Everest

everest-nuova-featurette-sull-avventuroso-set-del-film-v3-228962-1280x720

Przenoszenie na ekran prawdziwych historii to zazwyczaj obranie jednego z dwóch kierunków: idealizowania bądź odmitologizowania jej bohaterów. Rzadko zdarza się, że twórcy udaje się postać odbrązowić zachowując wszelkie znamiona prawdopodobieństwa. Bohater bywa więc człowiekiem, ale tak heroicznym, że niemal świętym. W drugą stronę działa to analogicznie: tak bardzo jest człowiekiem, że w jego (nędzne) człowieczeństwo po prostu trudno uwierzyć. Twórcom Everestu udało się wymanewrować swoją fabułę tak, by w żadną z tych stron nie skręcała zbyt ostro, przedstawiając ludzi z krwi i kości, tak samo rozsądnych, jak naiwnych, w równym stopniu odważnych, co zniewolonych własnymi pragnieniami.

Czytaj dalej

Gra tajemnic

Niewiele widziałam ostatnio filmów, w których istniałby tak duży rozdźwięk między samym filmem i sposobem prowadzenia fabuły a głównym bohaterem – jego konstrukcją i interpretacją wcielającego się weń aktora. Na rzecz tego drugiego, jasna sprawa. Grę tajemnic ogląda się dobrze i z innym składem pewnie nadal byłaby ciekawym filmem, ale to Benedict Cumberbatch nadaje mu ikry, której tu ewidentnie brakuje. Co nie zmienia faktu, że to wciąż całkiem udany film.

Czytaj dalej

Zeszłej nocy

last_night01

Działo się to wczesną wiosną. Wracałam z Lublina do Krakowa. Nocny autobus, trasa przez pół Polski, sto lat w podróży – bez notebooka nie dało się tego przetrwać o zdrowych zmysłach. Film włączyłam przypadkiem, zupełnie nie wiedząc, co to i z kim to, ufając siostrze, która wcisnęła mi kiedyś ten tytuł z jednym zdaniem: „Obejrzyj, po prostu obejrzyj”. Obejrzałam. Z zapartym tchem, mimo że akcji tam tyle, co kot napłakał, a cała historia obejmuje zaledwie cztery osoby. A zakończenie rozłożyło mnie na łopatki.

 
Czytaj dalej

Przyjaciel do końca świata

"Seeking A Friend For The End Of The World"
Co byście zrobili, gdybyście się dowiedzieli, że za trzy tygodnie będzie koniec świata? Tak chciałam rozpocząć swoje rozważania, gdy nagle zorientowałam się, że – sic! – za trzy tygodnie z okładem to naprawdę ma się zdarzyć. Wprawdzie sprawcami zamieszania są Bogu ducha winni Majowie, a nie asteroida rodem z Armageddonu, której tym razem nie zatrzymała ekipa Bruce’a, ale zawsze. No nic. Abstrahując od naszego własnego 21 grudnia, zapytam raz jeszcze: co byście zrobili z tą wiedzą? jak byście się zachowali? co pomyśleli? jak żyli? Przed takimi pytaniami stanęli bohaterowie debiutu reżyserskiego Lorene Scafarii – debiutu niezwykle zaskakującego i bardzo udanego, który zostawił daleko w tyle wszystko to, co kino próbowało o końcu świata mądrze (i niezbyt udanie) powiedzieć. 
 
Czytaj dalej