Prosta historia o morderstwie

prosta-historia-o-morderstwie

Przepis na dobry polski kryminał? Unikać rozgłosu i wielkiego marketingu. Prosta historia o morderstwie weszła do kin po cichu. Ukryła się w cieniu triumfującej w Gdyni Ostatniej rodziny (recenzja tutaj) i wyczekanego Wołynia (tu) i postanowiła nie wojować nazwiskiem swojego twórcy – wziętego aktora, dopiero co wychwalanego za rolę w aż dwóch prezentowanych na festiwalu w Gdyni filmach – Wołyniu właśnie oraz kryminale Jestem mordercą. To ciekawe, że właśnie ten ostatni film, w którym Arkadiusz Jakubik zagrał oskarżonego o seryjne morderstwa na kobietach mężczyznę, nazywanego Wampirem z Zagłębia, powstał niejako na marginesie prac aktora nad własnym filmem, a popularnością zdecydowanie go przebił (w Gdyni został przyjęty z entuzjazmem, o czym świadczą aż trzy zdobyte tam nagrody i mnóstwo pochlebnych recenzji). Mnie, jak wiecie, film Pieprzycy nie oczarował, co z przyjemnością mogą powiedzieć o historii Jakubika. Istotnie, prostej i istotnie o morderstwie, ale jak przy tym złożonej i dobrej!

Czytaj dalej

Impersonalni (Person of Interest) – czy warto oglądać?

Nie podążam za aktualnymi serialowymi trendami. To już stare dzieje, gdy człowiek miał czas pilnować, by z tygodnia na tydzień oglądać kolejny odcinek ulubionej produkcji małego ekranu. U mnie skończyły się gdzieś na wysokości Gotowych na wszystko, Dr. House’aPlotkary, które faktycznie śledziłam na bieżąco. Dziś seriale oglądam na wstecznym, odgrzewając całe sezony, złoszcząc się sama na siebie, że dopiero teraz po nie sięgnęłam i jednocześnie ciesząc, że nie muszę wyglądać kolejnego odcinka tydzień, miesiąc czy nawet rok, bo już czeka sobie spokojnie w kolejce z kilkunastoma kolejnymi. Ale że do Impersonalnych dotarłam dopiero w tym roku to sobie chyba nigdy nie wybaczę.

Czytaj dalej

Sicario

s_d040_10409

Nowy film Denisa Villeneuve’a, twórcy intrygującego Labiryntu i bardzo niejednoznacznego Wroga, to gęste, ponure i wyraziste kino. Kanadyjski reżyser jest w opowiadaniu historii konsekwentny i precyzyjny – w Sicario można odnaleźć wiele elementów znanych z jego poprzednich projektów i cenionych zarówno przez widzów, jak i krytyków. Największą jednak zaletą jego stylu jest przekuwanie potencjalnych słabych punktów filmu w jego mocne strony. Tak mocne, że po seansie trudno uwolnić się od wrażenia, które po sobie zostawiły.

Czytaj dalej

Ziarno prawdy

ziarno prawdy

Odbiorca filmu nakręconego na podstawie powieści, który ową lekturę ma za sobą, jest trudnym widzem. Ma olbrzymie wymagania co do scenariusza, sposobu prowadzenia akcji, interpretacji bohaterów, obsady, a podczas seansu doszukuje się najmniejszych uchybień. Gdy w grę wchodzi kryminał, można już śmiało powiedzieć, że taki widz to utrapienie reżysera. Nie dość, że robi wszystko to, co wyżej, to jeszcze nie interesuje go zagadka, bo zna jej rozwiązanie i wie to, co w kryminale jest najlepsze: kim jest morderca. Przed Ziarnem prawdy byłam takim właśnie widzem.

Czytaj dalej

Jeziorak

Myślę i myślę, co by tu napisać o tym Jezioraku i mam w głowie pustkę. Taką samą, z jaką wyszłam z kina po seansie, podczas którego studiowanie z uwagą procesu rozwiązywania kryminalnej zagadki przeplatało się ze znużeniem. Dziś – po kilku dniach od tego momentu – wciąż zastanawiam się, czy ten stan ospałego odrętwienia nie był celowym zabiegiem reżysera, lokującego akcję swojej historii w miejscu, które swą mroczną, tajemniczą i przygnębiającą atmosferą odurza jak najlepszy narkotyk. Bo Jeziorak siedzi we mnie uparcie i świetnie broniąc się przed jakimikolwiek zarzutami, po prostu przekonuje.

Czytaj dalej

Służby specjalne

0003E3SEJPYQRN2A-C303

Filmy polityczne nie należą do łatwych w odbiorze. Zwykle przesiąknięte odniesieniami do rzeczywistości politycznej są dla wielu zbyt hermetyczne lub – przeciwnie – zbyt oczywiste, by zająć, zainteresować. Nie potrafią oprzeć się pokusie dosłowności, podają gotowe rozwiązania, zapominając, że nie każdy widz ogląda filmy z podejściem zdroworozsądkowym. Pretendując do miana kontrowersyjnych, kultywują teorie spiskowe i wyciągają wszystkie możliwe brudy, robiąc w temacie jeszcze większy bałagan niż sam przedmiot fabuły. Służby specjalne Patryka Vegi nie wyłamują się poza ten schemat ani na milimetr.

Czytaj dalej

Hipnotyzer

Erik (Mikael Persbrandt), Simone (Lena Olin)
Mam problem z tym Hallströmem. Tak się składa, że widziałam całkiem sporo jego filmów i choć na kolejne nie czekam i trafiam na nie trochę przypadkiem, nie mogę się wciąż nadziwić, jak bardzo nierówna jest ta jego twórczość. Było objawienie (Co gryzie Gilberta Grape’a?), były słabizny, które dało się przełknąć tylko ze względu na obsadę (Niedokończone życie), były filmy całkiem niezłe (Czekolada, Mój przyjaciel Hachiko), a potem takie, które niewiele sobą reprezentują, ale ogląda się je dobrze (romansidła Wciąż ją kocham, Połów szczęścia w Jemenie). I nagle ten nieszczęsny Hipnotyzer – film, zapowiadający mistrzowski poziom szwedzkich thrillerów, który okazał się arcynudną, miałką historyjką.
 
Czytaj dalej

Sztanga i cash

PainGain1-1024x605

Po takich filmach jak Sztanga i cash mam ogromną pokusę, by nic nie pisać, nie odzywać się, nie przyznawać, że straciłam dwie godziny cennego życia na taki chłam, zapomnieć. A potem sobie myślę o Was: że komuś z Was może tak jak mi przyjść do głowy, by wybrać się na ten film, poświęcić czas i pieniądze, bo przecież to Bay. Jakkolwiek wspominanie tego seansu sprawia mi ogromną przykrość, mam poczucie, że muszę Was przed nim ochronić. Nawet, jeśli totalnie Was to nie obchodzi. Misja społeczna czas start.
 
Czytaj dalej

Trans

013-TRANCE-PS.tif

Miałam nosa. Od samego początku, odkąd dowiedziałam się, że do polskich kin wchodzi nowy film Boyle’a, czułam, że historia znów się powtórzy. Że znowu będzie głośno, że kolejny raz wszyscy będą z pietyzmem w głosie wyzywać to nazwisko, że ponownie zacznie się wspominanie, jakimi dobrymi filmami były Slumdog i 127 godzin. I że nie będę brała w tej dyskusji udziału. Powód? Boyle mnie nie zachwyca. Oczywiście, skłamałabym mówiąc, że Slumdoga oglądało mi się źle (bo to w gruncie rzeczy wciągająca, choć totalnie odrealniona i nietrzymająca się momentami kupy, historia), a w 127 godzinach nie zobaczyłam zalet czysto technicznych. Jestem też chyba jedyną osobą na świecie, która lubi Niebiańską plażę (choć cały czas jeszcze podejrzewam, że w grę tu wchodzi olbrzymia sympatia do Leo). Z całym szacunkiem do Boyle’a i jego warsztatu: szanuję, ale nie kupuję. Trans tylko mnie w tej decyzji utwierdził.

Czytaj dalej

Tylko Bóg wybacza

secventa_din_only_god_forgives

Na film zmiażdżonego w Cannes Refna wybierałam się właściwie tylko w jednym celu: żeby posłuchać Cliffa Martineza, oszałamiającego klimatycznymi, cmentarnymi brzmieniami już na poziomie zwiastunów. Nie jestem specjalną wielbicielką Refna, Drive mnie nie zachwycił jak wielu (choć się spodobał), a Bronsona uważam za jeden z najciężej przyswajalnych filmów, jakie widziałam w ciągu ostatnich lat. Krótko mówiąc, gdyby nie Martinez, którego uważam za jednego z najciekawszych współczesnych kompozytorów muzyki filmowej, Tylko Bóg wybacza, przeszedłby pewnie w moim życiu bez echa. Echo było, głównie wprawdzie w kinie, do którego na „nowego Refna” udały się aż dwie osoby (i to łącznie ze mną), ale – wbrew fatalnym recenzjom – Only God Forgives to całkiem niezły film. Już tłumaczę.
 
Czytaj dalej

Gangster (2012)

lawless-2012-still07
Gangster od początku elektryzował mnie przede wszystkim obsadą. Uwielbiam, gdy hollywoodzka kuchnia pichci smakowicie zapowiadającą się fabularnie potrawę, w której głównymi składnikami są uwielbiane przeze mnie smaki. W przypadku dania Hillcoata ślinka pociekła mi na dwa z nich. Pierwszy to prawdziwy afrodyzjak: ekskluzywny, tajemniczy, męski, niedostępny, ergo bardzo pociągający. To Hardy. Drugi jest słodki, doskonały, pełny i nieprzewidywalny jak wyciągana z bombonierki czekoladka – nie wiesz, na jakie nadzienie trafisz tym razem, ale masz pewność, że każde zaspokoi twój apetyt i okaże się wart swojej ceny. To Chastain. Nie musiałabym nawet jeść, żeby Gangster w ich wykonaniu zdobył mnie dla siebie samym zapachem dobrego aktorstwa i przyznaję, że trudno w obliczu takiego wyznania zdobyć się na obiektywność. Trudno, ale nie niemożliwie, bo Cave pozostawił w swojej historii wystarczająco dużo, by było o czym dyskutować i, z drugiej strony, wystarczająco mało, by ekipa aktorska uzupełniła te braki w 100%. Ale ab ovo.
 
Czytaj dalej

Savages: ponad bezprawiem

Film Title: Savages
Nie zainteresowała mnie promocja tego filmu. Nie zauroczył zwiastun, nie zachęciły pierwsze opinie, nic zupełnie się nie stało, co by mnie ku nowemu tytułowi Stone’a popchnęło. Ale jakoś tak się wzięło złożyło, że repertuar w kinie nie przedstawiał nic zgoła, co mogłoby dawać nadzieję na pozytywne wrażenia, i chcąc nie chcąc, postawiłam na Savages. Wieczór może do zmarnowanych nie zaliczam, ale seans po części potwierdził, niestety, moje oczekiwania i nastawienie.
 
Czytaj dalej

Łowcy głów

Hodejegerne_Nesb__3862785a - Kopia
Przeglądasz sobie premiery, patrzysz, o, jakiś nowy, skandynawski film. Ba, film – kryminał! Fabuła brzmi całkiem do rzeczy, myślisz sobie, kurczę no, może być niezłe. Potem słyszysz, że autor książki, na podstawie której powstał scenariusz do filmu, to jest jakiś przegość, że nowy Larsson i w ogóle. No nie skusilibyście się? Tak właśnie zaczęło się moje wyglądanie Łowców głów – premiery w moim lubelskim kinie całkowicie nieznanej, po przeprowadzce zaś na wyciągnięcie ręki. Tylko dlatego, że nie znam pozostałej twórczości pana Nesbø, nie przeklnę tu serwisu, w którym te odważne porównania do Stiega Larssona wyczytałam. Ale jeśli jest w dziełach Nesbø tyleż niekonsekwencji i scen, w których traktuje się odbiorcę jak półgłówka, co w ekranizacji Łowców głów, to nie ręczę za siebie.
 
Czytaj dalej

Dziewczyna z tatuażem (The Girl with the Dragon Tattoo)

20girl-span-articleLarge
Zgrzeszyłam. I to dwukrotnie. Po pierwsze, nie przeczytałam Larssona przed pójściem do kina. Nie, że nie chciałam – trochę tak wyszło, trochę za późno się obudziłam i trochę ciężko o czas na czytanie lektur nie związanych z literaturoznawczą pracą magisterską i mocnym osadzeniu się w XIX wieku. Pozbawiłam się, w każdym razie, wspaniałej wycieczki do zimnej Skandynawii z wyobraźni równie zimnego Larssona i, tym samym, pobudzenia swojej własnej fantazji; tyle może dobrego, że to oszczędziło mi pewnych rozczarowań dotyczących wyglądu postaci i miejsc, które to projekcje są najlepsze wtedy, gdy własne. Po drugie, nie widziałam przed Fincherem szwedzkiej adaptacji „Millenium” – zubożyłam się więc o porównanie do bardzo dobrych ponoć produkcji i skazałam się na odnoszenie się po odpokutowaniu (czyli nadrobieniu lektury i filmów) zawsze do jednej tylko Fincherowskiej wersji; i to na wieki wieków amen. Czy będę tego żałowała, stwierdzę dopiero, gdy oczyszczę sumienie, dziś więc – z pozycji laika w temacie twórczości Larrsona – o tym, co namodził Fincher.
 
Czytaj dalej

Sherlock Holmes: Gra cieni

SHERLOCK HOLMES: A GAME OF SHADOWS
Nie, nic nie spiraciłam. Na premierach, fakt, nadal nie bywam, ale na pokazach przedpremierowych, jeśli jest okazja… czemu nie? Gdzieś po świętach znudzona przeglądałam repertuar naszej lubelskiej sieciówki, ucieszyłam się nawet, że w Nowy Rok czynne, bo może by na coś pójść zamiast uprawiać mierną wersję kac domi, i aż przetarłam oczy ze zdumienia, gdy zobaczyłam Sherlocka. No bo jak to, skoro premiera dopiero w czwartek? A tak to.  Czem prędzej się więc wybraliśmy i tym samym zaliczyliśmy pierwszy film w nowym, apokaliptycznym roku świetnie zapowiadających się produkcji. Choć pierwsza część przygód angielskiego detektywa w reżyserii Guya Ritchie nie powaliła mnie na kolana i nie pałałam zbytnim entuzjazmem na myśl o kolejnej, pomyślałam, że to świetny filmowy początek nowego roku. I na myśleniu się, szczęśliwie, nie skończyło.
 
Czytaj dalej

Drive

drive
Choć naczytałam się sporo recenzji, siadając do Drive’a, nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. Nie wiedziałam, skąd wziął się główny bohater, dlaczego robi to, co robi, gdzie właściwie zmierza. Z tymi pytaniami, niestety, pozostałam. Ale poza pewnymi brakami w Drivie jest coś dziwnego, coś magnetyzującego. Chyba wiem co, ale pomału.
 
Czytaj dalej

Bezsenność

insomnia-2002
Nolan – mówcie mi tak jeszcze. Z rozkoszą siadłam do ostatniego już filmu Nolana, którego nie miałam okazji jeszcze zobaczyć. Ciekawa tym bardziej, że, kto jak kto, ale Al Pacino i Hilary Swank w jednym filmie zawieść mnie nie mogli. No i nie zawiedli.
 
Czytaj dalej

Królestwo zwierząt

animal_kingdom_04
Przychodzi mi zacząć klapserską przygodę od filmu o tematyce, za którą specjalnie nie przepadam. Bo to świat, który wydaje się tak odległy od naszego, że aż nierealny. A jednak istnieje i skupia w sobie mnóstwo żyć – i wielkich mafiozów (jak filmowy Papież), i Bogu ducha winnych dzieciaków, których los wrzucił w to bagno przez głupi przypadek czy rodzinne koligacje (J). Świat zbrodni, oszustw, narkotyków, zemsty, w którym rodzina jest ważna tylko do momentu, gdy nie zagraża moim czterem literom.
 
Czytaj dalej