Moje przedoscarowe wariacje 2017

oscar-nominees-800x288

Z roku na rok przedoscarowe typowanie sprawia nam wszystkim coraz mniej satysfakcji. W obliczu szeregu nagród podprowadzających i silnej zazwyczaj ekscytacji jednym, góra dwoma tytułami, jaka staje się udziałem niemal całego, kinowego (eksperckiego i fanowskiego) świata, naprawdę trudno jest pomylić się, kto w tym roku zgarnie cały worek statuetek. W tym roku jest podobnie, a nawet gorzej – bo La La Land, sprawca największego zamieszania, jest przykładem filmu, który trafia się w oscarowej puli raz na kilka lat i przejeżdża przez sezon nagród jak walec, nie pozostawiając cienia złudzeń, komu przypadnie w udziale to najważniejsze złoto. Niech więc poniższe typowanie będzie okazją raczej do przyjrzenia się rzadko w ostatnim czasie recenzowanym tu filmom i ich poszczególnym elementom niż obstawianiem zwycięzcy, który może być tylko jeden.

 

Tradycyjnie linkuję do typowania ubiegłorocznego, które zawsze fajnie pokazuje, że nikt nie pozjadał wszystkich rozumów, a Akademia jednak czasem lubi zaskakiwać i nagradzać nie tych, których wszyscy obstawiamy. W zeszłym roku zresztą sama popełniłam największy ślepy strzał, na pewniaka przewidując Oscara dla Zjawy, podczas gdy statuetkę w kategorii najlepszy film zgarnęło Spotlight. Podobnie w kategorii aktorskiej, gdzie członków szanownego gremium posądziłam o sentymenty i nagrodę wieszczyłam dla Stallone, któremu tegoż Oscara podwędził, słusznie zresztą, Mark Rylance za Most szpiegówJak będzie w tym roku, okaże się już za kilka dni.

 

W poniższych przewidywaniach standardowo zabraknie kilku kategorii, w których nie mam za wiele do powiedzenia z racji utrudnionego dostępu do ich kopii, m.in. krótkich metraży, animacji i dokumentu.

 

* Nieliczne nominowane filmy, które recenzowałam, linkuję na niebiesko.

 

NAJLEPSZY FILM

WYGRA: La La Land
POWINIEN WYGRAĆLa La Land
NIEWYBACZALNIE POMINIĘCIZwierzęta nocy

 

Największy problem tegorocznej kategorii głównej jest taki, że nie ma tu filmu, który zasługiwałby w 100% na Oscara. Wygrana La La Land jest więcej niż pewna, ale też trudno oprzeć się wrażeniu, że film Chazelle właściwie niespecjalnie ma tu z czym konkurować. Nominowane filmy to filmy dobre, mniej lub bardziej emocjonalne, czasem odkrywcze i świeże, czasem bardzo wtórne, ale zdobywające uwagę nieszablonową realizacją czy aktorstwem. Spoglądając na własne oceny dziewięciu, a właściwie siedmiu, bo seanse Ukrytych działańFences (o ile doczekamy się jakiejkolwiek dystrybucji kinowej lub dvd filmu w Polsce) wciąż przede mną, chyba najbliżej byłoby mi do Nowego początku, który uważam za najbardziej nowatorską i solidnie wykonaną propozycję z całej puli, i Manchester by the Sea, którego oceniłam z całego zestawu najwyżej, ale który raczej nie jest typem oscarowego pewniaka. Całe zestawienie jest zresztą w tym roku dość zróżnicowane. Mamy, oczywiście, pięć dramatów, ale już na pozostałych czterech miejscach coś się dzieje: jest teksański kryminał o walczących o przetrwanie dwóch braciach, napadających na banki (Aż do piekła), jest nowoczesne sci-fi (Nowy początek), film wojenny (Przełęcz ocalonych) i musical (La La Land). Trzy z dziewięciu to filmy biograficzne, pięć to adaptacje (książek, z wyjątkiem Fences, które jest może nie tyle adaptacją, co kalką broadwayowskiej sztuki o tym tytule). Dwa tytuły – dla mnie, niestety, tylko, nie aż dwa – to historie opowiedziane z perspektywy kobiecej (Nowy początek Ukryte działania). O tym, że żaden z nominowanych filmów nie został wyreżyserowany przez kobietę, nie wspomnę. Czego zabrakło? Moim zdaniem główna kategoria to świetne miejsce dla nowego filmu Toma Forda, który został z drobnym wyjątkiem zupełnie przez Akademię pominięty. Zwierzęta nocy biją na głowę pod względem i fabularnym, i artystycznym, i technicznym nawet przynajmniej połowę powyższych propozycji.

 

NAJLEPSZY AKTOR PIERWSZOPLANOWY

WYGRA: Casey Affleck (Manchester by the Sea) lub Denzel Washington (Fences)
POWINIEN WYGRAĆ: Casey Affleck (Manchester by the Sea)
NIEWYBACZALNIE POMINIĘCI: Hugh Grant (Boska Florence)

 

Można się sprzeczać, czy rola Hugh Granta w Boskiej Florence była pierwszo- czy drugoplanową, nie mniej jednak fakt jest taki, że w obu kategoriach aktor został zignorowany. I to bardzo niedobrze, bo nie dość, że zagrał bardzo dobrze, to jeszcze powrotu w takim stylu można mu tylko zazdrościć. Natomiast z nominowanej grupy nie mam wątpliwości, że na statuetkę zasłużył sobie najbardziej Casey Affleck. To jest zawsze trudne celować w sytuacji, gdy nie widziało się wszystkich filmów, szczególnie gdy jest wśród nich faworyt (Washington), ale ostatecznie gdy pomyśli się, że Denzel Oscara już na półce ma (a nawet dwa), a młody Affleck tak pięknie się aktorsko rozwija, to wielkiego żalu w przypadku przegranej bohatera Fences z pewnością by nie było. Sami aktorzy podczas swojej gali (SAG) nagrodzili jednak Washingtona, ciekawe, czy jest to podpowiedź do głównej rozgrywki. Co do pozostałych panów, Ryan Gosling z górnej stawki wypadł jednak dość szybko – jego gra w La La Land jest urocza, mnie osobiście podobała się ogromnie, ale bez wątpienia nie jest to rola na miarę Oscara. Andrew Garfield – podobnie, tu już samo wyróżnienie jest ogromnym postępem aktora. Efekty pracy Viggo Mortensena na planie Captain Fantastic zobaczymy już wkrótce, na pewno będzie ciekawie.

 

NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY

WYGRA: Mahershala Ali (Moonlight)
POWINIEN WYGRAĆ: –

NIEWYBACZALNIE POMINIĘCI:  Aaron Taylor-Johnson (Zwierzęta nocy), Simon Helbert (Boska Florence

 

Z tą kategorią mam w tym roku nie lada problem. Zawsze najmocniejsza, zawsze najboleśniejsza (bo każdy zasługiwał na statuetkę), tym razem nie wzbudza we mnie większych emocji, a wynik tego wyścigu jest mi w zasadzie obojętny. Mam wręcz poważne zastrzeżenia co do nominowanych aktorów. Największe do obecności w zestawieniu Deva Patela, który – jakkolwiek rozumiem tok myślenia Akademii – wyglądał w Lion raczej jak aktor pierwszoplanowy niż chowający się za czyimiś plecami. Ale co my tam wiemy. Dalej, Jeff Bridges w Aż do piekła – moim chyba największym oscarowym zawodzie – był po prostu starym, dobrym Jeffem Bridgesem. Michael Shannon zasługuje na wyróżnienie zawsze, ale akurat z drugoplanowej obsady Zwierząt nocy powinien się w tej kategorii znaleźć zdecydowanie Aaron Taylor-Johnson. Lucas Hedges to ciekawy typ, bardzo nieoczywista nominacja i byłoby naprawdę zabawnie, gdyby tego Oscara zdobył. Ale to raczej mało prawdopodobny scenariusz, bo we wszystkich dotychczasowych konkursach statuetki do domu przywoził Mahershala Ali – w Moonlight notujący faktycznie dobry, choć zaskakująco krótki występ. Oprócz złola z filmu Forda zabrakło mi tu  wspaniałego w Boskiej Florence Simona Helberga.

 

NAJLEPSZA AKTORKA PIERWSZOPLANOWA

WYGRA: Emma Stone (La La Land)
POWINNA WYGRAĆ: Emma Stone (La La Land)
NIEWYBACZALNIE POMINIĘTE: Amy Adams (Nowy początekZwierzęta nocy)

 

Wyjątkowo trudno w tym roku rozpisywać się o do tej pory zawsze czytelnych kategoriach, gdy w każdej niemal znajduje się film, którego nie mieliśmy szansy jeszcze zobaczyć. I tak w tym wypadku z rozważań wypada nam całkowicie Ruth Negga, natomiast spośród pozostałych typów wszystko wskazuje na to, że z wymarzonym Oscarem do domu wreszcie wróci Emma Stone. Jedyna aktorka, która mogłaby jej tu zagrozić, to Isabelle Huppert, doceniona już przez niejedno gremium za rolę w Elle. Nutka niepewności zostanie do końca, choć byłoby jednak przykro, gdyby ta rudowłosa, urocza i nominowana już raz do Oscara aktorka znów wróciła do domu bez statuetki. Szczególnie, że dosłownie wyśpiewała sobie tę nagrodę. Niewybaczalnie pominięte? Jedna. Amy Adams, której dwie wspaniałe role – w Nowym początku Zwierzętach nocy – zostały najwyraźniej przez członków Akademii przegapione. Bo innego wyjaśnienia dla braku nominacji dla choćby jednej z tych kreacji nie ma. Nominacje na wyrost? Jedną komorą serca zgodzę się, że obecność w zestawieniu Meryl Streep jest przesadzona, ale z drugiej strony w Boskiej Florence była faktycznie znakomita. Jeśli Amy miałaby więc zająć czyjeś miejsce, mogłaby zająć właśnie to.

 

NAJLEPSZA AKTORKA DRUGOPLANOWA

WYGRA: Viola Davis (Fences)
POWINNA WYGRAĆ: –

 

Viola Davis zjadła swoje koleżanki w tej kategorii na śniadanie już na samym początku sezonu nagród. Czy słusznie, tego nie wiem, bo Fences nie widziałam, niemniej jednak, skoro nie można się tu za bardzo powymądrzać, warto zwrócić uwagę na towarzystwo Davis. A jest zacne i bardzo zróżnicowane, bo mamy tu aż trzy czarnoskóre aktorki i aż pięć kreacji, które zdecydowanie zasłużyły na tę nominację (w przypadku Spencer strzelam, bo filmu nie widziałam, ale ona zawsze wypada w swoich filmach wspaniale). Każdy wybór byłby tu więc dobry.

 

NAJLEPSZY REŻYSER

WYGRA: Damien Chazelle (La La Land)
POWINIEN WYGRAĆ: Damien Chazelle (La La Land)
NIEWYBACZALNIE POMINIĘCI: Tom Ford (Zwierzęta nocy)

 

Tutaj zwycięstwo Chazelle jest raczej pewniakiem. Spośród pozostałych nominowanych na pewno nieco dziwi wyróżnienie dla Mela Gibsona, który powracając do łask Akademii, sprzątnął zasłużone miejsce dla Toma Forda. Do pozostałych panów nie ma absolutnie żadnych „ale” – wykonali kawał dobrej roboty i te nominacje prędzej czy później przekują się na jakieś Oscary, o to się nie martwię.

 

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY

WYGRALa La Land lub Manchester by the Sea
POWINNO WYGRAĆ: Manchester by the Sea

 

Moja ulubiona kategoria, w której notorycznie się mylę i mam nadzieję, że obstawiając La La Land pomylę się i tym razem. Film Chazelle jest pięknym hołdem dla kina i muzyki, a Akademia uwielbia takie sentymentalne wycieczki do wnętrza swojego domu, więc wygrana musicalu jest bardzo prawdopodobna, choć akurat scenariusz jest chyba najsłabszym ogniwem filmu. Osobiście cichutko liczę na to, że z Oscarem do domu wróci ekipa emocjonalnej torpedy roku. Manchester by the Sea zbudowane zostało na dość prostej, a emocjonalnie niezwykle ciężkiej i intensywnej historii, a subtelne jej prowadzenie zasługuje na ten zaszczyt. Co ciekawe, podobny dylemat musieli mieć amerykańscy dziennikarze (Critics Choice), którzy w tej kategorii wręczyli dwie statuetki – dla obu filmów.

 

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY

WYGRAMoonlight
POWINIEN WYGRAĆNowy początek
NIEWYBACZALNIE POMINIĘCISłużącaZwierzęta nocy

 

Myślę, że kategoria scenariusz adaptowany będzie taką nagrodą pocieszenia dla Moonlight, który może okazać się największym przegranym tegorocznej gali. Nie uważam, by ten Oscar był zasadny – należę do mniejszości, której film nie uwiódł – ale ostatecznie nie ma w tym zestawieniu filmów, którym statuetka by się zdecydowanie należała – Zwierząt nocy (tak, wiem, zdarta płyta) i koreańskiej Służącej. Spośród wyróżnionych osobiście statuetkę wręczyłabym z zamkniętymi oczami Villeneuve za świeży w spojrzeniu i perspektywie narracyjnej, a przy tym doskonale opowiedziany i przeniesiony na ekran Nowy początek, który – nawiasem mówiąc – wygrał w tej kategorii u ekspertów w tej dziedzinie (Amerykańska Gildia Scenarzystów). Co ciekawe, Moonlight, którego tu obstawiam, również został przez WGA doceniony, ale w kategorii… scenariusz oryginalny (wtf?!).

 

NAJLEPSZA MUZYKA ORYGINALNA

WYGRALa La Land
POWINIEN WYGRAĆLa La Land 

NIEWYBACZALNIE POMINIĘCI: Abel Korzeniowski (Zwierzęta nocy), Cliff Martinez (Neon Demon), Jóhann Jóhannsson (Nowy początek)
 

Co można napisać w ramach komentarza do kategorii, w której niewybaczalnie pominięto trzech kompozytorów, którzy znajdują się na moim absolutnym topie artystów tej branży? Za wyjątkiem poprzedniego roku, gdzie Oscar dla Morricone był tak pewny i zasłużony, że obyło się bez rękoczynów z mojej strony, nominacje w tej kategorii zawsze powodują u mnie smutek i złość. I tak jest też tym razem, bo nie ma tu absolutnie przepięknej ścieżki Abla Korzeniowskiego do Zwierząt nocy, arcyciekawej i nowoczesnej w brzmieniu muzyki Cliffa Martineza do Neon Demon i niepokojącego score’u Jóhanna Jóhannssona do Nowego początku, który został zresztą w wyścigu bezsensownie zdyskwalifikowany. Z wyróżnionej puli natomiast wątpliwości nie ma, że Oscara zgarnie Justin Hurwitz za La La Land i też – zapominając na moment o pominiętych – będę z tego werdyktu bardzo zadowolona, bo muzyka do musicalu jest fantastyczna i warta każdego wyróżnienia. Z pozostałych nominowanych na uwagę zresztą zasługują wyłącznie tematy główne ścieżek.

 

NAJLEPSZA PIOSENKA

WYGRA: „City of Stars” (La La Land)
POWINNO WYGRAĆ: „City of Stars” (La La Land)

 

Najpiękniejsza, bez dwóch zdań.

 

NAJLEPSZA CHARAKTERYZACJA

WYGRA: Legion samobójców
POWINIEN WYGRAĆLegion samobójców

 

Legion samobójców to zły film, ale charakteryzatornia stanęła na wysokości zadania. Myślę, że w tej grupie spokojnie mogłaby znaleźć się jeszcze Boska Florence, bo ktokolwiek przeobraża tak Meryl Streep, powinien móc zasiąść na widowni Dolby Theatre w tę wyjątkową noc. Ale nie jest to zdecydowanie nic, czego nie można by przebaczyć.

 

NAJLEPSZE KOSTIUMY

WYGRAJackie
POWINIEN WYGRAĆLa La Land

 

Kto nie zakochał się w sukienkach Emmy Stone ręka w górę. Co istotne poza tym, to fakt, że ta kategoria zawsze pełna jest przepięknych wytworów pracy ludzi, którzy ukryci za blokami rysunkowymi i maszynami do szycia, tworzą coś naprawdę wyjątkowego. Patrząc na nominowane tytuły, naprawdę trudno odmówić któremukolwiek z tych filmów miejsca w puli wyróżnionych (cokolwiek myśli się o samych filmach). Bez względu więc na to, czy wygra musical Chazelle, czy może nagrodzona BAFTĄ Jackie – w istocie pięknie oddająca szyk mody Pierwszej Damy USA, z Oscarem ze sceny zejdzie zasłużony zwycięzca.

 

NAJLEPSZA SCENOGRAFIA

WYGRA: La La Land
POWINIEN WYGRAĆLa La Land
NIEWYBACZALNIE POMINIĘCIZwierzęta nocy

 

Nie nominować w kategorii scenografia filmu reżysera, który jest projektantem mody i jak nikt potrafi stworzyć świat, na który nie sposób się napatrzeć, zakrawa o szaleństwo.  A jednak Zwierząt nocy w zestawieniu zabrakło. Dobrze, że jest chociaż La La Land. Tu też jest na co popatrzeć i niech historia też przygląda się też tym pięknym dekoracjom na wieki. I niech nas nie zmyli BAFTA dla Fantastycznych zwierząt… – Brytyjczycy uwielbiają uniwersum Pottera, co musieli w jakiś sposób kolejny raz zaznaczyć.

 

NAJLEPSZE ZDJĘCIA

WYGRALa La Land
POWINIEN WYGRAĆLa La Land  lub Nowy początek
NIEWYBACZALNIE POMINIĘCISłużącaZwierzęta nocy

 

Wygra La La Land, i pewnie słusznie, ale gdy dziś zamykam oczy, to widzę przed nimi raczej spotkanie z heptapodami (Nowy początek) niż podniebny taniec Sebastiana i Mii. W ramach ciekawostki dodam tylko, że znający się na rzeczy lepiej ode mnie – operatorzy filmowi zrzeszeni w amerykańskiej gildii tychże – ocenili, że najlepsze zdjęcia popełniono w filmie Lion. Tak to jest, gdy w kategorii najlepsze zdjęcia nie startuje Lubezki…

 

Tradycyjnie życzę sobie, by przewidywania okazały się nietrafione, a niedzielna ceremonia była pełna niespodzianek. Widzimy się w poniedziałek rano podczas tradycyjnej relacji post factum na blogu i, oczywiście, na Facebooku, gdzie będzie to, co lubicie najbardziej – sukienki!:) Miłych wrażeń!

 

2 myśli nt. „Moje przedoscarowe wariacje 2017

  1. Zupełnie nie zgadzam się z kategoriami „Powinna wygrać” – taka gloryfikacja La La Land jest w moim odczuciu zupełnie nieuzasadniona. Przykładem jest tu kategoria najlepszej aktorki, którą pewnie Emma Stone wygra zupełnie niesłusznie: gdyby Akademia kierowała się poziomem aktorstwa i jakością, wygraną tu była Isabelle Huppert, filmem Moonlight itd. La La Land to techniczna maestria, no i jest to musical, co zawsze jest dodatkowym atutem dla Akademii, aczkolwiek nie jest filmem wybitnym.

    • Akurat gdybym miała wybierać między tymi dwoma aktorkami, to jednak wybrałabym Stone. Huppert była dobra, ale nie wiem, czy aż na Oscara. Zresztą cała kategoria w tym roku nie jest wybitnie mocna, niestety:/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.