Joy

22C-1-A-only.Sub_.02CC_R3-600x324

Okej, przyznam szczerze, że bardzo mnie niepokoiły pierwsze opinie o Joy. Film już na etapie zdjęć budził we mnie wewnętrzny sprzeciw, bo o, rany, serio, znów ta sama obsada w filmie tego samego reżysera i w ogóle Bradley i Jen razem po totalnej klapie, jaką była Serena? Później te zachwyty nad Lawrence i worek nominacji, które wyglądały jak wyróżnienia dla samych wyróżnień, bo to Jen, a Jen nominować trzeba, bo to zdolna dziewczyna. A potem cisza, bo okazało się, że film nie jest ani tak zabawny, jak Poradnik pozytywnego myślenia, ani te nominacje chyba niekoniecznie, i w ogóle słabe to wszystko jak na Russella. Brzmiało jak coś, co koniecznie trzeba zweryfikować. Z jakim rezultatem? Ani tak złym, jak mówią, ani tak dobrym, jak bym chciała.

Czytaj dalej

Spotlight

Spotlight

Gdy mówi się w kinie o sprawach wielkiej wagi, natury moralnej, kontrowersjach, trudno w stosunku do tematyki, którą film porusza pozostać obojętnym, i to bez względu na stronę, po której się znajdujemy (ideologicznie i fizycznie – jako twórca bądź odbiorca). O ile jednak my, widzowie, jesteśmy w komfortowej sytuacji obserwatora, którego sądy nie wykraczają poza dyskusje w gronie znajomych, o tyle reżyser takiego filmu zawsze wystawia się na ostrzał, który rodzi wątpliwości, czy aby na pewno potraktował materię fabularną rzetelnie. Szczególnie gdy idzie o rzecz tak powszechnie bulwersującą, a jednocześnie zamiataną pod dywan jak pedofilia w Kościele katolickim, która jest tematem Spotlight.

Czytaj dalej

Most szpiegów

rs_1024x683-151016083950-1024-tom-hanks-bridge-of-spies-movie-101615

W kinie, jak w życiu, gdy z kimś się dobrze dogadujesz, chętnie robisz z nim różne rzeczy. Jeśli łączą cię z nim aspiracje zawodowe, nic nie stoi na przeszkodzie, byście ze sobą współpracowali, kiedy tylko przyjdzie wam na to ochota. A gdy efekt tej współpracy przechodzi najśmielsze oczekiwania – wasze i publiczności – dlaczego by do niej co jakiś czas nie wracać? Tom Hanks coś na ten temat wie. Ze swoimi dwoma przyjaciółmi – Stevenem Spielbergiem i Ronem Howardem – zrealizował łącznie 11 produkcji, z których wszystkie, co do jednego, spotkały się z fantastycznym przyjęciem widzów. I teraz pytanie za sto punktów: czyja była to zasługa? Dobrej fabuły, reżyserii czy dobrego aktorstwa? Wszystkiego jednocześnie? A może przede wszystkim odpowiedniej osoby na pierwszym planie?

Czytaj dalej

Steve Jobs

63949

Biografia to niezwykle wdzięczny gatunek filmowy. Nie dość, że pozwala garściami czerpać z wyjątkowej tkanki, jaką było czyjeś nadzwyczajne życie, to jeszcze daje twórcom i aktorom szansę skorzystać z czyjejś sławy, a nade wszystko obrosłych wokół danej postaci emocji. Taki punkt wyjścia, jak się jednak okazuje, nie zawsze wystarczy, by stworzyć interesujący i atrakcyjny dla widza dramat. Jak bowiem opowiedzieć historię, by nie tylko ująć jej sedno, pokazać najważniejsze jej etapy, ale też w sposób pełny zaprezentować jej bohatera, sprawić, że odbiorca naprawdę przejmie się – w pozytywnym czy negatywnym znaczeniu – jego losem? Zapytajcie Danny’go Boyle’a i Aarona Sorkina. Oni wiedzą, jak to robić dobrze.

Czytaj dalej

11 minut

11minutDormer

Jest w 11 minutach Jerzego Skolimowskiego coś, co każe oglądać kolejne, rozsypane w czasie i przestrzeni kadry z uwagą i rosnącym napięciem mimo iż generują więcej pytań niż odpowiedzi. Coś, co sprawia, że gdy te już przychodzą, konsternują – jednych swoją oczywistością, innych symboliką, którą, jak chciał sam reżyser, interpretują przez pryzmat własnej wrażliwości. Przede wszystkim zaś jest w tym przedziwnym, zamkniętym w kokonie metafor filmie akcji coś, co nie pozostawia obojętnym, nawet jeśli opinie o nim lokują się po przeciwnych stronach balustrady.

Czytaj dalej

Chemia

z18945721Ofot-kadr-z-filmu-Chemia-materialy-promocyjne

Gdy pierwszy raz usłyszałam o Chemii pomyślałam, że to kolejna tvn-owska, ckliwa produkcja inspirowana prawdziwą historią, która bazuje na poruszającej, ale mającej wywołać tanie emocje historii. Ale Chemia nią nie była. A szkoda, bo może wtedy – choć pozbawiona większej wartości artystycznej – poruszyłaby w widzach jakiekolwiek wrażliwe struny.

Czytaj dalej

Młodość

Youth-La-giovinezza-3

Spotkanie z kinem Paolo Sorrentino jest dla mnie zawsze wielkim świętem. Aranżowane wyłącznie w jednym kinie, w bardzo świadomie dobranej porze i z pełną ufnością, że to, co zobaczę, zaspokoi mój apetyt na dobre kino i sprawi, że tuż po zakończeniu seansu będę chciała wrócić na miejsce i obejrzeć film jeszcze raz. Młodość – choć nie jest arcydziełem rangi Wielkiego piękna i od początku nie pretendowała do tego – dostarcza tego wszystkiego ze wspaniałą, włoską otwartością i hojnością.

Czytaj dalej

Do utraty sił

Pierwsza oczywistość jest taka, że filmy o bokserach zawsze ogląda się dobrze. Można sobie (jak ja) nie znosić bijących się do krwi ludzi, można nie rozumieć fenomenu tego sportu (znów ja), można wreszcie czuć całą mocą, że ring to nie wszystko i ważne, jeśli nie ważniejsze, jest to, co poza nim, i wymagać, by ta warstwa była skrojona jak należy, ale nie da się nie oglądać tego bez emocji i szybszego oddechu. Druga oczywistość jest taka, że są aktorzy, na których zawsze dobrze się patrzy. Jake Gyllenhaal i Rachel McAdams zdecydowanie należą do tej grupy. Te dwie oczywistości sprawiają, że Southpaw ogląda się dobrze. Co wcale nie znaczy, że to dobry film. Przynajmniej nie cały.

Czytaj dalej

Pan Turner

mr-turner-cannes-2014-2

Mike Leigh – jak nie od dziś wiecie – należy do reżyserów, których szczególnie cenię. Jego filmy mnie uspokajają, wyciszają, dystansują do swoich problemów, przypominają, jak piękna może być proza życia, codzienność, linearność ludzkiej egzystencji, zwyczajność człowieka. I choć najnowszy film brytyjskiego reżysera niezupełnie się w ten splot charakterystycznych cech jego stylu wpisuje, bo dotyczy postaci niezwykłej i niecodziennej, wpisanej w niedzisiejsze realia i wytwarzającej wokół siebie bardziej magiczną niż realistyczną atmosferę, to nadal ten sam Leigh. Nienachalny, prostolinijny, skromny, gloryfikujący życie – zarówno od jego tragicznej, jak i komicznej strony. A zazwyczaj – obu jednocześnie.

Czytaj dalej

Klucz do wieczności

Dobre pół roku przed polską premierą, jak nie wcześniej, zaczął być w kinach promowany Klucz do wieczności. Dziesiątki spotkań ze zwiastunem wywołały wrażenie, że wiedziałam o filmie już właściwie wszystko. Choć tak naprawdę wystarczyłoby i jedno – fabuła filmu jest tak banalna i przewidywalna, że poświęcenie nawet tych trzech minut na zapoznanie się z jego pigułką w postaci trailera to i tak wystarczająco, by żałować straconego czasu.

Czytaj dalej

Idol (Danny Collins)

Istnieje wiele teorii montowania zwiastunów filmowych. Najpopularniejsze kondensują najważniejsze wątki filmu, okraszając je jedną z zabawniejszych lub – przeciwnie – bardziej dramatycznych scen. Inne pakują trailer takimi scenami o wysokim ładunku emocjonalnym po brzegi, dając widzom właściwie cały film na tacy, w pigułce i bez konieczności wychodzenia do kina. Są zwiastuny hołdujące minimalizmowi, prezentujące fragment jednej, wybranej sceny z filmu, często intrygujące, czasem jednak zupełnie niezrozumiałe. I są takie zwiastuny, jak ten do Idola właśnie, gdzie nic, zupełnie nic widza do obejrzenia nie zachęca ani… nie zniechęca. Po tak nijakiej zapowiedzi na film trafiasz właściwie tylko przypadkiem. I jak to z przypadkami bywa, rzadko są zwykłymi zbiegami okolicznościami, bo film okazuje się nie tylko dobry, ale i bardzo przyjemny.

Czytaj dalej

Twarz anioła

Ktokolwiek słyszał o sprawie Amandy Knox pewnie ucieszył się na wieść o filmie, który miał powstać na podstawie tej gorącej medialnie historii. Zagadkowe morderstwo, chaotyczne śledztwo, niezwykle atrakcyjna podejrzana, w tle seks, narkotyki i imprezy w wydaniu południowym (rzecz działa się we Włoszech), a we wszystko zaangażowane aż trzy wymiary sprawiedliwości (włoski, amerykański i brytyjski) – to zdecydowanie świetny materiał na scenariusz. I byłby z tego także znakomity thriller, pod warunkiem, że jego zrealizowanie BBC powierzyłoby komuś pokroju Davida Finchera. Michaelowi Winterbottomowi bowiem rzecz się po prostu nie udała.

Czytaj dalej

Złota dama

Jak bardzo trzeba być (nie)zdolnym, by z szalenie ciekawego, wręcz hipnotyzującego bohatera uczynić jedną z najnudniejszych postaci w historii kina? Zapytajcie Simona Curtisa – ma w tym wprawę. Po nieudolnej próbie przedstawienia złożonej i arcyinteresującej przecież osobowości Marilyn Monroe (Mój tydzień z Marilyn) postanowił opowiedzieć historię Marii Altmann, austriackiej imigrantki, która wypowiedziała wojnę rządowi Austrii, by odebrać swoją własność – ich narodową Mona Lisę, czyli obraz Gustava Klimta, portretujący ukochaną ciotkę Marii. Brzmi intrygująco? Brzmi. U Curtisa intrygujące jest wszystko… poza tym.

Czytaj dalej

Timbuktu

Zupełnie mnie nie przejął ten tytuł, gdy z zaskoczeniem usłyszałam go podczas ogłoszenia nominacji oscarowych. Wydał mi się zbyt egzotyczny i zbyt mało wypromowany, by ścigać się z takimi filmami jak Lewiatan czy Ida. Ale gdy potem, oglądając ceremonię rozdania Cezarów, obserwowałam, jak niesamowicie skromny i mądry Abderrahmane Sissako ze wzruszeniem odbiera kolejną już statuetkę dla swojego filmu, zaciekawiłam się. Przedpremierowy seans Timbuktu w Kinie Pod Baranami, zorganizowany w ramach festiwalu AfryKamera, przyciągnął tłumy. Nic dziwnego – Timbuktu zachwyca formą, przeraża i jednocześnie bawi treścią, nade wszystko zaś wprowadza w wyjątkowy klimat egzotycznej kultury, której – mimo rozgrywających się tam dramatów – nie chce się opuszczać.

Czytaj dalej

Bridgend

To, co w festiwalowych filmach niezależnych lubię najbardziej, to moment, gdy z absolutnie znikomą wiedzą o tym, co obejrzę, zasiadam przed ekranem. Znając wyłącznie tytuł i lakoniczny opis, przygotowany przez organizatorów festiwalu, nie mam pojęcia, czego się spodziewać, o czym tak naprawdę będzie ten film, jaki będzie jego klimat, w jaką atmosferę mnie wprowadzi, jakie odczucia wywoła, czy poruszy, zostanie we mnie, oddziała. Bywa różnie, ale to, czego czasem doświadczam, przechodzi najśmielsze wyobrażenia. Bridgend było właśnie takim doświadczeniem.

Czytaj dalej

Magical Girl

Mocne filmowe uderzenia, choćbyśmy nie wiem jak chcieli, nie zdarzają się w kinie często. Filmy nas poruszają, skłaniają do myślenia, zostają z nami na krótszy bądź dłuższy czas, ale tylko niewiele z nich wpada do naszych żyć jak tsunami i burzy całą, misternie budowaną harmonię i poczucie bezpieczeństwa. To z jednej strony potworne uczucie, bo wiąże się z wrażeniem ogromnej pustki i falą depresyjnego pesymizmu, z drugiej jednak taki niewygodny seans to olbrzymia wartość dla naszego rozwoju – poznawczego, intelektualnego, emocjonalnego. W moim filmowym doświadczeniu taką psychiczną pustkę wywołało tylko kilka tytułów, m.in. Requiem dla snu Aronofsky’egoFunny Games Hanekego czy Kieł Lanthimosa. Podczas tegorocznego PKO OFF Camera dołączyły do niego aż dwa filmy, w tym właśnie biorący udział w Konkursie Głównym Magical Girl.

Czytaj dalej

Still Alice

elmn5ct1_niryfc

Nie miała dr Alice Howland szczęścia w polskich kinach. Aż do końca lutego, mimo wyraźnych znaków, że film jest wart uwagi i doceniany przez wszelkie gremia, żaden polski dystrybutor filmem się nie zainteresował. Dopiero stanowiący wisienkę na torcie z dotychczasowymi statuetkami Oscar dla Julianne Moore za pierwszoplanową rolę sprawił, że Still Alice mogliśmy zobaczyć na dużym ekranie. Wciąż nie wszędzie, bo dystrybucja została bardzo ograniczona, ale dobre i to. Tym bardziej, że film – jak można było się spodziewać – okazał się bardzo dobry.

Czytaj dalej

System (Child 44)

Aktorzy, których lubimy, są dobrą wskazówką w wyborze filmu z aktualnego repertuaru. Nie dotarłabym pewnie na System, gdyby nie Tom Hardy, choćby zachwalały film trzy Agnieszki Grochowskie. Oczywiście, że i tu zdarzają się pułapki – w końcu nasi ulubieni aktorzy mają na koncie także wpadki, filmy słabsze, o których nie lubimy mówić, ale w tym przypadku odetchnęłam z ulgą. System to naprawdę niezły film, w dodatku oferujący coś dużo więcej niż tylko kolejną świetną rolę Hardy’ego. Co takiego?

Czytaj dalej

Night Moves

night-moves

Terroryzm – jak wiele zjawisk współczesnego świata – jest nośnym tematem w kinie. Większość podejmujących go filmów dotyczy terroryzmu politycznego, bliskowschodniego, który wydaje się być największym zagrożeniem w bliższej perspektywie. O tym mówi główny nurt w kinie, a co na to kino offowe? Jak zwykle idzie swoją drogą, podejmując tematy przez mainstream omijane lub traktowane po macoszemu. Ekoterroryzm – bo o nim mowa – dziś wciąż owiany jest mgiełką tajemnicy i, niestety, także lekceważenia. Tak jakby hasło „bronimy planetę przed destrukcyjnymi działaniami człowieka” nie znaczyło wprost: „nawet jeśli jedno z nich miałoby zginąć”. A ono właśnie jest punktem wyjścia filmu niezależnej, amerykańskiej reżyserki, Night Moves.
Czytaj dalej

Gloria (2013)

maxresdefault

Dojrzałe kino, a właściwie kino o dojrzałych, z dojrzałymi, przeżywającymi jesień swojego życia bohaterami w roli głównej, nie wprasza się do kinowego repertuaru zbyt często. Płynie gdzieś obok głównego nurtu, nie roszcząc sobie żadnych praw ani do mainstreamu, ani do kina niezależnego, jak jego bohaterowie ze spokojem i delikatnym, pobłażliwym uśmiechem spoglądając na to, co duże, głośne i kolorowe, a przecież nie mniej istotne od ich dramatów. I radości, bo pisząc o filmie chilijskiego reżysera nie sposób o niej nie wspomnieć i się nie uśmiechnąć.

Czytaj dalej