Jane Eyre (2011)

Jane_Eyre_2011_7.jpg.728x520_q85

Filmy kostiumowe może i nie są moim ulubionym gatunkiem i może też jakoś często ich nie wybieram, ale zawsze szanuję i oglądam uważnie. Zresztą, nieraz przecież wydawało mi się, że w całym komplikowaniu sobie życia przez bohaterki takich filmów, jest jakiś urok, że to wszystko jest w pewnym sensie pociągające, wdzięczne, takie naiwne, a przy tym przecież śmiertelnie poważne. Jane Eyre przyniosła nową refleksję na temat tego typu filmów: z ładnej historii, ubranej w piękne stroje i osadzonej w malowniczych rejonach historii i geografii, można uczynić nieprzeżuwalny gniot. Taki, co to ogląda się na 4 razy, a i tak wyje się z nudów.
 
Czytaj dalej

Człowiek na krawędzi

Man on a ledge
Polska premiera jeden dzień po światowej – nie do wiary, co? Człowiek na krawędzi nie był moim celem w fantastycznie zapowiadającym się filmowo lutym (Idy marcowe, Róża, Mój tydzień z Marilyn, Hugo i jego wynalazek, Żelazna dama, Big love, Spadkobiercy, Artysta, Wstyd), kiedy to niechybnie zbankrutuję. Ale jako że wpadła okazja – mój kochany mąż znów się postarzał, za co życzyć mu z tego miejsca pragnę, oczywiście, jak najlepiej, dziękując za wsparcie w prowadzeniu bloga i wierne czytanie każdego nędznego wpisu – skorzystaliśmy. Wrażenia? Mieszane.
 
Czytaj dalej