Ziarno prawdy

ziarno prawdy

Odbiorca filmu nakręconego na podstawie powieści, który ową lekturę ma za sobą, jest trudnym widzem. Ma olbrzymie wymagania co do scenariusza, sposobu prowadzenia akcji, interpretacji bohaterów, obsady, a podczas seansu doszukuje się najmniejszych uchybień. Gdy w grę wchodzi kryminał, można już śmiało powiedzieć, że taki widz to utrapienie reżysera. Nie dość, że robi wszystko to, co wyżej, to jeszcze nie interesuje go zagadka, bo zna jej rozwiązanie i wie to, co w kryminale jest najlepsze: kim jest morderca. Przed Ziarnem prawdy byłam takim właśnie widzem.

Czytaj dalej

AmbaSSada

Xuz6tnmoGS

Jestem od trzech bez mała tygodni w jakimś przedziwnym pędzie. Robię dwa razy więcej niż jeszcze miesiąc temu, energii bez porównania więcej, spotkań, wydarzeń i ludzi całe mnóstwo, planów, pomysłów i myśli ogrom, a czasu, no cóż, jakoś nie przybywa. Tym gorzej, gdy te wykradzione różnym fajniejszym momentom chwile spędza się na rozrywce tak wątpliwej jakości jak seans AmbaSSady. Machulski miał jednak szczęście, bo zdobył mnie zanim pojawił się pierwszy kadr filmu: najpierw nakręcił Kołysankę, która do dziś mnie bawi, potem dał kolejny kontrakt Więckiewiczowi, którego chyba nie da się nie szanować za warsztat, a na koniec – już nie Machulski, tylko ja osobiście – do kina na film zaciągnęłam turystkę, Maję w sensie, Wiecznie zaczytaną, no i było mi serdecznie głupio tak totalnie film zmieszać z błotem. Cała radość jednak w tym, że mam większe szczęście niż Machulski: Maja ma w nosie, że mi głupio i z uśmiechem na ustach daje mi w tej chwili, czuję to, wolną rękę w krytykowaniu. No to ją biorę.

 

Wałęsa. Człowiek z nadziei

__b_walesa_film1
Problem miałam z tym Wałęsą. Od samego początku nie interesował mnie ani jeden news na temat powstawania filmu, nie czekałam na niego, nie wyglądałam, nie zastanawiałam, jak Wajda sportretował bohatera i czy pokazał prawdę, czy legendę, zupełnie nic. Kiedy dzień premiery nadchodził nieubłaganie, zaczęłam się tym wszystkim męczyć. Z jednej strony czułam bowiem, że film zobaczyć warto, choćby dla tematyki i filmu jako filmu po prostu, tego, co twórcy i obsada (Więckiewicz!) tam powyprawiali. Z drugiej nie mogłam powstrzymać rosnącego zniechęcenia i seans odwlekałam, ile mogłam. Zwyciężyły względy logistyczne – jedyny pasujący mi w tym tygodniu termin wyjścia do kina przypadał właśnie na godzinę seansu Wałęsy. Czy to przypadek, nie wiem, grunt, że film okazał się nie taki straszny, jak się w moich wyobrażeniach malował. Wałęsa. Człowiek z nadziei może wielu odtrącać w warstwie ideologicznej, ale faktu, że to dobrze zrobiony film, nikt Wajdzie nie może odmówić.
 
Czytaj dalej