Twój Vincent [recenzja]

loving-vincent-film

Oryginalny pomysł na projekt i cierpliwość reżysera w walce o niego to dla mnie najcenniejsze wartości filmu. Doprowadzenie realizacji do końca, mimo częstej niewiary, a nawet kpin innych w stosunku do ciężkiej pracy i marzeń twórcy, wymaga niezwykłego samozaparcia, cierpliwości i pokory. To dlatego zawsze będę uważała Boyhooda za film niepowtarzalny, mimo iż fabularnie nie wyróżnia się niczym niezwykłym – poświęcenie 12 lat życia na film przedstawiający dorastanie bohatera, bez gwarancji (dla reżysera i aktorów), że ten odniesie jakikolwiek sukces, to rzecz niebywała i godna ogromnego szacunku. I to dlatego Twój Vincent zachwycił mnie tak bardzo, że o jego formie, ale też treści i pracy nad nim mogłabym mówić godzinami.

Czytaj dalej

Mały książę (2015)

petitprince3

Ekranizowanie klasyki literatury jest zawsze kłopotliwe. Oczekiwania widzów-czytelników, którzy w przypadku pozycji takiej rangi jak Mały książę siłą rzeczy stanowią pokaźną liczbę odbiorców, są ogromne i twórcy muszą się naprawdę porządnie namyślić, co i jak właściwie chcą przekazać. Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji wynik pracy może być jednoznacznie dobry lub zły. Tymczasem Mark Osborne, twórca najnowszej interpretacji baśni Antoine’a de Saint-Exupéry’ego, celuje w środek tej prostej zdawałoby się dychotomii, proponując konwencję opowieści w opowieści i w zaskakujący sposób łącząc klasykę z nowoczesnością.

Czytaj dalej

Frankenweenie (2012)

Frankenweenie
Na Frankenweenie czekałam niecierpliwie z dwóch powodów. Pierwszy to czysta ciekawość, jaka drogę wybierze Burton w procesie rozszerzania fabuły krótkometrażówki o Sparkym z 1984 roku. Nie miałam wątpliwości, że wizualnie film będzie zachwycający – technologia, do której mają dostęp współcześni filmowcy, daje ogromne możliwości w tworzeniu zarówno efektów specjalnych, jak i animacji, w tym także wskrzeszania bohaterów, którym do tej pory bliżej było do bajki niż komiksu. Co innego zaś fabuła – rozpisać 25-minutowy filmik na kilkaset scen (80 min), przeobrażając jednocześnie żywe postaci w bohaterów animowanych, to już większa sztuka.  Druga sprawa jest oczywista – po klęsce Mrocznych cieni wielu fanów Burtona – i ja wraz z nimi – pokładała w kolejnym filmie ogromne nadzieje, wierząc, że groteska z Deepem jako wampirem w roli głównej była tylko wypadkiem przy pracy, małą przerwą w kreowaniu pełnometrażowej historii o psie, który wcale nie jeździł koleją. Okazało się, że tylko jedna z tych kwestii zdołała się obronić. Ku mojemu zdziwieniu, nie była to ta pierwsza.
 
Czytaj dalej

Merida Waleczna

brave-movie-review_h
Święta to zdecydowanie zły czas na ostrzeżenia. Leniwie płynące świąteczne dni, masa pysznego jedzenia i rodzinna atmosfera aż się proszą o przyjemny, ciepły, mądry film, który spodoba się każdemu pokoleniu zacnej familii. Taki jak Merida Waleczna na przykład.
 
Czytaj dalej

Horton słyszy Ktosia

Film Horton Hears a Who
Nie wiem, dlaczego, ale bardzo często, gdy przychodzi mi obejrzeć film animowany, mam wątpliwości. Zapominam, że większość dzisiejszych animacji (a więc filmów animowanych na podstawie bajek i scenariuszy własnych) to albo tzw. bajki dla dorosłych (obraz dla dziecka, dialog – a w szczególności podteksty – dla starszych), albo także dla dorosłych. I niemal zawsze czeka mnie miła niespodzianka. Blokada znika, a ze mnie uwalniają się dwie odrębne istoty: dziecko, które żyje w beztroskim świecie fantazji i dorosły, świadomy wagi poruszanych kwestii. Zwykle więc produkcja leży i czeka, aż łaskawie zniżę się z piedestału dramatów, thrillerów i sensacji i odkopię w sobie dziecko. Tak było z Hortonem, który oczekiwał na moje „tak” niemal półtora roku. Dokładnie od czasu, gdy z zapałem słuchałam entuzjastycznej opinii mojej promotorki, która wraz ze swoją córką Hortona oglądała już kilkadziesiąt razy.
 
Czytaj dalej