Blade Runner 2049 [recenzja]

blade-runner-2049

Wielkie oczekiwanie na seqel kultowego Blade Runnera Ridleya Scotta przeszło gdzieś obok mnie. Może dlatego, że nie jestem wielką fanką oryginału (szanuję, ale nie oszukuję, że jest to film poruszający we mnie najgłębsze struny). Może z powodu małej niewiary w to, że twórcy sci-fi mają ambicję powiedzieć swoim filmem coś o kondycji współczesnego człowieka lub świata, a nie tylko oczarować pięknymi zdjęciami i krystalicznym dźwiękiem. Może wreszcie dlatego, że im lepszy pierwowzór i im większe nadzieje pokładamy w kontynuacji, tym częściej spotyka nas rozczarowanie. Jedyne, co naprawdę i szczerze ciągnęło mnie do filmu, było nazwisko jego reżysera. Denis Villeneuve, autor wstrząsającego Pogorzeliska, doskonałego Sicario, surrelistycznie pociągającego Wroga i hipnotyzującego, świeżego Nowego początku, to jeden z najbardziej świadomych, precyzyjnych i charakterystycznych współczesnych reżyserów. Blade Runner 2049 w zasadzie nie mógł mu się nie udać.

Czytaj dalej

Nowy początek

arrival_film

Nie pierwszy i nie ostatni raz kino zachwyca się Denisem Villeneuve, kanadyjskim reżyserem, który w Hollywood aktywny jest od zaledwie sześciu lat. Poczynając od zatrważającego Pogorzeliska, przez świetnie przyjęte intrygujące i ponure thrillery Labirynt Wróg, aż po ubiegłoroczne, doskonałe Sicario, którym zaskarbił sobie sympatię licznych przyznających nagrody filmowe gremiów, reżyser udowadnia, że nie znalazł się po drugiej stronie kamery przypadkiem. Jego kino jest kinem świeżym, kinem frapującym, odważnym, ale jednocześnie skromnym i kameralnym. Nawet, gdy za temat obiera sobie tak gigantyczne problemy jak idea czasu i istnienie życia pozaziemskiego.

Czytaj dalej

Batman v Superman: Świt sprawiedliwości

Batman-v-Superman-Fight-Scene-Preview

Kino superbohaterskie ma się dziś doskonale. Sprzyjają otwarte na nowe technologie i niezwykłość czasy, w których żyjemy, nasze potrzeby – jako widzów – skupione często wokół poszukiwania w kinie tego, czego jeszcze nikt do tej pory nie pokazywał, ale też nastawione nierzadko na czystą rozrywkę, ogromne pieniądze, które wytwórnie ładują w historie i postaci mające miliony fanów na całym świecie, stwarzające dodatkowo potencjał do niezliczonych kontynuacji. Warner Bros i Marvel Studios doskonale o tym wiedzą i prześcigają się w produkcji crossoverów z udziałem superbohaterów. Batman v Superman: Świt sprawiedliwości to dopiero zwiastun tej podróży. I chyba o jako takim najsensowniej o nim mówić. Czytaj dalej

Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2

Hunger-Games

Z drugą częścią ostatniego aktu Igrzysk śmierci wielu z nas wiązało duże nadzieje. KosogłosCzęść 2 miał nie tylko zgrabnie domknąć wszystkie główne wątki, ale też udowodnić, że jego sztuczny, marketingowy podział miał przynajmniej minimalny fabularny sens. Z obu tych założeń spełnić udało się, co było do przewidzenia, tylko pierwszy. Fakt, że historia walecznej Katniss Everdeen naprawdę się tu kończy jest tak pewny, jak ten, że porcjowanie dania głównego ma rację bytu tylko wtedy, gdy jego treść jest wystarczająca, by nasycić i posmakować. Kosogłos jest taką treścią, ale tylko pod warunkiem, że wyjmiemy co lepsze kąski z obu jego części. Jako samodzielny film druga jego część jest bowiem na tyle dobra, by zaspokoić apetyt, na tyle jednak naciągana, by pozostawić niedosyt.

Czytaj dalej

Marsjanin

martian-gallery2-gallery-image_0

Marsjanin od samego początku miał być filmem mainstreamowym, z imponującą obsadą, spektakularną oprawą techniczną, dużym budżetem i jeszcze większymi zyskami. I jako taki film rozrywkowy sprawdza się doskonale. Jest w nim tyle humoru, by można było się odprężyć i mile spędzić w kinie czas, i tyle dramaturgii, by choćby przez chwilę przejąć się opowiadaną historią. A i bohaterowie skonstruowani są w taki sposób, że szybko zyskują sympatię i grono oddanych kibiców. Pytanie tylko, czy oprócz tej miłej rozrywki nowy film Ridleya Scotta wnosi do naszego życia, a przede wszystkim kina sci-fi coś nowego.

Czytaj dalej

Klucz do wieczności

Dobre pół roku przed polską premierą, jak nie wcześniej, zaczął być w kinach promowany Klucz do wieczności. Dziesiątki spotkań ze zwiastunem wywołały wrażenie, że wiedziałam o filmie już właściwie wszystko. Choć tak naprawdę wystarczyłoby i jedno – fabuła filmu jest tak banalna i przewidywalna, że poświęcenie nawet tych trzech minut na zapoznanie się z jego pigułką w postaci trailera to i tak wystarczająco, by żałować straconego czasu.

Czytaj dalej

Interstellar

Filmy, których nie mogę się doczekać, odmierzam tylko jednym zegarkiem. Jest zawsze tożsamy z planami reżyserskimi geniusza współczesnego kina – człowieka, który jak nikt w świecie filmu potrafi z najdrobniejszych zakamarków ludzkiego umysłu wyjąć stos ważnych pytań, rzucić swoich bohaterów i widzów w świat wielkich dylematów, opakować je w spektakularną formę, a przy tym pozostać pokornym wobec zagadki, jaką jest dla nas (wszech)świat, człowiek i życie samo w sobie. Christopher Nolan, najinteligentniejszy współczesny reżyser, nie rozpieszcza swoich fanów. Na jego filmy trzeba czekać latami, ale ten czas – który obok pamięci jest przecież leitmotivem jego twórczości – jest cenny, bo gwarantuje otrzymanie czegoś, czego w kinie jeszcze nie było, co wyznaczy kolejną w nim granicę. Interstellar jest właśnie takim filmem. Czy to oznacza, że jest doskonały?

Czytaj dalej

Lucy

Nigdy nie rozumiałam filmów, w których główny bohater zabija wszystko, co stanie mu na drodze, bez względu na to, czy się rusza, czy nie, czy przeszkadza, czy nie – zawsze jest przeszkodą. Pozbywając się wszystkich takich przeszkód, Luc Besson stwierdził chyba, że pokonał już wszystko i teraz może zrobić film bez granic. Zrobił. W Lucy jest wszystko. Szkoda tylko, że wszystko to wciąż za mało, by wyszedł z tego sensowny film.

Czytaj dalej

Na skraju jutra

Na skraju jutra

Lego: Przygoda300: Początek imperiumGodzilla – Warner Bros nie pozostawia wątpliwości: w tym roku postawił na blockbustery, filmy głośne, efektowne i piekielnie drogie. Na skraju jutra – firmowana śnieżnobiałym uśmiechem Toma Cruise’a i warta 178 mln dolarów produkcja – doskonale wpisuje się w ten trend. I doskonale też w tej roli wypada.
Czytaj dalej

Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia

hunger-games-2013-650c
Każdy naród ma swojego bohatera. Kogoś, kto podejmie najtrudniejsze wyzwanie i wystawi swoje życie na niebezpieczeństwo, by ocalić swoich. Kogoś, kto zapomni o sobie dla innych. Kogoś, kto daje nadzieję. Dystrykt 12 miał Katniss Everdeen, odważną, zakochaną w łucznictwie dziewczynę, która ratując swoją młodszą siostrę, stanęła do walki na śmierć i życie. Narażając się władzy, dała swoim bliskim nadzieję na normalne życie, ale jej życie już nigdy nie będzie takie jak kiedyś. Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia to film o tym, jak wielką cenę ponoszą ci, którzy płyną pod prąd. I o tym, czy warto tę cenę ponieść.

 
Czytaj dalej

Grawitacja

Oczywiście, że czekałam na Grawitację. Bardzo czekałam. Najpierw dla Sandry, którą uwielbiam, potem dla George’a, którego nie da się nie uwielbiać (chyba że się jest mężczyzną, taki detal), a na koniec dla fantastycznego, minimalistycznego i ogromnie intymnego trailera. Te trzy kwestie potrafiły przebić moją niechęć do sci-fi i zagmatwanych praw fizyki, na których – siłą rzeczy – film o takiej tematyce musi się opierać. Wychodząc na seans wiedziałam, z jakim entuzjazmem Grawitacja została przyjęta przez znajomych z blogosfery, więc – co tu dużo mówić – oczekiwania były spore. Film im nie tylko sprostał, ale i dał więcej niż mogłam przypuszczać.
 
Czytaj dalej

Czas na miłość

About Time trailer - video
Iść na komedię romantyczną, gdy jesień niesie za sobą tak imponujące i wyczekane premiery, że bankructwo ma realną szansę przybrać bardziej materialną postać niż widmo? Iść. Bo (1) to film Richarda Curtisa, który w snuciu miłosnych, nie do końca szablonowych historii jest prawdziwym mistrzem (to ten od najlepszej komedii romantycznej naszej ery, czyli To właśnie miłość); (2) zwiastun jest przeuroczy i sprawia, że na duszy robi się ciepło; (3) jest zimno, buro i ponuro, a na taką aurę nic, tylko się wzruszać.

Czytaj dalej

Pacific Rim

pacific_rim

O, rany, co to było za wyzwanie! Śledząc mojego bloga już jakiś czas, z pewnością zauważyliście, że sci-fi nie pojawia się tu właściwie w ogóle. Nigdy nie ukrywałam, że nie jest to mój ulubiony gatunek, dla dobra własnego (i kina tego typu) unikam z nim spotkań, nawet gdy w grę wchodzą megahity. Raz, raz tylko, złamałam tę zasadę i choć wciąż powtarzacie, że trafiłam po prostu na żywy gniot (Transformers 2, yeah), to i tak utwierdziło mnie to w przekonaniu, że podjęłam dobrą decyzję. Pacific Rim na poziomie zwiastunów nie wróżył niczego lepszego. Roboty? Walka monstrualnych mechów bojowych z przedziwnymi stworami wielkości drapacza chmur? Seriously? A jednak okazało się, że zabezpieczenie w postaci męża, dysponującego ramieniem, na które można w razie czego opuścić głowę w przypływie senności, pozostało właściwie niewykorzystane (w sensie ramię, oczywiście, bo towarzystwo cudowne:)). Film del Toro dało się oglądać. I nie było to wcale takie bardzo nieprzyjemne.
 
Czytaj dalej

Człowiek ze stali

Man-Of-Steel-2013

Pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna nie wiem zupełnie, co napisać o filmie. Przykre to podwójnie: po pierwsze, dlatego, że miałam okazję zobaczyć go już kilka dni temu i do dziś przetrawić na tyle, by – teoretycznie – napisać coś mądrego, a po drugie, to właściwie całkiem niezła rzecz jest. Tymczasem na dźwięk imienia tytułowego człowieka ze stali wzruszam ramionami i jestem pewna, że jedyne, co mi po filmie Snydera zostanie, to jak zwykle genialna muzyka Hansa Zimmera. Nie za mało, jak na tak głośny tytuł?
 
Czytaj dalej

Atlas chmur

CloudAtlas1
Od seansu minęły godziny, a ja wciąż nie mogę przestać przebierać palcami nad klawiaturą i pozwolić wybrzmieć temu, z czym się gryzę i czym sprawię niektórym – jak myślę – trochę przykrości. A wybrzmieć powinno rozczarowanie, bo Atlas chmur nie okazał się tak zjawiskowy, jak zapowiadano, ani tak epicki, jak obiecywano. To film zrealizowany z szalonym rozmachem, będący wielowymiarową hybrydą gatunkową i mozaiką historii, niosący  odważne, bo holistyczne spojrzenie na człowieka i jego kondycję na przestrzeni setek lat, w której jednak zabrakło jednej, małej, ale niezwykle istotnej rzeczy: nieuchwytnego i cudownego w smaku wrażenia, które chwyta za serce, zapiera dech i zapala oczy ogniem zdumienia, fascynacji i podziwu.
 
Czytaj dalej

Looper – Pętla czasu

Joseph-Gordon-Levitt-in-Looper-2012-Movie-Image1-e1333992558908
Tegoroczny listopad w kinie zapowiada(ł) się fantastycznie, a Looper miał być dobrym jego otwarciem. I choć zwiastun zdawał się idealnie streszczać historię, coś do filmu zachęcało – coś więcej niż nazwiska-przynęty (choć i obietnica tych, szczególnie w młodszym wydaniu, w moim przypadku okazała się skuteczna) czy wciąż intrygujący problem podróży w czasie. Koniec końców jednak to „coś” gdzieś się pomiędzy prezentowanymi płaszczyznami czasowymi zagubiło, pozostawiając bardzo średni fabularnie film, który ratuje „tylko” dobra  realizacja i przyzwoite aktorstwo.
 
Czytaj dalej

Prometeusz

Prometheus-2-Earth
I jeszcze ja. Spóźniona, nastraszona i pozbawiona zupełnie entuzjazmu, który trwał do połowy lipca, do momentu, aż posypały się miażdżące „Prometeusza” recenzje. Nie wiem, co ja sobie właściwie myślałam, oglądając zwiastun filmu w pierwszej połowie tego roku, że film mi się spodoba i że warto na niego czekać. Nie mówię tego z dzisiejszej perspektywy osoby, która wiedziała, że nadzieje okazały się płonne. Ja po prostu nie lubię takich filmów. Planety? Sondy kosmiczne? Obcy? Hellou… No nie są to moje ulubione klimaty, nawet sci-fi unikam przecież jak ognia. Ale dobra, w końcu to głośny „Prometeusz”, przekonajmy się sami.
 
Czytaj dalej

Mroczny Rycerz powstaje

TDKR1_
Od nowego Batmana nie uciekniecie przez najbliższy tydzień. Prawdopodobnie na co drugim blogu filmowym pojawi się recenzja, a w wiadomościach będą pojawiać się najnowsze notowania box office’ów, wykazujące kolejne rekordy, jakie film bije (na zmianę z doniesieniami o sprawie tego cholernego freaka, któremu padło na mózg w Denver). Usłyszycie też dużo różnych komentarzy: że nowy film Nolana robi ogromne wrażenie, ale że fabuła ma parę niedociągnięć, że nowy Batman to film epicki, że poprzednia część była dużo lepsza, że nikt nie jest w stanie przebić Ledgera i że Bane to nie Joker (serio?) i dużo innych wypowiedzi ludzi, którzy znają Batmana od podszewki i marudzą, że ktoś nie stworzył filmu zgodnego z ich wyobrażeniami. Ale wiecie co? Nie uciekajcie. Po prostu nadróbcie poprzednie części (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), by znać historię i idźcie do kina, by przekonać się, że Mroczny Rycerz powstaje to arcydzieło, a Christopher Nolan to w świecie kina Messi i Ronaldo w jednym. A może i więcej.
 
Czytaj dalej

Hell

hell_2011_0
Z kinem regionalnym kłopot jest taki, że nie wiadomo, po co sięgnąć. Nie wiesz o nim kompletnie nic, szukasz więc po omacku i jesteś zdany na opinię polskich dystrybutorów, którzy proponują ci to, co sami uznali za potencjał (dla zysku, naturalnie). O niemieckim kinie też nie wiem zbyt wiele. Pewnie oglądałam kilka filmów kręconych po sąsiedzku i do dziś nie zdaję sobie z tego sprawy. Oczywiście, mam na myśli tu filmy czysto niemieckie, których autorami są Niemcy, nie zaś te produkowane we współpracy z Niemcami bądź na ich terenach (zdziwilibyście się ile głośnych filmów zostało stworzonych wspólnie z niemieckimi twórcami).
 
Czytaj dalej

Kronika

chronicle-movie-image-8
Wyobrażaliście sobie kiedyś, że macie nadprzyrodzone moce? Wiecie, przesuwanie przedmiotów siłą woli, czarowanie (takie w dobrej wierze, o na przykład, żeby fryzura się sama ułożyła – wersja dla pań, albo żeby wygrać w sts parę tysięcy – wersja dla panów), latanie i inne bajery. Ja tak. Nie bardzo mnie obchodziło, skąd niby mogłabym tę moc czerpać i co ona by ze mną zrobiła, ale i po co, przecież to tylko wyobraźnia. Chłopcy z Kroniki też mieli swoje marzenia. I nie musieli korzystać z wyobraźni, by je spełnić. Czytaj dalej