio, choć w tym roku było go więcej to i tak wciąż za mało. Jimmy moim zdaniem sprostał zadaniu (żarty z Matta były świetne). A wpadka była katastrofą, zatkało mnie i byłam pewna, że sobie żartują.

  2. Tekst o cmentarzu – porażający, ale i cholernie prawdziwy.

    Co do wstawek politycznych – moim zdaniem, nie powinno ich być. I to niezależnie od tego, czy żartuje się z republikanów, czy z… republikanów ;)
    [bo przecież z demokratów nikt się nie śmieje]

    A wpadka – mam nadzieję, że była wyreżyserowana, bo inaczej (aj, to naprawdę musiało boleć…)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.