Imagine (2012)

andrzej-jakimowski-imagine-kadr-z-filmu-2013-03-27-010
Jakoś mi umknęło to Imagine. Może zmylił mnie angielski tytuł, może nie zobaczyłam w plakacie nic, co przyciągnęłoby moją uwagę na dłużej, może… Nie widziałam nawet zwiastunów, nie znałam tematu, no ignorancja na całej linii. O filmie dowiedziałam się dopiero od Was – wysyp recenzji, pozytywnych opinii, wysokich ocen zaskoczył mnie i, naturalnie, zmotywował do wyjścia na seans. Film okazał się… zupełnie inny niż przypuszczałam. Lepszy/gorszy? Nie. Po prostu – inny.
 
Ian (Edward Hogg) jest instruktorem niewidomych i właśnie rozpoczyna pracę w ośrodku dla niepełnosprawnych w Lizbonie. Jego kontrowersyjne metody nauki orientacji w przestrzeni do tej pory nie spotkały się z uznaniem. Czy stateczny i otwarty na nowinki dyrektor placówki (Francis Frappat) doceni zdolności młodego pracownika?

 

Imagine to film, w którym zbiegają się ścieżki kina Europy Środkowo-Wschodniej i Zachodniej. Polski reżyser, we współpracy z polską ekipą filmową, wyrusza do pięknej Portugalii, by tam wraz z międzynarodowym zespołem aktorskim (od Portugalii, przez Rumunię, aż po Wyspy Brytyjskie), zrealizować film o uniwersalnej, przeskanowanej przez angielsko-romańską kalkę językową treść, i opakować go w pół-polską, pół-europejską formę. Jakimowski tworzy obraz, który jest dziwnie znajomy i bliski, a jednocześnie intrygujący i czarujący nieznanym. Odczuwalny (mimo iż wiele scen rozgrywa się w murach bądź na podwórku ośrodka) klimat portugalskiej stolicy dodaje smutnej tematycznie historii dużo uroku i lekkości, a nietypowe – bo wykonywane często z perspektywy niewidomych bohaterów – kadry uatrakcyjniają przekaz. Nastrojowa muzyka Tomasza Gąssowskiego idealnie komponuje się z miarowym tempem akcji, balansuje gdzieś na granicy nostalgii i sentymentu, ale ostatecznie dostarcza bardzo pozytywnych wibracji. A dźwięk jest tu szczególnie istotny, bowiem niedostatek zmysłowy powoduje konieczność wzmacniania innych bodźców. Metoda echolokacji, którą stosuje główny bohater, wymagała od techników ogromnego zaangażowania w stworzenie najwyższej jakości dźwięku. Efekty tej pracy są znakomite – tak istotne w toku opowieści dźwięki jak „kląskanie”, trzepot skrzydeł ptaków, stukot ziaren rozsypanych na parapecie, odgłos kroków, obcasów, szum fal czy praca silnika statku, wybrzmiewają z najwyższą mocą.

 

Największą jednak zaletą Imagine jest świat, który przed nami odkrywa. To tylko z pozoru ta sama rzeczywistość, w której żyjemy. Świat, na który patrzymy, a którego nie widzimy – jak wielokrotnie nazywa się tu sposób widzenia osób pełnosprawnych, widomych. W filmy o osobach niepełnosprawnych, które realizuje się dziś o wiele częściej niż dawniej (i bardzo dobrze), wbudowana jest silnie funkcja uwrażliwiania widzów na problemy takich ludzi. Ale ponieważ taki przekaz jest dla zwykłego śmiertelnika zbyt bolesny, ciężkostrawny moralnie, niewygodny, opakowuje się go w rozrywkowy, ubarwiony inteligentnym poczuciem humoru i chwytającymi za serce scenami papier, w którym i wygląda, i brzmi dobrze, poprawnie. Tak było m.in. z ubiegłorocznym hitem Nietykalni, tak jednak nie jest z Imagine. Dzieje się tak dlatego, że problemy osób niewidomych są nam bardziej obce niż tych jeżdżących na wózkach, kalekich i niesprawnych fizycznie. Ślepota (czy niedowidzenie) przeraża nas o wiele bardziej niż bezruch, a niepełnosprawność zmysłowa jest przez nas mniej oswojona niż fizyczna. Tragizm jednostek (dorosłych, ale też wielu, wielu dzieci) w Imagine naturalnie smuci, ale smutek ten jest przełamywany optymistycznym komunikatem, że świat jest piękny, tylko trzeba nauczyć się to dostrzegać, i to bez względu na to, czy dysponujemy wszystkimi zmysłami, czy nie. Opowieść Jakimowskiego nie tylko otwiera oczy, ale też stymuluje wyobraźnię i uczy widzieć to, na co patrzymy.

 

Film Jakimowskiego nie jest jedynie historią o niewidomych. To także opowieść o ludzkich słabościach, pragnieniach, zaufaniu, podejmowaniu ryzyka i jego konsekwencjach. Sprawach bliskich, istotnych i bardzo uniwersalnych, podanych – bardzo przyzwoicie i tak też zagranych. Imagine daje do myślenia i ujmuje. Znów cudownie, (że) po polsku.

 

Czy polecam? Tak.

 

Źródło zdj.: warda.com.pl

 

5 myśli nt. „Imagine (2012)

  1. Z tym polskim filmem to tak tylko częściowo prawda :-) owszem kasę dało PISF, ale to jest ko-produkcja Polski – Frnacji – Portugalii i Angli. Śledzę karierę Jakimowskiego od czasu etiud i bardzo cieszę się, że wyrusza poza polskie granice, bo ma większe szanse na rozwój – god bless i oby kolejny film także nie był po polsku, a kiedyś zobaczymy reżysera urodzonego w Polsce odbierającego Złote Globy, Oscary etc :-) a film – po prostu bardzo dobry… więcej na razie nie napiszę, bo recenzja również dzisiaj u mnie :-p

  2. Ja też zwróciłem uwagę na to, że ostatnio mamy wysyp filmów o niepełnosprawnych. Nietykalni, Sesje, Rust and bone, Imagine. Znakomicie, że filmowcy podjęli ten temat i walczą z tabu, w prosty, ale wyrazisty sposób opowiadają o tym, że niepełnosprawni też są ludźmi, mają swoje pragnienia, marzenia, uczucia. Nie widziałem jeszcze Imagine, ale na pewno wkrótce nadrobię zaległości. Pozdrawiam.

  3. Nareszcie Klapserko, już nie mogłem się doczekać, co napiszesz na temat „Imagine”. Zauważyłem, że nasz pogląd odnośnie filmu Jakimowskiego jest bardzo podobny i cieszy mnie to bardzo. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu tego filmu. Twórcy ujęli mnie wszystkim, zdjęciami, muzyką i Lizboną. Kolejny polski film, który naprawdę robi wrażenie. Chociaż ty dałaś bodajże 8 na filmwebie, a ja maksymalną liczbę, to jednak twoja opinia jest tak pozytywna, że na pewno wielu zachęcisz do wyjścia do kina! Bardzo dobra recenzja! :)

    • Widziałam Twoją ocenę i znając Twój gust, nie zdziwiła mnie ona:) Dla mnie 8 to i tak bardzo dużo, rzadko ostatnio wystawiam tak wysokie oceny, więc było mi bardzo miło, że mogłam to zrobić, i to w przypadku polskiego filmu:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.