Nowy początek

arrival_film

Nie pierwszy i nie ostatni raz kino zachwyca się Denisem Villeneuve, kanadyjskim reżyserem, który w Hollywood aktywny jest od zaledwie sześciu lat. Poczynając od zatrważającego Pogorzeliska, przez świetnie przyjęte intrygujące i ponure thrillery Labirynt Wróg, aż po ubiegłoroczne, doskonałe Sicario, którym zaskarbił sobie sympatię licznych przyznających nagrody filmowe gremiów, reżyser udowadnia, że nie znalazł się po drugiej stronie kamery przypadkiem. Jego kino jest kinem świeżym, kinem frapującym, odważnym, ale jednocześnie skromnym i kameralnym. Nawet, gdy za temat obiera sobie tak gigantyczne problemy jak idea czasu i istnienie życia pozaziemskiego.

Czytaj dalej

Do utraty sił

Pierwsza oczywistość jest taka, że filmy o bokserach zawsze ogląda się dobrze. Można sobie (jak ja) nie znosić bijących się do krwi ludzi, można nie rozumieć fenomenu tego sportu (znów ja), można wreszcie czuć całą mocą, że ring to nie wszystko i ważne, jeśli nie ważniejsze, jest to, co poza nim, i wymagać, by ta warstwa była skrojona jak należy, ale nie da się nie oglądać tego bez emocji i szybszego oddechu. Druga oczywistość jest taka, że są aktorzy, na których zawsze dobrze się patrzy. Jake Gyllenhaal i Rachel McAdams zdecydowanie należą do tej grupy. Te dwie oczywistości sprawiają, że Southpaw ogląda się dobrze. Co wcale nie znaczy, że to dobry film. Przynajmniej nie cały.

Czytaj dalej

Kamerdyner

the-butler-movie

Każdy kraj popełnia grzechy, z których musi się wyspowiadać. To sprawy najwyższej wagi, z których rozliczanie się trwa dekady. Dla nas taką dziedziczoną z pokolenia na pokolenie niewygodą jest okres powojenny, dla Amerykanów – niewolnictwo i rasizm, który odbija im się czkawką do dnia dzisiejszego, mimo że na ich tronie zasiada nie kto inny jak czarnoskóry władca. Kamerdyner to 120-minutowa podróż w głąb gorzkiej historii Afroamerykanów, przez dekady walczących o prawo do godnego życia w „cywilizowanym” kraju.
 
Czytaj dalej