Dom z piasku i mgły

site_28_rand_1693364434_house_of_sand_and_fog1_maxed
Ze mną jest coś bardzo nie tak. Znajduję u siebie filmy, których pochodzenie jest kompletną zagadką. W moich tymczasowych i stałych kolekcjach, znajdują się właściwie 4 typy filmów: 1) nowości, 2) filmy bardzo dobre lub ulubione, do których lubię wracać (przy czym „lubię wracać” należy rozumieć jako „wracam, kiedy mam nieprzepartą ochotę sprawę jeszcze raz prześledzić, a nie udaje mi się potrzeby tej zaspokoić czymś innym”, bo filmów kolejne razy oglądać nie lubię z prostej przyczyny – szkoda mi czasu, skoro przede mną jeszcze tyle do zobaczenia), 3) dzieła reżyserów, których cenię bądź też takie z dobrymi rolami równie szanowanych aktorów i 4) filmy, o których gdzieś kiedyś było głośno, ciekawie, które mocno nagrodzono, ktoś mi o nich wspominał i polecał lub wyczytałam, że mogą byc warte obejrzenia. Dom z piasku i mgły nie należy do żadnej kategorii. Reżyser mi nieznany, Connelly i Kingsley nie wzbudzili we mnie dotąd takich emocji, żeby wybrać film specjalnie z ich przyczyny. Tylko ten podpis pod „music by…”. Że to Horner. Że może dlatego? Wolę myśleć, że właśnie tak, bo tylko w ten sposób okaże się, że jednak nie jest ze mną tak zupełnie nie w porządku.
 
Kathy Nicolo (Jennifer Connelly) przechodzi poważny kryzys. Kilka miesięcy temu zostawił ją mąż, wpadła w alkoholowy ciąg i nienawidzi swojej pracy (jest sprzątaczką). Jedyne, co jej pozostało i co pomaga jej zachować pion, poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, to dom. Piękna, nadmorska willa to efekt wieloletniej pracy ojca Kathy – włożył weń mnóstwo pieniędzy, serca i wysiłku, by przekazać go swoim dzieciom. I ten wspaniały dom Kathy po prostu traci wskutek… pomyłki władz. W biurokratycznym chaosie pojawiła się infromacja, że pani Nicolo nie odprowadza podatków z racji prowadzenia działalności podatkowej. Wszystko fajnie, tylko, że biedna dziewczyna żadnej działalności nie prowadziła i nie prowadzi. A że trzymając butelkę w ręku niełatwo otworzyć pocztę, Kathy zostaje zaskoczona nakazem eksmisji i ma zaledwie kilka godzin, żeby zorganizować sobie nowe życie. Pomaga jej w tym nieszczęśliwy w swoim małżeństwie zastępca szeryfa Lester Burdon (Ron Eldard). Tymczasem dom trafia na aukcję i po zawrotnie niskiej cenie kupuje go pułkownik Massoud Amir Behrani (Ben Kingsley), który po rewolucji w Iranie uciekł do USA wraz ze swoją rodziną. To jej właśnie chce zapewnić lepszy byt i luksus, do którego przywykła (pracuje więc w ciągu dnia na autostradzie, a nocą w sklepie). Dom z aukcji jest dla niego jak wygrana na loterii, spełnienie marzenia: kupić nieruchomość po niskiej cenie, sprzedać ją z zyskiem i nabyć coś naprawdę dużego i ładnego, co będzie azylem dla uciekającej wciąż rodziny. Ale Kathy – prawowita właścielka domu – nie zamierza się poddać. Nie mogąc patrzeć na opieszałość władz z przyznaniem się do winy, postanawia załatwić sprawę na własną rękę. Tylko że trafiła na silnego zawodnika, który jest zdolny do wszystkiego, byleby tylko zapewnić rodzinie bezpieczeństwo. Ale czy i Kathy nie jest wystarczająco zdeterminowana, by walczyć o swoje? Szczególnie, gdy ma u boku stróża prawa, który z prawem zaczyna być trochę na bakier…?

 

To miał być film do prasowania. Wiecie, z lektorem, nie skupiający całej uwagi, żeby można było przez te 1,5 godzinki jeździć żelazkiem po piętrzących się w szafie po praniu ubraniach. No i chwilę rzeczywiście był. A potem usiadłam, zasłoniłam bezwiednie usta ręką i tak przesiedziałam już do końca. Bo naprawdę – co tam się działo… Dużo bardzo po tym filmie gdybania się włącza. Bo, co gdyby władze się nie pomyliły? Gdyby Kathy interweniowała wcześniej? Behrani nie kupił domu? Burdon nie zaangażował się w sprawę tak mocno? Czy gdyby to wszystko, czy doszłoby do tragedii? W niecny sposób scenarzyści śladem autora powieści Andre Dubusa III prowadzą widza przez pajęczynę tego konfliktu. Kolejne nici pękają pod naporem determinacji bohaterów, aż dochodzimy do gruczołów przędnych, z których nić się rozrasta (u Behranich są to silne więzi rodzinne – są zresztą muzułmaninami, u Kathy silna potrzeba ostoi). One już nie pękają, one eksplodują, pokrywając swym śmiertelnym sokiem wszystkkich. I każdy, absolutnie każdy na tym traci. Wszyscy oni są przeklęcie nieszczęśliwi. I każdy ma rację. Nie sposób trzymać czyjejkolwiek strony.

 

Przepysznie zagrał Behrani’ego Ben Kingsley. Gdy z zakrwawioną koszulą biegnie ulicami miasta, trzymając się za głowę i krzycząc rozpaczliwym głosem słowa o najgłębszej treści, a potem zawzięcie modli się o cud, nie może pozostawić obojętnym. Nie ważne wobec kogo/czego – czy granej postaci, czy własnego aktorstwa – ale nie może i nie pozostawia. 
 
Piękne są też – najbardziej mnie chyba poruszające – sceny, ukazujące kulturowe różnice między bohaterami. Relacje między członkami rodziny Behrani, nakazy płynące z ust rodziców w kierunku syna, niezwykłe metafory i silne przywiązanie do tradycji – tak bogate, choć tylko powierzchownie potraktowane elementy kultury Wschodu serwuje nam Parelman.

 

Czy polecam? Tak. To z pozoru spokojna, wiedziona trochę klimatem nadmorskiego domu, historia, która nagle wybucha, przysłaniając mgłą rozsądek i wiejąc piaskiem w oczy wszystkim, bez wyjątku.
 

Źródło zdj.: pausafilm.blogspot.com

 

2 myśli nt. „Dom z piasku i mgły

  1. Obejrzałam po Twojej rekomendacji. Na kolana mnie nie rzucił i nie oderwałabym się przy nim od prasowania. ;) Ale na swój sposób podobał mi się. Trochę smutny, momentami przygnębiający.
    Ben Kingsley super! :)

  2. Tak, film bardzo dobry, choć też nie mam pojęcia skąd się o nim dowiedziałem. Chyba z jakiegoś artykułu, ale pewny nie jestem. Niesamowita (o ile to dobre słowo) batalia o dom, momentami aż mnie ściskała za gardło i nos. Jennifer piękna jak zawsze, a rodzina muzułmanów zagrana perfekcyjnie. Jak ktoś ma ochotę na bardzo dobry dramat to ten tytuł spadł mu jak z nieba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.