Hobbit: Bitwa Pięciu Armii

hobbit2

Wszyscy tak strasznie narzekamy na pierwsze i drugie części podzielonych fabuł, że niemal zupełnie zatracamy radość oczekiwania na ich finał. A gdy przygoda się kończy, żałujemy i cicho przyznajemy, że było warto, że w sumie to nic, że oni to wszysko tylko dla kasy, że przeżywać trzy lata pod rząd takie seanse, to jednak świetna sprawa. Dokładnie tak poczuje się większość z Was, gdy za tydzień ujrzy napisy końcowe Hobbita: Bitwy Pięciu Armii – ostatniej części drugiej trylogii Petera Jacksona, która wspaniale spaja wszystkie części wyprawy krasnoludów i łączy je z największym dziełem reżysera, Władcą Pierścieni.

Czytaj dalej

Hobbit: Pustkowie Smauga

unnamed

Mówi się, że środkowe części trylogii mają niełatwe życie. Obarczone ogromnymi, podrasowanymi przez dobre wrażenie, jakie pozostawił poprzednik, nadziejami, dźwigające spore wyzwanie, jakim jest spojenie początku i końca, usiłujące dać coś niemożliwego: zaspokoić apetyt i jednocześnie nie nasycić. Muszyński twierdzi, że to klątwa. Może. Jeśli jednak ktoś stawia jej czoła z takim wdziękiem, jak Jackson, to nie ma powodów do obaw. Śródziemie wciąż ma się wspaniale.

 

Czytaj dalej

Atlas chmur

CloudAtlas1
Od seansu minęły godziny, a ja wciąż nie mogę przestać przebierać palcami nad klawiaturą i pozwolić wybrzmieć temu, z czym się gryzę i czym sprawię niektórym – jak myślę – trochę przykrości. A wybrzmieć powinno rozczarowanie, bo Atlas chmur nie okazał się tak zjawiskowy, jak zapowiadano, ani tak epicki, jak obiecywano. To film zrealizowany z szalonym rozmachem, będący wielowymiarową hybrydą gatunkową i mozaiką historii, niosący  odważne, bo holistyczne spojrzenie na człowieka i jego kondycję na przestrzeni setek lat, w której jednak zabrakło jednej, małej, ale niezwykle istotnej rzeczy: nieuchwytnego i cudownego w smaku wrażenia, które chwyta za serce, zapiera dech i zapala oczy ogniem zdumienia, fascynacji i podziwu.
 
Czytaj dalej