Steve Jobs

63949

Biografia to niezwykle wdzięczny gatunek filmowy. Nie dość, że pozwala garściami czerpać z wyjątkowej tkanki, jaką było czyjeś nadzwyczajne życie, to jeszcze daje twórcom i aktorom szansę skorzystać z czyjejś sławy, a nade wszystko obrosłych wokół danej postaci emocji. Taki punkt wyjścia, jak się jednak okazuje, nie zawsze wystarczy, by stworzyć interesujący i atrakcyjny dla widza dramat. Jak bowiem opowiedzieć historię, by nie tylko ująć jej sedno, pokazać najważniejsze jej etapy, ale też w sposób pełny zaprezentować jej bohatera, sprawić, że odbiorca naprawdę przejmie się – w pozytywnym czy negatywnym znaczeniu – jego losem? Zapytajcie Danny’go Boyle’a i Aarona Sorkina. Oni wiedzą, jak to robić dobrze.

Czytaj dalej

Zniewolony. 12 Years a Slave

Zniewolony recenzja

Ciężko się ogląda takie filmy. Zdumienie, przerażenie, trochę może nawet obrzydzenie i ta ogromna litość, która zawisa w próżni, bo co my właściwie dziś możemy. A przecież mogliśmy. Przecież nie byliśmy lepsi. Większość świata nie była lepsza. Tyle że nie jest tak bardzo na świeczniku, jak oni, Amerykanie. I niekoniecznie tak chętnie się z tego rozlicza i sama siebie za to nagradza. Nowy film Steve’a McQueena, czarnoskórego [sic!] Brytyjczyka (!), to kolejna, wstrząsająca i dobra, choć już nie odkrywcza spowiedź Ameryki z grzechu, który wciąż popełnia.

 
Czytaj dalej

Adwokat (The Counselor)

the_counselor_brad_pitt_michael_fassbender2

Niewolnictwo, wojna – najpierw secesyjna, potem w Wietnamie, a teraz na Bliskim Wschodzie, nędza życia w amerykańskiej, najczęściej teksańskiej prowincji, wreszcie – mafijne porachunki i narkotykowe kartele handlujące towarem przez granicę Meksyku i USA. To 4 najchętniej podejmowane przez reżyserów zza oceanu tematy, które nie nudzą im się od dekad. Scott doskonale wpisuje się w tę modę. Nawet gdy próbuje nam zamydlić oczy długonogą Cameron Diaz, uprawiającą seks z… samochodem.
 
Czytaj dalej

Prometeusz

Prometheus-2-Earth
I jeszcze ja. Spóźniona, nastraszona i pozbawiona zupełnie entuzjazmu, który trwał do połowy lipca, do momentu, aż posypały się miażdżące „Prometeusza” recenzje. Nie wiem, co ja sobie właściwie myślałam, oglądając zwiastun filmu w pierwszej połowie tego roku, że film mi się spodoba i że warto na niego czekać. Nie mówię tego z dzisiejszej perspektywy osoby, która wiedziała, że nadzieje okazały się płonne. Ja po prostu nie lubię takich filmów. Planety? Sondy kosmiczne? Obcy? Hellou… No nie są to moje ulubione klimaty, nawet sci-fi unikam przecież jak ognia. Ale dobra, w końcu to głośny „Prometeusz”, przekonajmy się sami.
 
Czytaj dalej

Wstyd

041612-shame-on-dvd
Wokół Wstydu powstało tylko szumu, tyle kontrowersji, tyle emocji, że trudno było przejść obok niego obojętnie. I też film nie pozostawia obojętnym. Ale żeby od razu wstrząsał? Nie pamiętam, czego oczekiwałam, na co się nastawiałam i co się właściwie wydarzyło, że Wstyd nie rzucił mnie na kolana. Może znowu naczytałam się recenzji Mądrych Recenzentów i nasłuchałam górnolotnych opinii, może tego wszystkiego było już po prostu za dużo, nie wiem. Koniec końców, Wstyd nie rozwalił mnie na łopatki i nie musiałam po seansie zbierać siebie z chodnika. Ale wcale nie oznacza to, że jest to film zły. Przeciwnie, jest dobry i do bólu szczery. Czytaj dalej

Jane Eyre (2011)

Jane_Eyre_2011_7.jpg.728x520_q85

Filmy kostiumowe może i nie są moim ulubionym gatunkiem i może też jakoś często ich nie wybieram, ale zawsze szanuję i oglądam uważnie. Zresztą, nieraz przecież wydawało mi się, że w całym komplikowaniu sobie życia przez bohaterki takich filmów, jest jakiś urok, że to wszystko jest w pewnym sensie pociągające, wdzięczne, takie naiwne, a przy tym przecież śmiertelnie poważne. Jane Eyre przyniosła nową refleksję na temat tego typu filmów: z ładnej historii, ubranej w piękne stroje i osadzonej w malowniczych rejonach historii i geografii, można uczynić nieprzeżuwalny gniot. Taki, co to ogląda się na 4 razy, a i tak wyje się z nudów.
 
Czytaj dalej