Looper – Pętla czasu

Joseph-Gordon-Levitt-in-Looper-2012-Movie-Image1-e1333992558908
Tegoroczny listopad w kinie zapowiada(ł) się fantastycznie, a Looper miał być dobrym jego otwarciem. I choć zwiastun zdawał się idealnie streszczać historię, coś do filmu zachęcało – coś więcej niż nazwiska-przynęty (choć i obietnica tych, szczególnie w młodszym wydaniu, w moim przypadku okazała się skuteczna) czy wciąż intrygujący problem podróży w czasie. Koniec końców jednak to „coś” gdzieś się pomiędzy prezentowanymi płaszczyznami czasowymi zagubiło, pozostawiając bardzo średni fabularnie film, który ratuje „tylko” dobra  realizacja i przyzwoite aktorstwo.
 
Podróżowanie w czasie nie jest dziś możliwe. Ale wkrótce będzie. Korzystać z niego będzie jednak tylko mafia. Takimi słowami rozpoczyna swoją opowieść Joe (Joseph Gordon-Levitt), looper, czyli płatny zabójca, działający tu i teraz, ale likwidujący to, co… przyszłe. Praca jak praca, ważne, że kasa dobra. Problem pojawia się wówczas, gdy Joe musi „zamknąć pętlę”, czyli zabić przysłanego z przyszłości… siebie. Tak zapętloną historię mają także pozostali bohaterowie – Joe 30+ (Bruce Willis), próbujący zmienić dramatyczne wydarzenia, których doświadczył, wracając do przeszłości, i Sara (Emily Blunt), młoda matka, samotnie wychowująca syna na farmie, dla której spotkanie z Joe okaże się istotniejsze niż mogłoby się wydawać.

 

Nie można powiedzieć, że Looper to film niedopracowany. Przeciwnie nawet, wszystko tu zdaje się być przemyślane: i scenariusz, w którym pojawiają się wprawdzie elementy mniej lub bardziej nielogiczne, ale które w ostatecznym rozrachunku gdzieś umykają (zresztą tempo filmu nie pozwala nawet zatrzymać się przy nich dłużej); i praca kamery, zdjęcia czy montaż, przedstawiające szybki i intensywny obraz, realizację tematu wielokrotnie już podejmowanego i, z racji swojej odległości w, nomen omen, czasie, wciąż niezrozumiałego. Mimo tego jednak, że historia z grubsza jest spójna, ma swój początek i wyraźny koniec, coś w niej zgrzyta. Pierwsza godzina filmu ciągnie się i jest jak guma – na początku ma naprawdę dobry, świeży smak, ale po 20-kilku minutach pozostaje już tylko bezmyślne przeżuwanie całego mnóstwa informacji, które zostały zaserwowane jako przekąski. I kiedy cała rzecz zaczyna się już lekko dłużyć, dzwoni budzik – na scenę wkracza Emily Blunt i serwuje przepyszny popis gry aktorskiej, który daje nadzieję jakości na dalszą część filmu. Udaje się połowicznie, bo ostatnie pół godziny to – mimo wartkiej akcji – wydumane, przesadzone, trochę nawet odpychające domykanie wątków i finalizowanie podjętych problemów.

 

Nie zobaczyłam w Looperze „ciekawej wizji futurystycznej Ameryki”, „fantastyczno-naukowego sztafażu” i „smoliście czarnego kryminału” i wcale za nic nie trzymałam kciuków (vide: recenzja Muszyńskiego na filmwebie). Obok historii przeszłam bez większego zainteresowania, bohaterowie nie wzbudzili we mnie ani sympatii, ani większych emocji, film, który tuż po seansie oceniłam jako średni, dziś rano wywietrzał mi niemal zupełnie z głowy, i to w takim stopniu, że mam – jak widać na załączonym obrazku – poważne kłopoty ze zwerbalizowaniem swoich wrażeń. Tylko więc wspaniała Blunt i dobry Gordon-Levitt, nic więcej.

 

Czy polecam? Na pewno nie w ramach płatnego wypadu do kina. A poza tym – wedle uznania (^^).

 

Źródło zdj.: beyondhollywood.com

 

20 myśli nt. „Looper – Pętla czasu

  1. Obejrzałem i podzielam opinie o tym, że film zawiódł. Ostatnio jednak pojawił się jeszcze jeden film sf. To „Pamięć absolutna”. Jak dla mnie to lepszy i ciekawszy obraz filmowy.

    • Mnie jakoś „Pamięć absolutna”nie zachwyciła,bardziej Looper,choć i ten film miał swoje niedociągnięcia.Wiem że jestem nowa w Waszych dyskusjach,ale zapraszam na moją małą recenzję „Pamięci…”może nie jest to szczyt jesli chodzi o pisarstwo,ale proszę o wyrozumiałość bo dopiero sie uczę tej sztuki…oczywiście od najlepszych :)

      • Film oceniam na 8/10, wysoko więc raczej nie zgodzę się z recenzentką, choć zapewne jest to wynik mojego zafascynowania filmami si-fi, aktorstwo na +, fabuła +, muzyka na – a było pole do popisu :( Co do recenzji-pomimo wielu różnic-podoba mi się Twój styl :) Jeśli ktoś jeszcze nie widział tego filmu, można zobaczyć online na REKLAMA USUNIĘTA, film bez napisów czy limitu, w języku angielskim bez napisów

  2. Film miał być matriksem dekady. Widać nie wystarczy wyciągnąć Bruce’a z szafy, żeby zrobić dobry kryminał. Swoją drogą, jak przedstawia się muzyka w tym filmie? Bo w incepcji było naprawdę dobrze, a jakoś te dwa filmy mi się kojarzą. Plus, muzyka filmowa w takich dziełach jest przeważnie na wysokim poziomie, patrz: matrix. Mimo wszystko, film przejdzie chyba bez echa…

  3. O, czyli widzę, że niestety rozczarowanie. Ciekawe, ciekawe.
    Ja wręcz przeciwnie, im dłużej jestem po seansie, tym coraz bardziej doceniam ten film. Z resztą stale o nim myślę, a to mi się już dawno po żadnym sci-fi nie zdarzało. Może to zasługa soundtracku, który również, tak jak z początku podobał mi się średnio, tak teraz oderwać się od niego nie mogę.
    A tak jeszcze z ciekawości. Widziałaś może „Kod nieśmiertelności”? A jeśli tak, jak Ci się podobał?

    • Właśnie się tak głowię, co mądrego w takiej sytuacji napisać pod Twoją recenzją…:)

      „Kod…” widziałam, nawet recenzowałam. Film w gruncie rzeczy mało oryginalny, trochę wtórny, ale ciekawy, dobrze się go ogląda. Na pewno podobał mi się bardziej niż „Looper”.

    • Prawdę. Ona się sprawdza zawsze najlepiej ;)
      Pytałem o „Kod…” bo właśnie się tak zastanawiam czy nie jest przypadkiem tak, że tym którym się bardziej podobał, Ci mniej polubili „Loopera” i na odwrót. Pamiętam, że wtedy mocno się rozczarowałem tamtym obrazem, przeciwnie do tego. Takie tam małe gdybanie :)

  4. No ostatnio dość głośno o tym filmie, choć reklama w stylu: Matrix naszych czasów wywołuje we mnie raczej uśmiech politowania. Już dawno przestałem wierzyć w talent dziadka-Willisa odnośnie kina akcji (wiele lat temu to inna bajka). I tak na razie przechodzi mi ten film obok nosa i coś myślę, że jednak sobie go odpuszczę. Tym bardziej, że z tego co piszesz, to faktycznie nie warto.
    Pozdrawiam

  5. O jak dobrze, że się nie wybrałam, a o mały włos i poszłabym do kina, mam chyba jakiś zmysł (albo farta) niewybierania się na złe filmy. A ogólnie bardzo dobrze napisana recenzja, aż miło, dawno z przyjemnością nie przeczytałam czyjegoś tekstu do A do Z :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.