Muzyka filmowa 2014 – top 50 by Klapserka & Szymalan. Część 4 (20-11)

desplat

Powoli dobiegamy do podsumowania rankingu utworów muzyki filmowej 2014 roku, który już trzeci rok z rzędu przygotowuję wraz z Szymalanem z Filmowe Konkret-Słowo. Druga dziesiątka naszego zestawienia to kompozycje, których pozycja wynika tylko i wyłącznie z faktu, że nie uznajemy miejsc ex aequo. Wyselekcjonowanie top 20 było arcytrudnym zadaniem choćby z tego względu, że o ile znów zgodziliśmy się co do podium, pozostałe miejsca były okupione długimi dyskusjami i kompromisami. Dzięki temu jednak pierwsza dwudziestka to karuzela różnorodności, utwory imponujące zarówno technicznie, jak i emocjonalnie.

 

Brakuje wśród nich tylko jednego, o którym czas najwyższy wspomnieć. Temat przewodni Bardzo poszukiwanego człowieka w wykonaniu Herberta Grönemeyera stał się dość szybko w sieci nieosiągalny, a fakt, że udało mi się odsłuchać ścieżki poza filmem graniczył z cudem. Jeśli kiedykolwiek się z nią spotkacie, pamiętajcie, by przyjrzeć jej się uważnie – to zdecydowanie jeden z lepszych motywów tego roku.

 

A tym, co cieszy mnie w poniższej dziesiątce najbardziej jest obecność debiutantów w naszym rankingu. Junkie XL, Nias Diasamidze czy znany nam już z poprzednich odsłon tegorocznego zestawienia Ibrahim Maalouf mogą być z siebie dumni – ich kompozycje śmiało mogą konkurować z tym, co spłodzili w tym roku Shore, Desplat, Powell i Zimmer. Oczywiście, traktujemy to jako pewne nominacje, bo zwycięzca może być tylko jeden, ale zawsze jestem szczęśliwa, gdy uda nam się z bogatego repertuaru wydanych ścieżek dźwiękowych wyłowić tematy mniej znane, a zasługujące nie tylko na uwagę, ale i oklaski. Nie szczędźcie ich, oni naprawdę na nie zasłużyli.

 

Część pierwszą rankingu znajdziecie tutaj, drugą tutaj, a trzecią tutaj. Miłego słuchania!

 

MIEJSCE 20. „Fire and Water” (Hobbit: Bitwa Pięciu Armii) – Howard Shore

 

Posłuchaj

 

Klapserka: Pierwszy i zdecydowanie najlepszy utwór ścieżki do ostatniej części przygody życia Bilbo Bagginsa. Podobnie jak w Pustkowiu Smauga Shore nie bawi się tu w grę wstępną, zapraszając nas w samo centrum akcji. Jest gorąco i orzeźwiająco – dokładnie tak jak w tytule utworu.

 

Szymalan: Rewelacyjnie dynamiczny początek do ostatniego filmu. Całkiem słusznie Shore wraca tu do wszystkich motywów związanych ze Smaugiem z Pustkowia…, tworząc zupełnie niezły koktajl muzyki akcji, nerwowo budującej napięcie pierwszej sceny. Po takiej rozbiegówce film nie mógł okazać się nudny.

 

MIEJSCE 19. „მანდარინები” (Mandarynki) – Niaz Diasamidze

 

Posłuchaj

 

Klapserka: Niech Was nie zmyli wdzięczny tytuł tego utworu (i filmu). Oba niosą za sobą potężny ładunek dramatu i trudnych emocji. Reprezentowane przez kompozycje Diasamidze subtelne, smutne piękno dodaje temu skromnemu, wojennemu filmowi pewną nieuchwytność i wprowadza w stan bezkresnej nostalgii. Nie potrafi wyjść z głowy na długo po seansie.

 

Szymalan: Bardzo nostalgiczne, bardzo smutne, bardzo dobre. Teraz trzeba tylko film nadrobić.

 

MIEJSCE 18. „Photograph” (Ona) – Arcade Fire

 

Posłuchaj

 

Klapserka: Fenomen w świecie muzyki filmowej. Niby zwykły, indierockowy zespół, żyjący na co dzień w zupełnie innej bajce, a gdy jest potrzeba, potrafi stworzyć tak klimatyczne kompozycje. W Her te delikatne, melancholijne brzmienia są niezastąpionym tłem rozważań o kondycji współczesnego, do bólu stechnicyzowanego świata.

 

Szymalan: Takie subtelności lubię w dramatach najbardziej. Arcade Fire, serio? Brawo.

 

MIEJSCE 17. „Stoich’s Ship” (Jak wytresować smoka 2) – John Powell

 

Posłuchaj

 

Klapserka: W komponowaniu muzyki do animacji Powell nie ma sobie równych. Jego kompozycje mają wszystko, co potrzebne, by oczarować i wpaść w ucho. To mądre, przemyślane, radosne i wzruszające utwory, które działają nawet w zupełnym oderwaniu od obrazu.

 

Szymalan: Emocjonalny cios w podbrzusze. Kto by pomyślał, że do animacji o smokach przyjaźniących się (ale nie tylko) z ludźmi powstanie tak dostojna, gigantyczna w skali, intymna w emocjach ścieżka dźwiękowa? Lepiej nie spolierować co dzieje się w scenie, którą opisuje ten utwór, ale powiem tylko tyle: swego czasu myślałem, że tylko Pixar potrafi porwać się na tak odważne pomysły. Może by tak wreszcie dać Powellowi Oscara?

 

MIEJSCE 16. „Hunted” (Transformers: Wiek zagłady) – Steve Jablonsky

 

Posłuchaj

 

Klapserka: Jablonsky i ja oglądamy zdecydowanie inne filmy, ale ten utwór powalił mnie na kolana. Jak to to się rozkręca, jak walczy o uwagę! Jest pomysł, jest energia, jest moc. No, nie spodziewałam się.

 

Szymalan: Jablonsky zerwał z bazą tematyczną do poprzednich części Transformers i napisał kilka nowych, zupełnie niezłych kawałków. Zwłaszcza ten: dający sobie czas, aby się rozwinąć i zbudować napięcie wokalizami, wreszcie zamieniający się w prawdziwe monstrum akcji. Michael Bay stoi w miejscu, ale jego kompozytor zaczyna nadrabiać muzyczne braki.

 

MIEJSCE 15. „Godzilla!” (Godzilla) – Alexandre Desplat

 

Posłuchaj

 

Klapserka: I to jest właśnie cały Desplat. Najpierw mydli oczy słodką Filomeną, potem bawi się w budapesztańskim hotelu z ekipą Wesa Andersona, a za chwilę mruga do nas okiem i z szelmowskim uśmiechem kozaczy takim zwariowanym tematem i muzyką do… Godzilli. Człowiek-orkiestra, doprawdy.

 

Szymalan: Najpierw myślałem, że decydenci z Warnera zwariowali: Desplat i Godzilla, wy tak na serio? Ale już pierwsze dwie minuty rozwiały moje wątpliwości, że mimo wszystko eksperyment był to udany (nawet jeśli cała ścieżka jest daleka od zachwytu). Szkoda, że już się tak mało robi takich rzeczy: klasyczny, staroświecki sposób otwarcia filmu, z czołówką i pierwszymi napisami i z tematem głównym, który słyszymy zaraz z początku filmu, irocznie-poważnie wprowadzającym nas w klimat całej opowieści. W filmie zagrało to fenomenalnie  i gdyby istniał Oscar za najlepsze intro, to Desplat z Edwardsem powinni się takim podzielić.

 

MIEJSCE 14. „Dust” (Interstellar) – Hans Zimmer

 

Posłuchaj

 

Klapserka: W całej tej epickiej ścieżce dźwiękowej mam trzy utwory, których mogłabym słuchać dniami i nocami – tak są znakomite. Dust jest jednym z nich. Zakrada się do uszu jak tajemniczy nieznajomy, by za moment wybuchnąć pełnią mocy. Nomen omen – kosmiczne brzmienie.

 

Szymalan: Zimmer fenomenalnie wyczuł metafizykę Interstellar. Pierwsze chwile tego utworu to czysta magia muzyki filmowej. „It’s a ghost…” – mówi córka głównego bohatera . „It’s not a ghost. It’s gravity” – słyszy w odpowiedzi ojca. A przed nami jeszcze jakieś 150 minut przygody, w czasie której ta relacja zdań zredefiniuje się jeszcze z kilkanaście razy.

 

MIEJSCE 13. „Retrospekcja” (Bogowie) – Bartosz Chajdecki

 

Posłuchaj

 

Klapserka: Orkiestrowy utwór z rockowym zacięciem? Czemu nie. W tej wyrazistej, odważnej ścieżce takich hybryd jest więcej. I wszystkie brzmią tak dobrze, jak ta.

 

Szymalan: Nieco już napisaliśmy o tej ścieżce w naszym rankingu i właściwie wszystkie nasze uwagi i zachwyty są aktualne także w przypadku tego – najlepszego utworu na płycie Bogów.

 

MIEJSCE 12. „Les quais” (Yves Saint Laurent) – Ibrahim Maalouf

 

Posłuchaj

 

Klapserka: Jak na pierwszy, duży projekt dla filmu artysty, który na co dzień komponuje jazz i gra na trąbce, ta subtelna, ale wyrazista ścieżka to naprawdę ogromne osiągnięcie. A fortepianowo-smyczkowe motywy ilustrujące rozterki Yvesa po prostu zniewalają.

 

Szymalan: Nie mam przygotowanej żadnej intelektualnej obrony tego utworu: albo kogoś to rusza, albo nie. Nie widziałem filmu, nie znam kompozytora, Yves Saint Laurent nie jest mi wybitnie bliską postacią. Ale muzyka mnie rusza.

 

MIEJSCE 11. „History of Artemisia” (300: Początek Imperium) – Junkie XL

 

Posłuchaj

 

Klapserka: Wiem. 9-minutowy kolos w rankingu, w dodatku tak wysoko. Też nie byłam przekonana. I w życiu bym się nie zgodziła na to, gdyby nie fakt, że za którymś razem po prostu wpadło mi do głowy i nie wychodzi do tej pory. Junkie XL? Czy to aby nie szkoła Hansa Zimmera?

 

Szymalan: Epicka 9-minutowa suita poświęcona postaci granej przez Evę Green, Artemizji. Byłbym wręcz skłonny odważnie stwierdzić, że od czasu Gladiatora Hansa Zimmera nie powstał żaden utwór w temacie ścieżek sandałowo-starożytnych, który potrafiłby tak kompletnie zahipnotyzować w trakcie słuchania. W tym przypadku, typowymi dla gatunku zawodzącymi wokalizami i rytmem perkusji, przypominającym marsz wielkiej armii. Przesłuchałem tego chyba z 200 razy w tym roku, serio.

 

Źródło zdj.: hitfix.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.