Nad życie

muz5751758
Pierwszy raz o Agacie Mróz usłyszałam w dniu jej śmierci. Nie czułam się winna. Nigdy nie interesowałam się zbytnio sportem, o siatkówce i polskiej w niej reprezentacji nie miałam bladego pojęcia, nie czułam się więc zupełnie w obowiązku kojarzenia jakichkolwiek nazwisk i związanych z nimi historii. Nie pamiętam, co dokładnie czułam po przeczytaniu nagłówka „Nie żyje Agata Mróz”, czy zastanawiałam się głębiej nad jej śmiercią, czy długo rozważałam koleje jej losu. Jedyne, co tkwi mi w głowie, to ówczesne zadumanie nad decyzją, którą podjęła. To „hm…”, którym w myślach skwitowałam wówczas jej walkę, towarzyszy mi także dziś, gdy po seansie filmu, opowiadającej jej historię, jakoś nie mogę wziąć się do konstruktywnej roboty i znaleźć sobie miejsca.
 

Historia, myślę, powszechnie już dziś znana. Słynna siatkarka, diament drużyny, musi odejść z reprezentacji z powodu choroby nowotworowej. W oczekiwaniu na szpik, zachodzi w ciążę i decyduje się urodzić dziecko mimo zagrożenia życia. Przegrywa.
 
Nie jest łatwo zrobić z takiej historii filmu. Źle. Nie jest łatwo zrobić z takiej historii filmu, który nie trąciłby patetycznością i ckliwością, nie bazował na tanich emocjach, nie próbował przeskoczyć prawdziwego życia. Tu rzecz ta nie tylko się udała, ale i udała się naprawdę dobrze. Plutecka-Mesjasz w jednym z wywiadów przyznała zresztą, że na którymś etapie researchu musiała się od tego wszystkiego po prostu oderwać, by dojść do wniosku, że nie może zrobić filmu o życiu Agaty Mróz, że trzeba zdecydować, co pokazać, co w tym krótkim, intensywnym życiu było najtrudniejsze, najbardziej zdumiewające i najpiękniejsze jednocześnie. To dlatego w „Nad życie” nie znajdziemy pasma zwycięskich starć siatkarek z rywalkami, to dlatego dojrzewanie związku z Jackiem wyda nam się aż nieprawdopodobnie sprawne i (też nieprawdopodobnie) szczęśliwe, to dlatego wreszcie wszystko, co działo się poza chorobą i walką o szczęśliwy poród, pozostanie dyskretnie do dyspozycji rodziny i przyjaciół Agaty Mróz.
 
To, co zauroczyło mnie w „Nad życie” najbardziej, to wcale nie historia – bo wciąż z dużym dystansem podchodzę do szafowania w kontekście Agaty Mróz hasłami bohaterstwa, heroiczności i miłości ponad wszystko, i wciąż nie wiem i tak naprawdę nie chcę wiedzieć, co bym zrobiła na jej miejscu – a sposób, w jaki została zinterpretowana. Niezwykła wrażliwość i jednocześnie trafność wyboru środków wyrazu w wykonaniu Mesjasz, Nowak i Zasowskiego (którzy odpowiedzialni byli za scenariusz) sprawiły, że film ogląda się nie tylko dla tej niezwykłej opowieści o – chyba można to tak ująć – życiu za życie, ale także dla nastroju, który często budowany pozawerbalnie, właśnie poprzez słowo jest niszczony. Tu wszystko – przepiękna muzyka, dyskretne światło, nienachalność kamery, zdjęcia mówiące więcej niż mogłoby powiedzieć słowo – jest na swoim miejscu, mówi swoim głosem, ale nie zagłusza tego, co najistotniejsze.
 
Podobnie aktorzy. Wbrew pozorom to nie jest film jednego aktora. Olga Bołądź, która – siłą rzeczy – pojawia się na ekranie najczęściej, nie dominuje w nieznośny sposób, typowy dla aktorów usiłujących być mocniejszymi niż postaci, w które się wcielają. Świetny Michał Żebrowski, który musiał zmierzyć się z rolą faceta żyjącego tuż obok i podpatrującego w dodatku jego grę, stoi silnie, gdy wymaga tego wątek, usuwa się dyskretnie w cień, gdy potrzeba zostawić miejsce dla innych. I trzecia z tych najważniejszych postać – Danuta Stenka – jak zawsze dyskretna, trochę wycofana, przede wszystkim przekonująca. Pozostali są pozostałymi, tymi, którym życie przypisało rolę tła, ważnego na – czasem dłuższą, czasem krótszą, ale tylko – chwilę.
 
Dyskretnie. To słowo pojawia się tu wielokrotnie nie bez przyczyny. Bo „Nad życie” jest filmem dyskretnym i tę cechę warto zaznaczyć, bo przecież cały czas chodzi o historię zupełnie pozbawioną kameralności, historię, która mogła zostać sztucznie nadmuchana i wyrządzić wiele krzywdy pamięci Agaty Mróz i jej rodzinie. Nie wiem, czy nie uczyniła; mam nadzieję, że nie. We mnie zostanie przede wszystkim jako zdumiewająca decyzja, którą nie sposób nigdzie zaklasyfikować, a jej filmowa realizacja dobrą, nieprzekraczającą granic przyzwoitości interpretacją.
 
Czy polecam? Tak.
 
Źródło zdj.: film.interia.pl

 

3 myśli nt. „Nad życie

    • Ja polecam obejrzeć ten film online na FilmMex.pl w całości i w bardzo dobrej jakości a co najważniejsze całkowicie za darmo i bez jakichkolwiek ograniczeń.
      Jak dla mnie film naprawdę godny polecenia i poświęcenia mu chwili wolnego czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.