Najlepsza muzyka filmowa 2016 roku

CctiflkW0AAiZrX

To już czwarta odsłona rankingu najlepszych utworów muzyki filmowej ubiegłego roku, który przygotowuję wraz z Damianem, autorem bloga Filmowe Konkret-Słowo. O tym, że muzyka jest jednym z najważniejszych elementów filmu, tworzących jego klimat, a niejednokrotnie będącym samodzielnym jego bohaterem, nie muszę nikogo z Was przekonywać. O jej sile świadczy z resztą doskonale coraz większa popularność tej gałęzi twórczości z pogranicza muzyki i filmu, rozpoznawalność najważniejszych tematów muzycznych w filmach każdego roku, a nade wszystko rosnąca świadomość muzyki filmowej jako oddzielnego od obrazu (u)tworu, który z powodzeniem można zażywać i czerpać ze spotkania z nim ogromną estetyczną, intelektualną i emocjonalną przyjemność.

 

W roku ubiegłym takich przyjemności doświadczaliśmy wielokrotnie, choć – muszę to podkreślić – rzadko w odniesieniu do całych ścieżek dźwiękowych do filmów. Tych naprawdę zapamiętywalnych, także przez widzów, którzy na muzykę w filmie zwracają uwagę rzadko i właśnie szczególnie wtedy, gdy ma swój niepowtarzalny charakter, było zaledwie kilka: esencjonalne Zwierzęta nocy Abla Korzeniowskiego, niepokojący Nowy początek Jóhann Jóhannssona oraz hipnotyzujący Neon Demon Cliffa Martineza (które, nawiasem mówiąc, łączy fakt, iż zostały kompletnie zignorowane w wyścigu oscarowym w kategorii original score). O wiele częściej z kina wychodziły z nami przewodnie tematy muzyczne filmów, jak choćby kapitalna, ponad 7-minutowa partytura Ennio Morricone do ostatniego filmu Quentina Tarantino, enigmatyczny powiew dzikości rodem ze Zjawy czy muzyczna ilustracja superbohaterskiego pojedynku Batmana i Supermana. Tylko tyle i aż tyle, bo to wspaniałe utwory, od których nie sposób się uwolnić.

 

Poniżej znajdziecie 10 utworów pochodzących z wydanych ścieżek dźwiękowych do filmów, które miały polską premierę w roku 2016, które naszym zdaniem zasługują na zauważenie i zapamiętanie. Oczywiście, z tradycyjnym, emocjonalnym (ja) i eksperckim (Damian) dwugłosem. Pod nimi jeszcze 5 inspiracji ode mnie – u Damiana znajdziecie nieco inny zestaw, zapraszam do sprawdzenia i posłuchania tutaj. Link do całej playlisty (poniższe utwory + kilkadziesiąt innych, wartych uwagi) znajdziecie na końcu wpisu. Miłego słuchania!

 

Najlepsze utwory muzyki filmowej 2016 roku:

(kolejność według daty premiery filmu; linki do utworów po kliknięciu w tytuł)

 

L’Ultima Diligenza di Red Rock” (Nienawistna ósemka) – Ennio Morricone

 

Klapserka: Wielki Morricone i wielki Tarantino. Czy taki duet mógł się nie udać? W kontekście całej ścieżki dźwiękowej – mam wątpliwości (już czuję to piorunujące spojrzenie Damiana:)). W odniesieniu jednak do tematu głównego Nienawistnej ósemki nie można odmówić obojgu panom intuicji. „L’Ultima Diligenza di Red Rock” to kwintesencja rozmachu muzycznego włoskiego kompozytora i gęstego, mrocznego klimatu filmów reżysera. Słucha się tego z rosnącym napięciem, a zapętlona melodia wraca jeszcze przez długi czas po seansie.

 

Szymalan: Tarantino pierwszy raz zdecydował się na oryginalną ścieżkę dźwiękową w swoim filmie i już pierwsze chwile spędzone z tym soundtrackiem uzasadniają z nawiązką tą decyzję. Ilustrujący intro najnowszej produkcji Quentina Tarantino utwór osiąga intensywność, którą absolutnie uzależnia podczas pierwszego seansu filmu. W dodatku całość daleka od klisz: western? Jaki western! Widz czuje się jak w samym środku ciężkiego thrillera już od otwierającej sceny.

 

Killing Hawk” (Zjawa) – Ryuichi Sakamoto, alva noto, Bryce Dessner

 

Klapserka: Zdumiewające, jak pięknie muzyka Sakamoto i s-ki gra w tym kameralnym, oszczędnym we wszelkie środki wyrazu filmie. Jest z nim spójna, ale jednocześnie broni się jako samodzieleny twór artystyczny, niosąc wraz ze swoimi brzmieniami mroczną tajemnicę i echo złowróżbnej zemsty. „Killing Hawk” to posępny, surowy temat oddający clou emocjonalnej warstwy Zjawy: uczucie przeraźliwego osamotnienia.

 

Szymalan: Najdoskonalsze muzyczne oddanie zimna w kinie od czasu Dziewczyny z tatuażem Reznora i Rossa. Z ścieżki dźwiękowej do Zjawy, tak jak i z samej Zjawy przewija się prymalność środków wyrazu – surowość, która przeszywa widza na wylot. Prostymi środkami uzyskuje się tu naprawdę świetne rezultaty.

 

Beautiful Lie” (Batman v Superman: Świt sprawiedliwości) – Hans Zimmer, Junkie XL

 

Klapserka: Zamaszysty, esencjonalny temat Hansa Zimmera skrzyżowany z nutą hamowanego szaleństwa jego ucznia, Toma Holkenborga, przyniósł utwór, który znakomicie oddaje pełną sprzeczności naturę konfliktu dwóch superbohaterów. Mocne, madmaxowe brzmienie z początku zostaje szybko stłamszone wręcz intymną, gradującą napięcie melodią, przeradzającą się w patetyczny dwugłos. Choć – czy ty też to czujesz? – chyba więcej w nim czerni niż koloru…:)

 

Szymalan: Zdecydowanie! Więcej tu czerni, a właściwie jest to idealny kawałek do podłożenia pod scenę pogrzebu. Utwór jest jednocześnie epicki (Snyder korzysta z panoramicznych ujęć w otwierającej scenie) ale bardzo mało agresywny, raczej stopniowo, ale pewnie osiągający swój emocjonalny cel. Fortepian tworzy magiczny nastrój, a trąbka w tle idealnie pasuje do typowego flow dla Hansa.

 

Night on the Yorktown” (Star Trek: W nieznane) – Michael Giacchino

 

Klapserka: Największa zaleta kochania się w muzyce filmowej? Zwariować na punkcie utworu z filmu, którego się nawet nie widziało. Największa wartość muzyki Michaela Giacchino do nowego Star Treka to właśnie jej unikalność i samodzielność. Ona opowiada historię i nie potrzebuje do tego obrazu. A co się dzieje, gdy przy tym wzruszającym brzmieniu postawimy scenę, którą ilustruje? Damian?

 

Szymalan: Potwierdzam;-) Scena dokowania statku USS Enterprise na Yorktown to jedna z najlepiej zilustrowanych muzycznie scen filmowych roku. Ciekawy utwór, bo zmieniający swój klimat tak szybko, jak zmienia się sytuacja głównych bohaterów: od bezpiecznej, pełnej przygodowych wrażeń sceny przelotu po co raz większy mrok i poczucie zagrożenia. To był rok Giacchino, ciężko ukryć.

 

Neon Demon” (Neon Demon) – Cliff Martinez

 

Szymalan: Inspirowany wyraźnie Vangelisem score do Neon Demon , zaczyna się utworem, który wgniótł mnie w fotel na sali kinowej. Puszczony pod napisy początkowe na cały regulator kawałek idealnie wpasowuje się w reżyserską strategię Refna – chwycić widza od razu od samego początku z zaskoczenia i zatopić go w jego neonowym, erotycznym klimacie.

 

Klapserka: Mówcie, co chcecie, ale Cliff Martinez to absolutny drone master. Jego hipnotyzująca, mroczna i złowieszcza ścieżka dźwiękowa do kontrowersyjnego filmu Refna jest dokładnie tym, na co czekałam: pełnokrwistą, soczystą porcją muzyki, która wprowadza na zupełnie nowe orbity kulturalnej kontemplacji.

 

Game On” (Nerve) – Rob Simonsen

 

Klapserka: Największe zaskoczenie roku. Elektronika w muzyce filmowej to, niestety, wciąż rzadkość, dlatego Robowi Simonsenowi należy się uznanie za odwagę i konsekwencję w serwowaniu rytmicznych, klubowych brzmień, które z powodzeniem mogłyby zastąpić niejedną popową imprezową playlistę.

 

Szymalan: Więcej elektroniki? Więcej elektroniki! Muzyka wprost idealna do filmu o wirtualnym świecie appek do grania w prawdziwym świecie – z jednej strony czytelnie spina stare z nowym (muzyka tego typu zawsze była ważnym elementem gier video – już od czasu gier na automaty Arcade), z drugiej nadaje temu filmowi szalonego tempa, które sprawia, że ten częściowo udany film nigdy nie jest nudny i cały czas trzyma w napięciu.

 

My Tamako, My Sookie” (Służąca) – Yeong-wook Jo

 

Szymalan: Mimalizm Phillipe’a Glassa spotyka melodramatyzm Alexandre Desplata w porywającym kawałku z koreańskiego thrillera, który okazał się jednym z najciekawszych premier filmowych tego roku. Jo Yeong-wook – trzeba koniecznie zapamiętać to nazwisko!

 

Klapserka: Służąca to bardzo figlarny, niejednoznaczny film. Muzyka do niego – wręcz przeciwnie. Ścieżka dźwiękowa ilustrująca historię Sook-he i Hidako wspaniale oddaje miłosnego ducha tej historii, akcentując kryjącą się w niej nostalgię, ale i nie pomijając burzy, przez którą przeszła. „My Tamako, My Sookie” – jeden z jej najważniejszych tematów – podkreśla z całą mocą, że w tej opowieści jest więcej akcji i emocji  niż w niejednej sensacji.

 

First Encounter” (Nowy początek) – Jóhann Jóhannsson

 

Klapserka: Frapujące, enigmatyczne, zatrważające i tak bardzo świeże i inne niż to, co znamy. Pierwsze spotkanie – z innością, przyszłością, prawdą. Elektryzujące.

 

Szymalan: Arcydziwny score Johaannssona to jedna z najbardziej oryginalnych partytur hollywoodzkich ostatnich lat. Zupełnie jak pierwsze 40 minut tego filmu – ten kawałek to jak powolne podnoszenie kurtyny przed pierwszym spotkaniem z czymś nowym. Daje poczucie niepewności – nagłe głośne wejścia wyrzucają słuchacza i widza w kinie z każdej możliwej orbity i wtrącają w poczucie niepewności. Jak nie przepadam za tym filmem, tak uwielbiam przeprawę przez ten ciężki OST.

 

Wayward Sisters” (Zwierzęta nocy) – Abel Korzeniowski

 

Szymalan: Jeszcze jeden utwór otwierający na naszej liście. Korzeniowski dostał trudną czołówkę, do zilustrowania, ale wybrnął moim zdaniem zarówno intelektualnie, jak i emocjonalnie. Wirtuozersko zagrany na skrzypcach, fortepianie i wiolonczeli utwór jest prawdziwą eksplozją emocji, celebracją piękna, sztuki i odwagi w tworzeniu, idealnie oddając to, co oglądamy w tym samym momencie na ekranie.

 

Klapserka: Gdyby któraś z obecnych tu ścieżek dźwiękowych miała pretendować do tronu, żadna nie miałaby z Nocturnal Animals szans. Ze swoim emocjonalnym rozmachem aż prosi się, by ją ukoronować i oddawać jej hołd. Pure passion. A scena, którą ilustruje utwór otwierający ścieżkę, to najpiękniejsze reżysersko-kompozytorskie mrugnięcie okiem do widza ever.

 

Jyn Erso & Hope Suite” (Łotr 1. Gwiezdne Wojny – historie) – Michael Giacchino

 

Klapserka: Jestem zdecydowanie fanką lirycznych partii ścieżek dźwiękowych do Gwiezdnych wojen i tym razem nie robię wyjątku. Przepiękna, zmysłowa melodia, w której prowadząca ją subtelność ustępuje momentami miejsca patosowi, bez szkody dla swojej wymowy. Piękna suita.

 

Szymalan: Koncertowa suite’a do kawałka znajdującego się 2 oczka wyżej na płycie – „Your Father Would Be Proud”. Dyżurny kompozytor wszystkich nerdów (Jurrasic World, filmy Pixara, Marvela, Planeta małp itd.) miał kilka tygodni na napisane ścieżki do najważniejszego blockbustera tego roku, ale podołał zadaniu. Kapitalny soundtrack: z jednej strony nie tak toporny i manieryczny jak wiele ścieżek Giaachino, z drugiej będący katalogiem wszystkich jego najsilniejszych stron (emocjonalna liryka jak w niniejszym kawałku, znakomita akcja, frapująca dramaturgia). Biorąc pod uwagę posępną końcówkę Łotra – muzyka idealnie nieprzedramatyzowuje sytuacji, a tylko podkreśla jej melancholię.

 

*

 

Alice” (Alicja po drugiej stronie lustra) – Danny Elfman

 

Nie jest tajemnicą, że za ostatnimi pracami kompozytora nie przepadam (uważam je za niedościgające jego potencjałowi), ale nie mogę nie przyznać, że udała się Elfmanowi muzycznie druga część Alicji w Krainie Czarów. Jest tu wszystko, czym czaruje ten śliczny film: duch przygody, dziecięcej beztroski i eksplorowania świata oraz wyobraźni, ale też magia tajemnicy i nuta nostalgii za czasem (nomen omen), który mija bezpowrotnie.

 

The Legend of Kai” (Kung-Fu Panda 3) – Hans Zimmer

 

Może i jest to motyw wtórny, może już ten przeradosny i wpadający w ucho temat słyszeliśmy, ale nie sposób nie wybić stopą jego rytmu i nie uśmiechnąć się na dźwięk jego brzmienia. Czysta radość.

 

End Credits” (Siedem minut po północy) – Fernando Velazquez

 

Finałowy utwór filmu, na który wybrałam się wyłącznie z powodu muzyki Velazqueza, w której zakochałam się najpierw, słuchając raz po razie w Spotify. Być może ten piękny, emocjonalny film poradziłby sobie świetnie i bez tej – mogącej śmiało funkcjonować jako odrębny, pełnowartościowy album – ścieżki, ale byłaby to, dla obu utworów, niepowetowana strata. Przepiękny temat.

 

Life Must Have It’s Mysteries” (Inferno) – Hans Zimmer

 

Inferno muzycznie bardzo mnie zaskoczyło. Wszyscy czekamy tak naprawdę najbardziej na efekty kolejnej współpracy Hansa Zimmera z Christopherem Nolanem (Dunkierka!), nie traktując poważnie prac kompozytora pomiędzy filmami reżysera, a zupełnie niesłusznie. Przemiłe są takie niespodzianki jak powyższy (i nie tylko ten) utwór ze ścieżki do trzeciej części Kodu Da Vinci, który wciąga bardziej niż akcja filmu i ma swój niepowtarzalny charakter. Well done, Hans’ team.

 

Lale’s Theme” (Mustang) – Warren Ellis

 

Bo to kolejny – po Służącej Yeong-wook Jo – dowód na to, że wielka muzyka filmowa to nie tylko Fabryka Snów i wysokobudżetowe produkcje, ale także kameralne, niezależne kino europejskie. Muzyka Ellisa do tureckiego Mustanga idzie krok w krok z dramaturgią wydarzeń przedstawionych w filmie, nie tracąc przy tym subtelności, świeżości i powiewu nostalgii.

 

Pełną playlistę znajdziecie tutaj (Spotify).

 

Źródło zdj.: blog.kexp.org

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.