Reżyserzy i ich muzy – cz. II. Robert Rodriguez, Kenneth Branagh, Tim Burton, Mike Leigh

Bonham_1836520i
Poznaliście już muzy Woody’ego Allena i Pedro Almodóvara (tutaj), przyszedł czas na kolejnych miłośników stałej współpracy zawodowej z aktorkami.

 

Robert Rodriguez i Salma Hayek (7 wspólnych filmów)

 

Rodriguez to istny człowiek renesansu. Swoje filmy nie tylko – jasna sprawa – reżyseruje, ale także opisuje (scenariusz), oprawia (zdjęcia), udźwiękowia, montuje i opracowuje dla nich, gdy trzeba, efekty specjalne. Nie zdziwiłabym się, gdyby też na własną rękę szukał do nich aktorów, posługując się tylko sobie znanymi kryteriami. Jakiekolwiek one jednak są, muszą być dobre, skoro to właśnie on, Robert Rodriguez, odkrył dla kina Salmę Hayek. Zaczęło się od niepozornego projektu telewizyjnego z Davidem Arquette, Johnem Hawkesem i Salmą w rolach głównych. Bardzo dobrze przyjęta historia zbuntowanego muzyka pomogła obojgu nieco się wybić, a przede wszystkim dała informację zwrotną o świetnej współpracy. To zadowolenie Roberta z Salmy przełożyło się bezpośrednio na obsadzanie ról w wielkim, kasowym i chyba najbardziej znanym filmie Rodrigueza – Desperado, gdzie Hayek dostała się fantastyczna rola ukochanej El Mariachi, Caroliny. Sukces filmu zaskoczył pewnie zarówno reżysera, jak i aktorkę – od tej chwili ich nazwiska nie znikną z mapy światowej kinematografii, a kolejne lata przyniosą pasmo zwycięstw na polu zawodowym. Po totalnie zwariowanym eksperymencie Rodrigueza i Tarantino Cztery pokoje, gdzie Salma Hayek zagrała epizodyczną rólkę w segmencie The Misbehavers, przyszedł czas na najbardziej zapamiętywalną scenę Hayek u Rodrigueza (mowa, oczywiście, o erotycznym tańcu aktorki w Od zmierzchu do świtu). Kolejny wspólny projekt – thriller Oni – z młodziutką obsadą o twarzach Elijaha Wooda i Josha Hartnetta, okazał się najmniej udanym filmem Rodrigueza od lat; nie zdziwi więc fakt, że rola Hayek pozostała tam zduszona i niemal niemożliwa do zauważenia. Zanim aktorka wróciła do roli Caroliny w kolejnej części przygód El Mariachi (Pewnego razu w Meksyku: Desperado 2), zaangażowała się jeszcze w trzecią odsłonę nietypowego jak na Rodrigueza projektu Mali agenci. Szkoda, że w kolejnych filmach reżysera (choćby w Sin City… czy Maczecie) miejsce dla meksykańskiej muzy się już nie znalazło…

 

Kenneth Branagh i Emma Thompson (6)

 Współpraca Branagha i Thompson w zakresie kinematografii jest niezwykle czytelną ilustracją ich związku. Oto jest rok 1987. On właśnie reżyseruje miniserial Koleje wojny, ona szuka pracy po zaledwie kilku gościnnych występach w serialach i jednej roli w pełnometrażowym, ale realizowanym na potrzeby małego ekranu filmie. Tam się poznają i tam najprawdopodobniej wybucha między nimi uczucie. Pobierają się 2 lata później, w międzyczasie pracując gorliwie nad serialem Thompson i pierwszym wielkim projektem reżyserskim Kennetha – Henrykiem V. Entuzjastyczne przyjęcie filmu zdaje się być przedłużeniem szczęścia młodych małżonków (premierę i ślub dzieliły zaledwie 3 miesiące), a widoki na przyszłość malują się w samych pozytywnych barwach. Umrzeć powtórnie i Przyjaciele Petera to dla obojga czas wytężonej pracy i prób udowodnienia Hollywood, że nominacje do Oscara i przychylność krytyków nie były przypadkiem. Zgromadziwszy imponującą obsadę, w 1993 roku Branagh reżyseruje Wiele hałasu o nic – komedię romantyczną, której fabuła (przyjaciele próbują wyswatać zagorzałych przeciwników małżeństwa – w tej roli występują właśnie Branagh i Thompson) gorzko prorokuje przyszłe wydarzenia. Małżeństwo zaczyna się sypać. Kryzys musi trwać 2 lata – w filmach, które w tym czasie powstały próżno szukać sympatycznej twarzy Emmy, która podobnie jak mąż, rzuca się w wir pracy (jest to zresztą bardzo dobry czas w jej karierze – występy w W imię ojca, Okruchach dniach, Juniorze i – już w ’95 – Rozważnej i romantycznej były nie tylko udane, ale i pamiętane przez długie lata). W 1995 roku para się rozwodzi, a ich współpraca – zdawałoby się – dobiega końca. 16 lat – tyle zajęło Kennethowi i Emmie wyleczenie dawnych urazów na tyle, by znów stanąć razem na planie zdjęciowym. Zajęci od 2003 roku nowymi związkami małżeńskimi (ich śluby odbyły się w przeciągu dwóch miesięcy), spotykają się ponownie w roku 2009 w Radiu na fali za sprawą Richarda Curtisa, reżysera filmu.

 

Tim Burton i Helena Bonham Carter (6)

Najbardziej znany, najchętniej oglądany, najmocniej temperamentny i ekstrawagancki duet damsko-męski w kinie i pewnie także w życiu, bo Tim i Helena – jak wiemy – od lat są parą także w życiu prywatnym. Jak do tego doszło? Zaczęło się od małpy… A właściwie szympansicy o imieniu Ari, którą w 2001 roku Helena zagrała w filmie Planeta małp. Podobno kiedy Tim pierwszy raz zobaczył Carter w domu jej brata, od razu wiedział, że chce ułożyć sobie z nią życie (choć „ułożyć” to w ich przypadku chyba zbyt duże słowo – oboje w cudowny zresztą sposób wymykają się wszelkim kategoriom). Helena Bonham Carter powiedziała kiedyś, że to, co jej partner kocha w niej najbardziej to jej mimika: „Mówi, że mam nadaktywne brwi i twarz, która z natury wyraża za dużo”. To, co najbardziej pociągnęło i pociąga reżysera w partnerce i swojej jedynej zawodowej muzie to – jak mawia – dziwność i straszność, jaką Helena potrafi wymalować na swojej twarzy, cechy, które jak żywo przypominają mu jego młodzieńcze sny, przerywane seansami kina grozy. Carter zupełnie to nie zraża i cieszy się, że w taki sposób działa na wyobraźnię swojego mistrza. Szczególnie, że okazji do stworzenia kreacji, z których oboje byliby dumni, miała niemało. U Burtona – już po sukcesie Planety małp – choćby w Dużej rybie w roli wiedźmy (a jakże) czy rewelacyjnym Sweeneyu Todd’zie: Demonicznym golibrodzie z Fleet Street, gdzie wcieliła się w postać upiornej karczmarki i wspólniczki tytuułowego golibrody. Jedynym „wytchnieniem” w tej plejadzie charakternych i ekstrawaganckich postaci był chyba Charlie i fabryka czekolady, bo już kolejne i ostatnie jak do tej pory wspólne filmy pary – Alicja w Krainie Czarów (Carter jako Czerwona Królowa) i Mroczne cienie (rola zwariowanej dr Hoffman) były z pewnością tak wyczerpujące, jak dobre. Podobno aktorka nie lubi oglądać filmów ze swoim udziałem, bo dopada ja wówczas smutna prawda, że nie udało jej się w roli „zwiać od samej siebie” (co od dzieciństwa jest jej cichym celem). Cóż, pozostaje życzyć, żeby ten cel – realizowany wspólnie z Timem Burtonem w tak cudowny sposób – nigdy nie został osiągnięty.

 

Mike Leigh i Lesley Manville (6)

Kto choć raz widział na ekranie Lesley Manville, ten wie, że inwestycja w nią nie może się nie opłacić. Mike Leigh pewnie czuł pismo nosem, ale aby intuicja przerodziła się w zaufanie, trzeba było długo czekać. Zaczęło się od drugoplanowej roli w Wysokich aspiracjach – filmie, który zwiastował wielki powrót reżysera, przez całe lata skupionego na twórczości teatralnej i telewizyjnej – i następnie głośnych Sekretach i kłamstwach. W obu przypadkach Manville pojawia się na drugim planie w rolach zupełnie niepozwalających na prawdziwy popis jej talentu. Nieco więcej możliwości otworzył aktorce Leigh przy projekcie Topsy-Turvy, jednak była to wciąż rola czyjejś partnerki – nic, czego po usunięciu scen, mogłoby w fabule zabraknąć. Idealna aktorka drugiego planu czy po prostu reżyser popadł w rutynę? Wszystko albo nic i Vera Drake nie dają jednoznacznej oceny, a trwała współpraca Leigha z Manville nie wróży nic spektakularnego. I wtedy przychodzi Kolejny rok i absolutnie obłędna rola Lesley. Wcielając się w postać Mary, poruszająco samotnej i nieco ekscentrycznej kobiety w średnim wieku, Manville udowadnia Leighowi i całemu kinu, że jest stworzona po to, by być bliżej kamery. Oby więcej takich ról i oby więcej takich inwestycji.

 
***
 

Znacie jeszcze inne duety damsko-męskie w kinie, reżyserów, którzy mają swoje muzy i są im wierni od lat? Podzielcie się, bardzo chętnie ze wszystkimi parami się zapoznam. A już niebawem odsłona męska zestawienia, czuwajcie:)

 

Źródło zdj.: telegraph.co.uk

 

 

7 myśli nt. „Reżyserzy i ich muzy – cz. II. Robert Rodriguez, Kenneth Branagh, Tim Burton, Mike Leigh

  1. Duet Carter – Burton jest wyśmienity, jednak moim ulubionym z wymienionych przez ciebie jest Branagh (do którego pałam nieprzemijającym uczuciem od kilku lat ;) – Thompson. Chemia w ich wspólnych filmach jest niesamowita, miło się to ogląda. Szkoda, że coś po drodze się popsuło, ale może bez tego nie stworzyliby kolejnych swoich dzieł? Osobno też ich uwielbiam :)

  2. Zapomniałam dodać, że w zestawieniu – jak i zresztą na całym blogu (z drobnymi wyjątkami) – skupiam się na współczesnym kinie:) Takim bardzo współczesnym, najczęściej od połowy lat 80. ub. wieku do dziś. Dlatego nie ma tu zupełnie weteranów reżyserii XX wieku:)

  3. Michelangelo Antonioni – Monica Vitti, Josef von Strenberg – Marlena Dietrich, Federico Fellini- Giulietta Masina, Russ Meyer – Tura Satana, Ingmar Bergmann – Liv Ullmann, Roger Vadim – Brigitte Bardot, Dario Argento – Daria Nicolodi, Andrzej Żuławski – Sophie Marceau, Rob Zombie – Sheri Moon Zombie, Aklexandre Bustillo & Julien Maury- Beatrice Dalle…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.