Kino afrykańskie – filmy warte obejrzenia (AfryKamera 2016)

Lamb-629x332

Wiosna festiwalami stoi. Moja podróż ich ścieżkami rozpoczyna się w drugiej połowie kwietnia od niedawno odkrytego festiwalu filmów afrykańskich AfryKamera. To dla mnie jedno z najbardziej wartościowych poznawczo wydarzeń, gdy mam szansę nie tylko zobaczyć filmy, które rzadko trafiają do regularnej dystrybucji, i poznać nieco lepiej kino Czarnego Lądu, ale przede wszystkim przyjrzeć się bliżej światu, którego zupełnie nie znam. W ubiegłym roku polecałam Wam kilka afrykańskich filmów dokumentalnych, dziś będzie nieco bardziej różnorodnie.

 

Hedi (Inhebbek Hedi, 2016)

Hedi_0

Hedi to tunezyjsko-belgijski dramat opowiadający historię młodego, wycofanego mężczyzny, którego życie jest sterowane przez matkę. Życie Hediego przemyka mu przez palce i nawet tak ważne wydarzenie, jak ślub ze śliczną, młodziutką Tunezyjką (zaplanowany, oczywiście, przez rodziców) nie jest w stanie wyrwać go z tego marazmu. Przełomem staje się służbowy wyjazd, podczas którego mężczyzna poznaje charyzmatyczną Rym, przewodniczkę turystyczną i tancerkę. Od teraz nic już w życiu Hediego nie będzie takie samo. Czy jednak będzie lepiej? O tym będziecie mieli okazję przekonać się sami, bo Hedi – film, który wyjechał z Berlinare z aż dwoma nagrodami (za najlepszy debiut reżyserski i najlepszą pierwszoplanową rolę męską) – ma swoją polską premierę 26 sierpnia.

 

Sembene! (2014)

sembene

Dokumentalny film-wspomnienie, którego bohaterem jest Ousmane Sembene – ojciec afrykańskiego kina. Bezkompromisowa, trudna we współpracy i współżyciu, ale niesamowicie wyrazista i odważna postać, której nie można nie znać (i nie poznać), interesując się kinem Afryki. Film jest pięknym obrazem miłości jego przyjaciół i współpracowników, którzy mimo częstych konfliktów z Sembene mówią o nim z niezwykłą czułością i wciąż ogromnym żalem z powodu jego straty. W tle, naturalnie, mnóstwo filmowych tropów z dorobku reżysera – tytułów, które obiły się szerokim echem także na naszym kontynencie.

 

Owca (Lamb, 2015)

lamb

Mój numer jeden festiwalu. Przepiękny film o chłopcu, który zaprzyjaźnił się z owcą. Ephraïm mieszka wraz z ojcem w Etiopii, ale panująca w całym kraju susza sprawia, że muszą opuścić rodzinne strony i wyruszyć w poszukiwaniu lepszego jutra. Gdy ojciec chłopca podejmuje pracę, ten pozostaje pod opieką dalekiej rodziny. Trudność w zaadaptowaniu się w nowym miejscu pomaga mu znieść Chuni (owca), którą przyjdzie mu wkrótce bronić przed nieuniknionym. Oprócz niezwykłej wrażliwości małego chłopca film w poruszający sposób ukazuje codzienne zmagania Etiopczyków z żywiołem, jakim jest susza, i problemem, jakim jest życie w skrajnej nędzy. Niespieszny, wyciszony, subtelny film. Koniecznie obejrzyjcie, jeśli gdzieś na niego traficie.

 

Dziewczyna z fabryki (Fatat El Masnaa, 2013)

The Factory Girl-01

Słodko-gorzka egipska komedia romantyczna, która stała się przebojem kasowym na tamtejszym rynku i była także kandydatem Egiptu do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Główna bohaterka, Hayam – tytułowa dziewczyna z fabryki – zakochuje się w nowym kierowniku zakładu pracy i za wszelką cenę próbuje zwrócić jego uwagę. Jej nachalne działania doprowadzają do sytuacji, która staje się punktem zapalnym rodzinnego i towarzyskiego konfliktu. A od niego do tragedii jest już bardzo niedaleka droga… Utrzymany w humorystycznym tonie film podejmuje w rzeczywistości bardzo ważne kwestie płciowe (Hayam pochodzi z matriarchalnej rodziny, zdominowanej przez liberalną w temacie związków matkę i ciotkę-rozwódkę, co w Egipcie należy wciąż do rzadkości) i religijne. Ciekawy obraz kulturowy i społeczny Egiptu.

 

A może Wy macie do polecenia jakieś ciekawe afrykańskie filmy?

 

Źródło zdj.: filmafrica.org.uk

 

2 myśli nt. „Kino afrykańskie – filmy warte obejrzenia (AfryKamera 2016)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.