Jeszcze dłuższe zaręczyny

Film Title: The Five-Year Engagement
Od komedii romantycznych nie wymaga się zwykle wiele. Mają rozśmieszyć, wzruszyć do łez, przejąć się niepowodzeniami w dotarciu się bohaterów, a później cieszyć razem z nimi z happy endu. Nie lubimy, gdy jest smutno wtedy, gdy ma być wesoło, gdy zamiast szczęścia pojawia się dramat, a miejsce miłości zastępuje samotność. Każde złamanie schematu musi być więc precyzyjnie umotywowane. I chociaż Jeszcze dłuższe zaręczyny ostatecznie do konwencji powracają, to zabawa tonacją – choć czasem bardzo doskwiera – sprawdza się tu idealnie.
 
To była miłość od pierwszego wejrzenia, a potem szybki, intensywny związek i skomplikowane, ale efektowne i, co najważniejsze, pomyślne zaręczyny. Tom (Jason Segel) i Violet (Emily Blunt) są bardzo szczęśliwi, ale ich miłość zostaje wystawiona na próbę: ona otrzymuje propozycję stażu doktorskiego w dalekim Michigan, a on się… poświęca. Porzucając świetną pracę w restauracji w Los Angeles, Tom jeszcze nie wie, jak bardzo niespełnienie jednej strony, a sukces drugiej przekłada się na atmosferę w domu i uczucie. Przy braku motywacji, sił i funduszy wymarzony ślub musi poczekać…

 

Dziwny to film. Ani to stuprocentowa komedia, ani stuprocentowy romans. Nastrój zmienia się tu jak w kalejdoskopie – nie zdążysz nacieszyć się mniej lub bardziej śmiesznym dowcipem, bo ton już zmienia się na śmiertelnie (i to dosłownie) poważny. Trochę jak w życiu – nigdy nie jest tak zabawnie, jak mogłoby być, bo w gruncie rzeczy chodzi o nasz los, a tu, ostatecznie, trzeba trochę powagi. Tom zdaje sobie z tego doskonale sprawę i choć przesuwa granice swojej wytrzymałości coraz dalej, wreszcie dociera do ściany i… dziwaczeje. To taka jego reakcja na własną niemoc, brak asertywności, zapędzenie się w źle pojętej ofiarności, lojalności i, tak, też miłości. A Violet? Ona wcale nie jest zapatrzoną w siebie karierowiczką, która nie widzi, co się dzieje z najbliższą jej osobą. Tylko co właściwie ma zrobić? Przecież się zgodził, przecież wiedział, przecież zapewniał, że wszystko jest w porządku… Znajome dylematy, hm? A tych pytań, trudności i lęków z życia wziętych jest tu dużo więcej.
 
Jeszcze dłuższe zaręczyny nie są w gruncie rzeczy ani śmieszne, ani do końca romantyczne. To dobrze, bo wyróżniają się na tle innych propozycji w swoim gatunku. I choć fabuła nie powala, a film trochę się dłuży, warto wytrwać, by wyłowić kilka perełek z dziedziny relacji damsko-męskich. I zobaczyć cudowną, bo naturalną i absolutnie uzdolnioną Emily Blunt. Mnie to wystarczyło.
 
Czy polecam? Na leniwy, jesienny wieczór – tak.
 
Źródło zdj.: thetamnews.org

 

7 myśli nt. „Jeszcze dłuższe zaręczyny

  1. Oj oj, ten film jakoś jednak do mnie nie przemawia. Tyle było już tych motywów zaręczyn i ślubów w komediach, że już żadna do mnie nie przemawia. A i jeszcze raz dzięki za recenzję CAFE DE FLORE – dzięki tobie obejrzałem genialny film! Zapraszam do siebie na jego recenzję, bardzo podobną do twojej ;)

  2. Oglądałam ten film. Historia dość banalna, a zakończenie przewidywalne, ale nie spodziewałam się czegoś wybitnego po tym filmie i dlatego nie zawiodłam się. Komedie romantyczne mają to do siebie, że zazwyczaj są dość sztampowe. ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.