Filmy niezależne warte obejrzenia – cz. II

miss-sloane-movie

Prawda, świeżość, wolność – to trzy wartości, które są największą siłą kina niezależnego. Nie ma tu częstego w wysokobudżetowych produkcjach fałszu, który każe kolorować rzeczywistość, by stała się bardziej uniwersalna i lepiej się sprzedała. Rzadziej pojawiają się tu utarte schematy – twórcy stawiają sobie za punkt honoru powiedzieć o świecie i ludziach jeśli nie więcej, to inaczej niż poprzednicy. Wreszcie swoboda twórcza, na którą mogą sobie pozwolić autorzy filmów niezależnych, bo nie są związani umowami ze sztabem producentów i wielką wytwórnią, którzy mają w akcie twórczym ostatnie słowo. To są też wartości, których poszukuję w kinie, dlatego twórców, którzy idą pod prąd i dysponując niewielkim budżetem są w stanie pokazać mi świat, jakiego nie znam lub jakiego nie mogłam czy nie chciałam do tej pory poznać, będę zawsze podziwiać, a ich projektów wyglądać i pożądać.

Czytaj dalej

Bridgend

To, co w festiwalowych filmach niezależnych lubię najbardziej, to moment, gdy z absolutnie znikomą wiedzą o tym, co obejrzę, zasiadam przed ekranem. Znając wyłącznie tytuł i lakoniczny opis, przygotowany przez organizatorów festiwalu, nie mam pojęcia, czego się spodziewać, o czym tak naprawdę będzie ten film, jaki będzie jego klimat, w jaką atmosferę mnie wprowadzi, jakie odczucia wywoła, czy poruszy, zostanie we mnie, oddziała. Bywa różnie, ale to, czego czasem doświadczam, przechodzi najśmielsze wyobrażenia. Bridgend było właśnie takim doświadczeniem.

Czytaj dalej