Dunkierka [recenzja]

dunkirk

Czas. Ten bez wątpienia naczelny motyw twórczości Christophera Nolana jest w Dunkierce pełnoprawnym, być może jedynym głównym, bohaterem. Utkana z trzech perspektyw narracyjnych i temporalnych historia ewakuacji Brytyjczyków z oblężonej przez Niemców francuskiej Dunkierki to klaustrofobiczna, desperacka i zatrważająca walka nie tylko z żywym przeciwnikiem, ale i właśnie czasem. To on determinuje działania żołnierzy i przebieg ewakuacji, ale i odbiór filmu. Pomyślana jako oszczędny, chwilami wręcz kameralny thriller Dunkierka, którego siła rażenia tkwi w unoszącym się nad bohaterami od pierwszej do ostatniej minuty widmem upływającego czasu, wgniata w fotel tak, jakby ucieczka dotyczyła nas wszystkich.

Czytaj dalej

Zjawa

leo-xlarge

Gdybym miała swoją przygodę z filmami Alejandro G. Iñárritu porównać do podróży, byłaby to podróż precyzyjnie zaplanowana, solidnie zorganizowana, obfitująca w niezapomniane wrażenia estetyczne i – co nieodzowne – ważne spotkanie z kimś, kto przekracza w imię tej wyprawy siebie. Czas, na wspomnienie którego kiwam z uznaniem głową, ale rzadko lub nawet nigdy się nie uśmiecham. Bo też treść filmów meksykańskiego zdobywcy Oscara nie skłania do radości ani nawet większych emocji. To chłodne, sterylne kino, które największą wartość prezentuje w warstwie artystycznej, formie, która niesie treść na swoich ramionach i dzięki temu sprawia wrażenie, że dotyczy nas bardziej. Zjawa jest właśnie takim filmem – doskonałym formalnie, ale nieco kłopotliwym w obszarze znaczeń.

Czytaj dalej

System (Child 44)

Aktorzy, których lubimy, są dobrą wskazówką w wyborze filmu z aktualnego repertuaru. Nie dotarłabym pewnie na System, gdyby nie Tom Hardy, choćby zachwalały film trzy Agnieszki Grochowskie. Oczywiście, że i tu zdarzają się pułapki – w końcu nasi ulubieni aktorzy mają na koncie także wpadki, filmy słabsze, o których nie lubimy mówić, ale w tym przypadku odetchnęłam z ulgą. System to naprawdę niezły film, w dodatku oferujący coś dużo więcej niż tylko kolejną świetną rolę Hardy’ego. Co takiego?

Czytaj dalej

Locke

Locke

To był totalny spontan. Przechodziłam przez krakowski Rynek i poczułam ogromny apetyt na dobry film. Ponieważ nie lubię być głodna wstąpiłam do ARS-u i zasiadłam w ich Salonie, wiedząc o filmie, który wybrałam tylko tyle, że nosi tytuł Locke, gra w nim Tom Hardy i trwa 82 minuty. Nie miałam pojęcia, że cała akcja rozgrywa się w samochodzie, że na planie zobaczę tylko jednego aktora, że niepozorny dramat może trzymać w takim napięciu i że ten seans okaże się jednym z najlepszych, jakich w tym roku doświadczyłam. Czytaj dalej

Gangster (2012)

lawless-2012-still07
Gangster od początku elektryzował mnie przede wszystkim obsadą. Uwielbiam, gdy hollywoodzka kuchnia pichci smakowicie zapowiadającą się fabularnie potrawę, w której głównymi składnikami są uwielbiane przeze mnie smaki. W przypadku dania Hillcoata ślinka pociekła mi na dwa z nich. Pierwszy to prawdziwy afrodyzjak: ekskluzywny, tajemniczy, męski, niedostępny, ergo bardzo pociągający. To Hardy. Drugi jest słodki, doskonały, pełny i nieprzewidywalny jak wyciągana z bombonierki czekoladka – nie wiesz, na jakie nadzienie trafisz tym razem, ale masz pewność, że każde zaspokoi twój apetyt i okaże się wart swojej ceny. To Chastain. Nie musiałabym nawet jeść, żeby Gangster w ich wykonaniu zdobył mnie dla siebie samym zapachem dobrego aktorstwa i przyznaję, że trudno w obliczu takiego wyznania zdobyć się na obiektywność. Trudno, ale nie niemożliwie, bo Cave pozostawił w swojej historii wystarczająco dużo, by było o czym dyskutować i, z drugiej strony, wystarczająco mało, by ekipa aktorska uzupełniła te braki w 100%. Ale ab ovo.
 
Czytaj dalej

Wojownik (2011)

WC9V1290r.tif
Wojownika chciałam zobaczyć jeszcze w lutym, na fali oscarowych nominacji. Coś jednak wciąż mnie przed tym powstrzymywało – a to sterta innych tytułów do obejrzenia, a to jakieś tematyczne analogie, a to niechęć do oglądania bijatyk (choć, muszę przyznać, mam ten lęk przed każdym filmem o bokserach i z każdego wychodzę bardzo zadowolona – żeby nie przywoływać ostatniego o tym temacie, rewelacyjnego Fightera). Ale przyszedł nowy Batman i przyszedł Tom Hardy w roli Bane’a. A za nimi wielka ochota, żeby znów go zobaczyć i znów się nim zachwycić. No i się udało.
 
Czytaj dalej

Mroczny Rycerz powstaje

TDKR1_
Od nowego Batmana nie uciekniecie przez najbliższy tydzień. Prawdopodobnie na co drugim blogu filmowym pojawi się recenzja, a w wiadomościach będą pojawiać się najnowsze notowania box office’ów, wykazujące kolejne rekordy, jakie film bije (na zmianę z doniesieniami o sprawie tego cholernego freaka, któremu padło na mózg w Denver). Usłyszycie też dużo różnych komentarzy: że nowy film Nolana robi ogromne wrażenie, ale że fabuła ma parę niedociągnięć, że nowy Batman to film epicki, że poprzednia część była dużo lepsza, że nikt nie jest w stanie przebić Ledgera i że Bane to nie Joker (serio?) i dużo innych wypowiedzi ludzi, którzy znają Batmana od podszewki i marudzą, że ktoś nie stworzył filmu zgodnego z ich wyobrażeniami. Ale wiecie co? Nie uciekajcie. Po prostu nadróbcie poprzednie części (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), by znać historię i idźcie do kina, by przekonać się, że Mroczny Rycerz powstaje to arcydzieło, a Christopher Nolan to w świecie kina Messi i Ronaldo w jednym. A może i więcej.
 
Czytaj dalej

A więc wojna

this-means-suits
No nie bardzo – wydawało mi się – to jest mój styl. Film akcji? Dwóch agentów i ona? Że jakaś wojna? No proszę was. A więc (nie zaczyna się zdania od „a więc”…) niespecjalne było moje nastawienie, gdy w końcu gdzieś w pół kroku życiowego zakręcania, jakiego z mężem ostatnio doświadczamy, przyszło mi film McG zobaczyć. W gruncie rzeczy nic też wielkiego z niego nie wyniosłam, bo i film wysokich lotów nie jest, ale przynajmniej – i to się ceni – oglądało się przyjemnie, bo i akcja wartka, i gagi całkiem niezłe, i na Reese zawsze miło popatrzeć, a i Tom Hardy to zdecydowanie smaczny kąsek – nie tylko pod względem fizycznym: jego ostatnie role tylko wzmagają apetyt na zbliżającego się wielkimi krokami nowego Batmana, gdzie Hardy wciela się w postać Bane’a. Yummy.
 
Czytaj dalej

Szpieg

tinker-tailor-soldier-spy-12092011

Dwugodzinny orgazm – brzmi zachęcająco, prawda? Tak też się z mężem nastawiliśmy po przeczytaniu filmwebowskich komentarzy, gdy wybieraliśmy się do kina z biletami jako mężowym prezent mikołajkowym w ręce. Odkładam te bazgroły już ze dwa tygodnie, czy więc orgazm był tak nieziemski, że do dziś nie mogę się pozbierać? Hm. Not realy. Czytaj dalej