Najlepsze melodramaty

pamietnik-film

Kto lubi czasem obejrzeć dobry melodramat, ręka w górę! Ja lubię. Kiedyś oglądanie filmów tego gatunku uważane było w niektórych kręgach za wstydliwe. Kojarzone z pełnymi intryg, czarno-białych bohaterów i, oczywiście, happy endów historie rodem z harlequinów lub brazylijskich telenowel, miały właściwie jeden target: egzaltowane, sentymentalne i wrażliwe kobiety bez większych ambicji kulturalnych, którym czas wolny pozwalał na poświęcanie się rozrywkom tego rodzaju. Dziś nie ma już ani wolnego czasu, ani tej grupy docelowej, a i moda na szczęśliwe zakończenia dawno odeszła do lamusa. Współczesne melodramaty to tak naprawdę pełnokrwiste dramaty, które po prostu uczyniły miłość swoim głównym tematem, a realizacyjnie w niczym nie ustępują „poważanym” gatunkom filmowym. Poniższe zestawienie doskonale zresztą to potwierdza.

Czytaj dalej

Wiek Adaline

age_a_0

Oczekiwania wobec filmów są z nami naturalnie zrośnięte. Rzadko się zdarza, że idziemy na seans bez żadnej wiedzy na temat wyświetlanego tytułu. Wybieramy go, bo lubimy występujących w nim aktorów, bo nakręcił go znany reżyser, film otrzymał nagrody, mówi się o nim, bo zainteresowała nas jego tematyka, spodobał się zwiastun lub lubimy gatunek, który reprezentuje, bo polecają (lub nie) go znajomi. Zwykle oczekujemy wiele i wiele też mamy w związku z tym filmowych rozczarowań. Rzadko odwrotnie, dlatego filmy, które oceniliśmy na wyrost źle, a okazały się dobre, zasługują na nasz rachunek sumienia. Co też niniejszym czynię.

Czytaj dalej

Imigrantka

Miałam nosa do tej Imigrantki – że nie poszłam na nią wcześniej, w okolicy premiery. Teraz – podczas letniej edycji tanich seansów w ARS-ie, za marne 6 zł – nie było mi specjalnie szkoda, choć słuchanie przez dwie godziny,  jak ktoś łamie sobie język na polszczyźnie, mogło być niewarte nawet tej ceny. Niewiele się myliłam – zarówno co do filmu, który okazał się mało udany, jak i języka polskiego, który został przez Marion i jej kolegów z planu zamordowany, z zimną krwią.

Czytaj dalej

Ona

Her

Jakaś większa promocja się podziała przy tej Her. Social media aż kipiały od przedpremierowych recenzji, na FW szybko posypały się oceny, a w komentarzach nie żałowano pełnych zachwytów rekomendacji. Nie podejrzewałam ich o przesadę, bo po filmie z Joaquinem Phoenixem nie spodziewałam się niczego złego, a i zwiastun – jeden z piękniejszych, jakie widziałam – zapowiadał coś dobrego. Tylko że wszyscy się mylili…

 
Czytaj dalej

W kręgu miłości

large_the_broken_circle_breakdown_2

Są filmy, które mówią same za siebie. Ich obrazy i dźwięki, będące nośnikiem potężnych emocji, zamykają usta i przywierają do serca i pamięci na długo. Zwykle zupełnie niepozornie, cicho, dyskretnie wdzierają się do naszego bezpiecznego i poukładanego życia, wstrząsając nim bez litości. W kręgu miłości jest jednym z nich.
 
Czytaj dalej

Zeszłej nocy

last_night01

Działo się to wczesną wiosną. Wracałam z Lublina do Krakowa. Nocny autobus, trasa przez pół Polski, sto lat w podróży – bez notebooka nie dało się tego przetrwać o zdrowych zmysłach. Film włączyłam przypadkiem, zupełnie nie wiedząc, co to i z kim to, ufając siostrze, która wcisnęła mi kiedyś ten tytuł z jednym zdaniem: „Obejrzyj, po prostu obejrzyj”. Obejrzałam. Z zapartym tchem, mimo że akcji tam tyle, co kot napłakał, a cała historia obejmuje zaledwie cztery osoby. A zakończenie rozłożyło mnie na łopatki.

 
Czytaj dalej

Koneser

Dvd-in-edicola-con-Panorama-La-migliore-offerta_h_partb

Rush. To on był bezpośrednim i może nawet jedynym argumentem, który przemawiał za wyborem tego filmu na sobotnie, upalne popołudnie. Niemal spontaniczny seans, poprzedzony zaledwie rzutem oka na wcale nie tak atrakcyjny zwiastun, okazał się doskonałym wyborem, oferując kino precyzyjne, wyrafinowane i wyśmienite pod wieloma względami.

 
Czytaj dalej

360. Połączeni

360-movie-image-jude-law-rachel-weisz-02-600x302
Słuchajcie. Weźcie mnie oświećcie, co się na tym świecie podziało, że tak wszystkich rajcuje tematyka zdrady? W tym roku nie tylko w kinie, bo i w mediach i – damn! – w życiu również aż kipi od zdrady, i to w najróżniejszych formach. Najgorsze wcale nie jest to, że problem jest obecny – bo był od wieków i na wieki aktualny pozostanie – ale to, że jest obiektem żywego zainteresowania. Zdrada jest trendy. O zdradzie chce się czytać (nie oszukujcie, że nie, bo wiem z pracy, na które artykuły klikacie najczęściej), zdradę chce się oglądać i – co może najważniejsze – zdradę chce się oceniać. I kino o tym doskonale wie, bo średnio raz na kwartał proponuje film w całości tej tematyce poświęcony. Czy Boże Narodzenie jest ku temu dobrą okazją miałabym pewne wątpliwości, ale że dystrybutor przekładał premierę 360 już wielokrotnie, bez zbędnych narzekań – cieszy fakt, że film w ogóle do dystrybucji kinowej trafił. Cieszy może nawet podwójnie, bo nie okazał się najgorszy, a zwiastowany w zapowiedziach rozgardiasz fabularny wypadł zdumiewająco… porządnie.
 
Czytaj dalej

Przyjaciel do końca świata

"Seeking A Friend For The End Of The World"
Co byście zrobili, gdybyście się dowiedzieli, że za trzy tygodnie będzie koniec świata? Tak chciałam rozpocząć swoje rozważania, gdy nagle zorientowałam się, że – sic! – za trzy tygodnie z okładem to naprawdę ma się zdarzyć. Wprawdzie sprawcami zamieszania są Bogu ducha winni Majowie, a nie asteroida rodem z Armageddonu, której tym razem nie zatrzymała ekipa Bruce’a, ale zawsze. No nic. Abstrahując od naszego własnego 21 grudnia, zapytam raz jeszcze: co byście zrobili z tą wiedzą? jak byście się zachowali? co pomyśleli? jak żyli? Przed takimi pytaniami stanęli bohaterowie debiutu reżyserskiego Lorene Scafarii – debiutu niezwykle zaskakującego i bardzo udanego, który zostawił daleko w tyle wszystko to, co kino próbowało o końcu świata mądrze (i niezbyt udanie) powiedzieć. 
 
Czytaj dalej

Szczęściarz

120419060508-the-lucky-one-story-top
Zac Efron jako marines – czy to się mogło dobrze skończyć? No właśnie. Do Sparksa mam stosunek mocno ambiwalentny – jak każda niemal baba lubię czasem wzruszyć się przy ckliwej historii miłosnej, okraszonej melodramatycznością, przy której można się trochę pośmiać, trochę pozłościć i trochę też popłakać. Ale gościa czytać nie potrafię – jego styl jakoś mi zupełnie nie leży, a powieści wydają się zupełnie niestrawne. A przecież fabularnie nie zawsze jest źle – weźmy sobie taką „Szkołę uczuć, toż to naprawdę ładna i mądra historia jest. Albo „Dear John” – całkiem to to do rzeczy.  Skoro więc jest to warte uwagi, a ktoś pokusił się na ekranizację, to czemu by nie zobaczyć. I tak okazało się, że oglądać „Sparksa” (znaczy ekranizacje jego powieści) jest o wiele przyjemniej niż Sparksa czytać. Dlaczego ze „Szczęściarzem” miałoby być inaczej, pomyślałam. No i masz babo placek, akurat musiało być inaczej.
 
Czytaj dalej

Ostatnia miłość na Ziemi

perfect_sense_main
Ostatnia miłość na Ziemi nie jest – jak wielu durnie prawi – filmem katastroficznym. Filmy katastroficzne mówią o końcu świata, a w Ostatniej miłości na Ziemi kończy się wszystko prócz niego właśnie – świat stoi tu uparcie, choć wszystko, na czym i z czego budowaliśmy nasze życie, odchodzi. Pozostaje tylko ten jeden jedyny perfect sense. Który? Ten najwięcej mówiący i najmniej istotny jednocześnie. Czytaj dalej

I że cię nie opuszczę

thevow
Pamiętacie Igraszki losu? To najbardziej irytujący film, jaki w życiu widziałam. Uwielbiam go, ale zawsze do szewskiej pasji doprowadza mnie to ich mijanie się, gra przypadków, zbiegi okoliczności. Zawsze, gdy oglądam ten film, mam ochotę wsadzić łapska do telewizora, postawić jedno obok drugiego i krzyknąć do nich: „Hellou, ona jest tu, a on tu, spotkajcie się wreszcie!”. No. To coś takiego miałam też tutaj. W łagodniejszej wprawdzie formie, ale jednak w parze z trwającym PMS-em dość drażniące było to całe niepamiętanie. A zaczęło się tak:
 
Czytaj dalej

Big love

a17a355e29f84381460ece226bef1f93
Zacznę od wyjaśnień. Ogromnie spodobał mi się zwiastun filmu. Ładnie zmontowany, z wpadającą w ucho muzyką i przyciągającą wzrok Hamkało – zapowiadało się nieźle, więc pomyśleliśmy: czemu nie? W całym tym zamieszaniu zapomnieliśmy, że na polskie filmy do kina chodzi się, gdy są wyreżyserowane przez nazwiska, po których można spodziewać się czegoś tak trudnego, jak dobrego. Idąc na inne, trzeba za to wziąć odpowiedzialność. A my się skusiliśmy mimo to. No i masz babo placek.
 
Czytaj dalej

Malowany welon

painted-veil-9
Wyczytałam gdzieś kiedyś, że wart obejrzenia. Zdobyłam, położyłam i, jak zwykle, przeleżał film kilka miesięcy zanim po niego sięgnęłam. A sięgając nie miałam pojęcia, że znajdę tam Watts i Nortona. W dodatku w Chinach.
 
Czytaj dalej

Woda dla słoni

WATER FOR ELEPHANTS
Do Wody do słoni w ogóle mnie nie ciągnęło. Bo, po pierwsze, słodka Reese: niby nic do niej nie mam, ale że w większości swoich filmów wypada tak samo, nie miałam ochoty na powtórki. Po drugie, Pattinson. Już powoli sobie zdaję sprawę, że wpadam w podobną pułapkę jak z DiCaprio – szufladkuję gościa po jednej roli; ale jeszcze opory mam. No i po trzecie, cyrk. W ogóle jakoś nie. I z takim nastawieniem siadłam przed telewizorem. No bo Waltz przecież.
 
Czytaj dalej