Liga sprawiedliwości [recenzja]

img01

„Historie nadawały temu wszystkiemu sens” – mówi jedna z bohaterek Ligii sprawiedliwości, odpowiadając na sugestię, by powróciła (w pisaniu) do poważnych tematów. Twórcy najnowszej produkcji DC Comics nawet sobie nie zdają sprawy, ile prawdy o ich filmie kryje się w tej prostej kwestii. Bo w wojnie z Marvelem o rząd dusz wytwórnia czyni ze swoich kolejnych tytułów to, czym bardzo nie chce, by się stały – pakuje w nie wszystko, czym dysponuje, zapominając, że czasem wystarczy mieć po prostu dobrą historię.

Czytaj dalej

Batman v Superman: Świt sprawiedliwości

Batman-v-Superman-Fight-Scene-Preview

Kino superbohaterskie ma się dziś doskonale. Sprzyjają otwarte na nowe technologie i niezwykłość czasy, w których żyjemy, nasze potrzeby – jako widzów – skupione często wokół poszukiwania w kinie tego, czego jeszcze nikt do tej pory nie pokazywał, ale też nastawione nierzadko na czystą rozrywkę, ogromne pieniądze, które wytwórnie ładują w historie i postaci mające miliony fanów na całym świecie, stwarzające dodatkowo potencjał do niezliczonych kontynuacji. Warner Bros i Marvel Studios doskonale o tym wiedzą i prześcigają się w produkcji crossoverów z udziałem superbohaterów. Batman v Superman: Świt sprawiedliwości to dopiero zwiastun tej podróży. I chyba o jako takim najsensowniej o nim mówić. Czytaj dalej

300: Początek imperium

300 Początek imperium

Nigdy nie byłam fanką filmów o starożytnych wojnach. Zawsze mnie nudziły te wszystkie rzędy tarcz, tryskająca spod mieczy krew i wyglądający w zbrojach totalnie identycznie wojownicy. I tak wszystko zawsze skupiało się wokół jakiejś intrygi bądź czyjejś pożądliwości, a kończyło zwycięstwem – nawet gdy pyrrusowym – tych dobrych. Niby ciekawe, a jakieś takie nużące. Nie spodziewałam się, żeby prequel 300 pokazał coś nowego. I nie myliłam się.
Czytaj dalej

Człowiek ze stali

Man-Of-Steel-2013

Pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna nie wiem zupełnie, co napisać o filmie. Przykre to podwójnie: po pierwsze, dlatego, że miałam okazję zobaczyć go już kilka dni temu i do dziś przetrawić na tyle, by – teoretycznie – napisać coś mądrego, a po drugie, to właściwie całkiem niezła rzecz jest. Tymczasem na dźwięk imienia tytułowego człowieka ze stali wzruszam ramionami i jestem pewna, że jedyne, co mi po filmie Snydera zostanie, to jak zwykle genialna muzyka Hansa Zimmera. Nie za mało, jak na tak głośny tytuł?
 
Czytaj dalej