Drogówka

drogowka
Jeszcze kilka lat temu o Smarzowskim nie słyszał prawie nikt. Wyrosły na świetnym debiucie, jakim była gorzki i bardzo naturalistyczny obraz polskiej mentalności (Wesele), szybko stał się najpopularniejszym twórcą polskiego kina. Trochę może nie bez przyczyny, ale o wiele bardziej dzięki stosowanej stylistyce i poruszanej tematyce. Wyciągając spod dywanu wszystkie polskie brudy, pokazuje rzeczywistość bez warstwy lukru i nierzadko naraża się tym samym organom władzy i państwowym instytucjom. Lubić Smarzowskiego, oglądać, cenić – jest trendy. Mówić o nim źle po prostu – nie wypada. I to jest największa pułapka, w którą wpadli krytycy i widzowie po ubiegłorocznej premierze Róży i w której, jak wynika z recenzji Drogówki, tkwią po dzień dzisiejszy. Bo Smarzowski dobrym reżyserem jest, to prawda, ale to wcale nie znaczy, że Drogówka jest arcydziełem i miażdży tak, jak wmawia się, że miażdży.
 
Jak wszyscy zapewne wiecie, reżyser zagląda tym razem za kulisy pracy policji. Nietrudno się domyślić, że znajduje tam syf, zgniliznę moralną i bezprawie. Wszystko to ukazuje przez pryzmat historii umiarkowanego szulera, jakim jest sierżant Król (Bartłomiej Topa) i jego zamordowanego kolegi, sierżanta Lisowskiego (Marcin Dorociński). Śledztwo prowadzone w tej sprawie ujawnia więcej niż winni mogą zaakceptować.

 

Wiecie, jaki mam problem z tą nieszczęsną Drogówką? Ano taki, że nawet nie bardzo wiem, czego się właściwie przyczepić. Nie chcę też tego, broń Boże, czynić. Jakoś jednak wypadałoby uargumentować ocenę filmu, równie mocno średnią, co odstającą od opinii kolegów po fachu. Bo cóż, realizacja jest świetna, zdjęcia precyzyjne, kamera radzi sobie dobrze nawet w tak trudnych warunkach, jakie stwarza operowanie amatorskie, montaż nie pozostawia pytań, w całość wgryza się ostrożnie i oszczędnie kilka ostrych dźwięków Trzaski – dobre to. Nawet aktorsko nie ma się czego przyczepić. Aktorzy są tak wulgarni jak trzeba, by byli, klną, chleją i używają (życia i kobiet) na tyle realistycznie, żeby nie pozostawić złudzeń, z kim mamy do czynienia, Topa – wybaczcie, że posłużę się językiem Smarzowskiego – wkur**ony i zdesperowany jak wyru**any przez kumpli gość – realia odtworzone z najwyższą brutalnością. O co mi więc chodzi?

 

Chyba o to, że mnie to zupełnie… nie interesuje. Oczywiście, nadal dziwi, trochę oburza i minimalnie porusza, ale w ogóle nie ciekawi. Postaci nie są naturalnie tym typem bohaterów, z którym trzeba się lubić, wręcz przeciwnie, ale ich działania są w przeważającej mierze obojętne. Trochę dlatego, że typowe i przewidywalne, a trochę dlatego, że jakieś takie mało ciekawe. Nudne w sensie. Głupie? Może. Tak czuję, nic nie poradzę.

 

Idiotycznie się z tym czuję, wiecie. I to kolejny raz, bo po Róży było podobnie. Nastawiona na absolutne arcydzieło, z przykrością stwierdziłam, że czegoś tej biednej Róży brakło. Że, owszem, to mocne kino, bardzo trudne tematycznie, świetnie zagrane, ale – znów – nie tak miażdżące, jak miało być. Rozczarowanie było tak silne, że nie odważyłam się filmu nawet zrecenzować. Chore to, bo zdaję sobie doskonale sprawę, że w normalnych okolicznościach zrobiłby na mnie duże wrażenie i na pewno doczekałby się emocjonalnej opinii. Historia lubi się powtarzać. Drogówka również nie wywołała we mnie większych emocji, w nic nie wbiła i nic we mnie nie zmiażdżyła, a że nie operuje tak drażliwym tematem jak poprzedni tytuł, nie silę się nawet, by to ukrywać.

 

Taka sytuacja.

 

Smarzowski wciąż jest dla mnie bardzo dobrym reżyserem, a Drogówka świetnie zrealizowanym filmem. Nadal czekam na Pod mocnym aniołem, bo ciągle wierzę, że doczekam się filmu tak szczerego, robiące wrażenie zupełnie „po prostu” i odbijającego się gdzieś w głębi duszy czkawką, jak Wesele. Bo wiem, że Smarzowskiego na to stać. I tyle.

 

Czy polecam? Zupełnie bez ciśnienia.

 

Źródło zdj.: radio90.pl

 

16 myśli nt. „Drogówka

  1. Do innych filmów Smarzowskiego nie mam zastrzeżeń (bardzo dobre Róża i Dom zły), ale Drogówka mnie również nie przekonała. „Trzaski” na dłuższą metę stały się nużące, a sam film jest zbitkiem czasami mało powiązanych ze sobą scen.

  2. Hmm…ze Smarzowskim związanych jest dużo mitów w sumie. Niby mówi się że robi filmy mega krwawe czy mega brutalne, ale tak naprawdę nigdy nie posunął się dalej niż np. Tarantino, nie mówiąc o tych wszystkich świrach z Japonii czy Korei. Tam to się dopiero dzieje.
    Bałem się seansu „Róży” bo bałem się właśnie tego sprowadzenia waźnego kawałka naszej historii do poziomu zwykłego slashera gore. A tu zaskok – zwykła, cicha historia miłosna z paroma wyskokami przemocy przez cały seans. Sam też Róży nie uważam za arcydzieło, ale to niesamowicie rzetelna, solidna robota filmowa. Spokojnie jeden z lepszych polskich filmów ostatnich lat.
    A co do Drogówki. Tu już mam problem. Bardzo bym chciał, żeby mi się ten film podobał i żeby mnie zachwycił tak jak większość, ale po seansie czułem dziwną pustkę. Tak bardzo skoncentrowałem się na tej perfekcji, czy wręcz wirtuozerii technicznej, o której piszesz w recenzji, że ta cała intryga gdzieś przeszła mi bokiem. W efekcie cięzko mi było o jakieś wrażenie „wow” na koniec seansu. Sam nie wiem z czego to wynika – siedzący obok mnie kumpel powiedział, że to chyba najlepszy film polski, jaki oglądał. I bądź tu mądry :| Tak jak Ty z Różą, ja nie podjąłem się do teraz reckowania Drogówki, bo czekam aż się pojawi niedługo na dvd i wtedy sobie na spokojnie obejrzę film Smarzowskiego drugi raz i wydam ostateczny werdykt ze swojej strony. Póki co zachwyt za stronę techniczną i wyborne aktorstwo.
    PS Co do „Pod mocnym Aniołem” to mam obawy jednak. Znowu film o chlaniu? Może to Smarzowski powinien był zrobić Kac Wawę, lol.

  3. Ja jestem ogromnym fanem Smarzowskiego, uwielbiam wszystkie jego filmy i uważam, że na tle innych polskich produkcji prezentują się naprawdę wyjątkowo. Z wszystkich jego filmów najbardziej zachwycił mnie Dom zły, chociaż o Drogówce też nie mogę powiedzieć niczego złego. Myślę, że być może po prostu oczekujesz od Smarzowskiego czegoś nowego, innego, ale wydaje mi się, że naturalizm i brzydota są tak wpisane w jego filmy, że w „Pod mocnym aniołem” czeka nas powtórka z rozrywki. Ja w każdym razie kupuję go w ciemno :)
    Pozdrawiam.

  4. Mam podobne odczucia, jeśli chodzi o „Drogówkę”. Nie podzielam natomiast opinii na temat „Róży”.
    „Drogówka” to przede wszystkim film efekciarski. Wrzućmy do filmu sex, dragi, rap…no i trupa dryfującego w Wiśle nad ranem, a damy widzowi rozrywkę idealną do kubła popcornu. Niby była jakaś próba opowiedzenia niebanalnej historii, ale imho nie wyszła.

    Mam wrażenie, że „Drogówka” to trochę odcinanie kuponów, film zrobiony na przeczekanie, dający reżyserowi czas na policzenie hajsu, ogarnięcie kilku spraw…
    Wielki szacun za „Dom zły” i „Różę” dla pana Smarzowskiego…mam nadzieję, że „Pod mocnym Aniołem” naprawdę wbije w fotel.

  5. Dla mnie „Drogówka” nie jest żadnym arcydziełem. Nie wiem nawet czy jest bardzo dobrym filmem. To kino dobre i rasowe, ale nie jest to najbliższy memu sercu film reżysera. Za to „Róża” to dla mnie kino wybitne, arcydzieło niemalże. Polski film ostatnich lat. Minął już kawał czasu od chwili obcowania z obrazem, a ja nadal mam kadry pod powiekami. Wszystko w „Róży” dla mnie gra. I tematyka (ogromnie dla mnie ciekawa) i prowadzenie narracji i zdjęcia i muzyka i aktorstwo. No może trochę mi gdzieś tam ta kryształowa postać Dorocińskiego nie leży. To prawda.

    Jakiś czas temu ponownie obejrzałam „Dom zły” i o ile po pierwszym seansie (kilka lat temu) nie klękłam, to teraz po latach klękłam, dostałam bejsbolem w łeb i padłam…z zachwytu. Za „Weselem” nie przepadam.
    Nie wiem czy widziałaś (jeśli już mowa o Smarzowskim) teatr tv sprzed 10 lat bodajże, w roli głównej z mało znanym jeszcze wtedy (a już rewelacyjnym) Topą „Kuracja”? Bardzo polecam! PEREŁKA!

  6. Musze wreszcie zobaczyć „Drogówkę” i „Różę”. Oj narobiło się zaległości jeśli chodzi o polskie kino. Po „Weselu” i „Domu złym” mam dość dobre zdanie o Smarzowskim, ale jak mi się nie spodoba, to piać zachwytów nie będę.
    Pozdrawiam!

  7. Ja bardzo Smarzowskiego lubie. Miazdzacy byl dla mnie „dom zly”, ktory byl mistrzowski. Lubie u niego ten naturalizm, brutalnosc I bezwzglednosc w posrzeganiu rzeczywiscosci, te jego przerysowane postaci, ktore sa prawdziwe, az do bolu, nie sa plaskie i tendencyjne przeciwnie, sa wieloplaszczyznowe, po prostu ciekawe. Z reszta kazdy z nas mam w sobie odrobine „zla”, moze dlatego smarzowski jest tak lubiany,a nie ze wzlegu na mode(przynajmiej mam taka nadziej) Drogowka mi sie po prostu podobala,moze ze wzgledu na senstyment do Smarzowskiego, nie wiem. Czekam tak jak Ty, na jego.kolejny film:)

  8. Fakt Drogówka została okrzyknięta arcydziełem. Sama go jeszcze nie widziałam, więc trudno mnie się odnieść do Twoich wrażeń. Przypuszczam, że na okrzyki zachwytu duży wpływ miała wszechobecna promocja.

  9. Trochę nie podoba mi się generalizowanie, może osoby chodzące do kina tylko na to o czym usłyszą w telewizji czy z reklam nie słyszały o Smarzowskim, ale generalnie od 10 lat jest nagradzany i się o nim mówi. No i tak to już z „Drogówką” jest, połowa kupuje i jest zachwycona, a drugiej połowie się to po prostu nie podoba. Ja widzę w nim o wiele więcej niż prowokacje i wyciąganie syfu, chociażby świetne poczucie humoru :)

    • Pamiętaj, że ja naprawdę cenię Smarzowskiego i jego twórczość. Po prostu uważam, że w „Drogówce” nie przekazał nic, czego bym dotąd o jego wizji kina i zmyśle obserwacji rzeczywistości nie wiedziała. Podobna stylistyka i podobne obszary tematyczne mi nie przeszkadzają, w „Drogówce” po prostu zabrakło świeżości. Dla mnie. Ale absolutnie rozumiem, skąd wysokie oceny – w wolności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.